Mój nowy dom i koci sąsiedzi.

Kontynuując przerwany wątek w poście drugim – podjechaliśmy w końcu pod nasze drugie/nowe mieszkanie. Na początku poczułam radość bo wjechaliśmy w dzielnicę typowych, szwedzkich domków z drewna (pomarańczowych i czerwonych) to by była frajda mieszkać w takim, tradycyjnym domku ale bym się wszystkim pochwaliła na fejsie, a już nie wspomnę jak mój Tato by się po puszył dookoła 😉 no niestety pod wskazanym adresem gdzie mieliśmy zamieszkać, usadowił się dziwny betonowo-drewniany kloc, no ale zawsze to willa, prawda? do tego ten paskudny socjalistyczny płot:/ IMG_0798IMG_0763IMG_0792

Wiedzieliśmy, że obok mają mieszkać pracownicy kolegi Pana B. i to oni nas wpuszczą i oprowadzą po naszym mieszkaniu.Na spotkanie wyszło nam dwóch chłopaków i wprowadziło do mieszkania objaśniając, że mieszkanie jest jedno z dwoma pokojami z których każdy ma swój aneks kuchenny, a łazienka jest wspólna dla wszystkich…..to nie tak miało być! Myślałam, że padnę trupem! mieliśmy mieszkać w jednym mieszkaniu z trzema obcymi facetami i jedną laską (w czwórkę siedzieli obok w pokoju). Ręce opadły ale trzeba było się ruszyć i zacząć wypakowywać i nie było czasu na rozmyślanie. No ale jak już prawie wszystko potrzebne przynieśliśmy do domu, a Pan B. coś jeszcze grzebał w aucie, usiadłam na łóżku, popatrzyłam na to wszystko i……zawory puściły. Nie tak to sobie wyobrażałam, nie tak to miało wyglądać. Wszystko ok ale z obcymi ludźmi za ścianą? z jedną łazienką??IMG_0806

Do tego nasz pokój był trochę zasyfiony, na piekarniku leżała blacha z zaschniętym tłuszczem nie wiadomo ile tam leżąca, płyta grzewcza zasyfiona i ten zapach a raczej smrodek….ryczałam i nie odzywałam się na zmianę. Podobno trwało to godzinę. Nie wiem czy potem było lepiej bo zaczęłam się drzeć, że nie wiemy kto to jest, a może to jacyś złodzieje (fajne mamy zdanie o swoich rodakach, co?) albo jacyś syfiarze i że przecież nie można nawet pokoju na klucz zamknąć bo go cholera jasna nie ma! Przecież nie po to się wyprowadziłam ze wspólnego z bratem pokoju żeby teraz mieszkać w jakimś kołchozie! Pan B. dostał też po głowie za to, że wcześniej nie sprawdził co to za mieszkanie. To chyba była nasza, pierwsza awantura, tzn. ja się darłam jak oparzona, a on biedny siedział cicho. Pan B. obiecał mi, że następnego dnia pomyślimy co zrobić (mieliśmy w alternatywie pokój u siostry Pana B.), a on gdyby ktoś próbował w nocy do nas wejść każdego rozwali i zastawił drzwi jakimiś kartonami. Na drugi dzień wszystko wydało się w trochę jaśniejszych kolorach i uzgodniliśmy, że musimy zaczekać do chwili przyjazdu siostry Pana B. ale że nie mieliśmy kluczy do TEGO mieszkania więc wybraliśmy się do ślusarza i na mały obchód okolicy – okazała się całkiem przyjemna. Pan B. poprawił mi jeszcze humor zakupem mojego, ulubionego sprzętu domowego czyli super fajnym odkurzaczem. Sąsiedzi też nie okazali się tacy straszni przy bliższym poznaniu, no i tak wyszło, że zostaliśmy na tym Duvbo.IMG_0804IMG_0802

Co mnie jeszcze przekonało? Piękna okolica – mieszkamy praktycznie w lesie, jest cicho, czysto, a zarazem mamy blisko do dużych sklepów, małego centrum handlowego, stacji metra, tramwaju i węzła kolejowego. Przekonało mnie też to, że jest tu pełno ptaków i ciągle coś ćwierka, po podwórku kicają dzikie zające, które praktycznie się nie boją, a po drzewach śmigają wiewióry. Nie to był jednak główny motywator do zostania. „Przekonały” mnie koty. W domu w którym zamieszkaliśmy obok nas mieszka kobieta z Łotwy. Brzydka jak cholera i nie nosi stanika, a ma czym się pochwalić.Ta kobieta ma dwa cudne koty. Powiedziała nam, że te koty pewnego dnia tutaj do niej przywędrowały. Nie wiem, może od kogoś uciekły, a może ktoś je wyrzucił – przyszły do naszej sąsiadki i tak już zostały. Są przepiękne i bardzo ciekawskie bo podczas gdy rozmawialiśmy z naszą sąsiadką przeszły, między naszymi nogami i zrobiły nam inspekcję w mieszkaniu. Najzabawniejsze było to, że zamykamy drzwi do naszego mieszkania, a tu z pokoju wychodzą koty:) Kicia jest zdystansowana ale kocurek chętnie podchodzi się pomiziać, raz mnie nawet przestraszył, bo wskoczył nam na parapet i ewidentnie chciał się wprosić w odwiedziny. To nie są jedyne koty w okolicy. A wiecie co mnie odrzuca? obrzydliwe, brązowe ślimony bez skorupy. W nocy trzeba iść z latarką żeby w to paskudztwo nie wdepnąć – tyle tu tego, fuj.

IMG_079420140819_16244720140820_172309

Mam nadzieję, że niedługo się przeprowadzimy jak nie do naszego mieszkania, to do jakiegoś z własną łazienką. A o tym jak się nam tutaj mieszka i o naszych, polskich, szwedzkich i łotewskich sąsiadach już w innym poście:)

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s