Moja pierwsza zupa czyli ogórkowa po szwedzku.

Znacie mnie, jestem lebiegą kucharską:) i jesteście pewni ciekawi/we jak mi idzie w kuchni:) Przyznam się, że jest to dla mnie nie lada wyzwanie! Przecież ja tak naprawdę w domu rodzinnym nic nie robiłam.Czasami gdy rodzice wyjeżdżali to coś tam pichciłam w postaci mojej, sztandarowej zapiekanki ziemniaczanej. Nie zdziwiłam się więc gdy mój Tato poinformował Pana B., że ma się nastawić, bo przy mnie będzie chodził nienajedzony;) Na szczęście Pan B. nie przestraszył się. Obiecał mi zresztą, że wszystko będziemy robić razem, a mycie garów to już na bank będzie na jego głowie, hurra!!!

Tak się jakoś złożyło, że na samym początku wylądowaliśmy na obiedzie w IKEA, potem na rollo w takim, fajnym, arabskim barze na mieście.Następnie trafiła nam się w sklepie na promocji pizza oetkera i na tym koniec pseudo obiadów. Trzeba było zakasać rękawy i zabrać się do roboty.

Na pierwszy ogień poszły plasterki z sadzonym jajkiem – to akurat było proste, aczkolwiek nie smakowało tak jak u Mamy. Drugi obiad to warzywa z woka (też kupione z promocji) z kurczakiem, ryżem, sałatą i avocado. Wszystko fajnie, tylko ten ryż grrr. Pan B. jaki czas temu kupił ogromy wór ryżu. Ryż koszmarek – tak go ochrzciliśmy bo po pierwszym gotowaniu – wyszła nam jakaś niejadalna breja:/ Tym razem poszłam po rozum do głowy i trochę poczytałam w necie o ryżu basmati.Okazało się, że wszystko robi się inaczej z tym ryżem czyli nie wrzuca na wrzątek i nie gotuje 20 minut. Trzeba go najpierw na półgodziny namoczyć, a potem do zimnej wody i zagotować. Oczywiście trochę inaczej to zrobiłam ale Pan B. spieszył się do pracy i nie było czasu na jakieś wygibańce z ryżem. Jakoś to wyszło i smakowało całkiem znośnie:) Kolejne danie na stole było już tradycyjnym daniem obiadowym czyli kartofelki, z surówką z marchewki i smażoną piersią z kurczaka. Pierś zrobiłam bez panierki tylko w ziołach i wiecie co? Wyszła całkiem całkiem:) Niestety przy surówce stwierdziłam, że moja fantazja  gdzieś się ulotniła i jestem noga z robienia surówek:/ Tutaj mojej Mamy nie pobiję. Bo jakbyście nie wiedzieli to moja Mama robi najlepsze surówki na świecie! Zresztą wszystko gotuje najlepiej na świecie! 🙂 (tak, wiem, każda Mama gotuje najlepiej na świecie).

20140826_14433020140904_144148

Pierwsze sukcesy zachęciły mnie do zabrania się za zupę. Pierwsza na tapetę poszła ogórkowa. Wcześniej gdy byłam w Szwecji widziałam w sklepie w którym są artykuły z różnych części świata, polskie, kiszone ogórki w woreczku – takie jak z Biedronki. Zapytałam jednak czy Szwedzi mają coś takiego jak przecier ogórkowy. Mają ale to nie taki jak nasz. Po tym jak kupiliśmy ich niby kiszone ogórki, które są chyba „kiszone” w wodzie z solą i smakują paskudnie, nie chciałam ryzykować z ich przecierem. Zresztą ten ich przecier ma kawałki papryki i fascynująco-fluorescencyjny kolor:) Polski przecier znaleźliśmy w sklepie z polskimi artykułami i oczywiście ze szwedzką ceną. Zupa wyszła doskonale. Nawet koperek się znalazł:)

Z kolejnymi zupami poszło z górki . Przy czerwonym barszczu okazało się, że w Szwecji nie ma czegoś takiego jak ocet:/ Owszem jest ocet winny ale to nie to samo. Trzeba będzie przywieźć z Polski zwykły ocet.Jak widać na zdjęciu poniżej, przesadziłam trochę z ilością kartofelków. Tak przy okazji, ta ich śmietana to też taka, trochę inna. Za to buraki – takich słodkich to w Polsce nie ma:( 

Następną zupą był kapuśniak. Skąd wzięłam kiszoną kapustę? W sklepie dostaliśmy kapustę Krakusa w słoiku. Taką kapustę można dostać w wielu, dużych sklepach. Jest też polska, kiszona w woreczkach taka jak z Biedronki i jest szwedzka kiszona kapusta w puszkach (dopiero będę testować).Niestety przy kapuśniaku pojawił się problem pt.”kasza jęczmienna” – za cholerę nie mogłam jej znaleźć i już myślałam, że się poddam gdy zobaczyłam coś kaszo podobnego na półce z różnymi grochami i  takimi tam. Mój kapuśniak był uratowany:)  A wyszedł, mniam palce lizać. Kwaśny aż miło:)   Zostało mi jeszcze pół słoika kiszonej kapusty więc resztę postanowiłam przeznaczyć na jedno z moich ulubionych dań czyli gotowane kartofelki, podsmażone na patelni z kiszoną kapustą, a do tego sadzone jajko i kiszony ogórek. Wyszło całkiem całkiem:) tylko ten ogórek….to właśnie ten szwedzki, solony bleee.

Wiecie co? okazało się, że wcale nie jestem taką kaleką kulinarną za jaką  wszyscy mnie uważali. Mam może problem z uchwyceniem smaku czyli z doprawieniem i może czasami nie dosolę ale dosolić to sobie zawsze można, prawda? I nie wiem jak to się stało ale mimowolnie zaglądając do kuchni coś tam podpatrzyłam od mojej Mamy, bo teraz coś robiąc otwierają mi się w głowie jakieś klapki i wszystko wiem co zrobić (poza tym zawsze jest wujek Google)! A może Wy macie jakieś dobre rady jak dobrze doprawić zupę czy mięso? Ooo i jak przyrządzić rybę tak żeby wióry nie wyszły, bo ryba wciąż przede mną:/

Tutaj pragnę podziękować Natalii, mojej siostrze stryjecznej ze Szczecina za wsparcie i link do fantastycznej strony o gotowaniu. Asi, mojej przyjaciółce za to, że mnie wspiera i wierzy w moje umiejętności kulinarne. No i przede wszystkim mojej Mamie, która jest dla mnie niedoścignionym wzorem kulinarnym i nie tylko.

8 thoughts on “Moja pierwsza zupa czyli ogórkowa po szwedzku.

  1. Ja swoją pierwszą zupę gotowałam w wieku 19 lat 🙂 Chyba też nie aż tak wcześniej… I byłam totalnie przerażona! Ale jak już jedną zrobiłam, to kolejne były z górki 🙂 W zupie najważniejsza jest baza, a potem to już wrzucasz co tylko chcesz 🙂 Kapuśniaka nie opanowałam do tej pory… Bo jak wrzucę najpierw kapustę, to ziemniaki później w kwaśnym bardzo!!! długo dochodzą, a jak wrzucę najpierw ziemniaki, a potem kapustę, to zanim dojdzie kapusta… to ziemniaki szkoda gadać 🙂 Jeśli chodzi o doprawianie, to wyznaję zasadę, że lepiej mniej niż więcej. Dosolić zawsze można 🙂 A jeśli chodzi o proporcję to wyczujesz to z czasem 😀 Powodzenia!

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ha! i znowu coś kulinarnego zatem nie mogę przejść obojętnie ;).
    Zaintrygowała mnie ta kasza do kapuśniaku……w życiu takiej wersji nie jadłam, chętnie poznam przepis :).

    Octu do barszczu nie dodaję, nie cierpię takiego smaku specyficznego jaki ma później zupa. Barszcz robię z pieczonych buraków ( myję, zawijam każdy w folę alum. błyszcząca do wewnątrz 😉 , piekę 180 st przez 1h, studzę, obieram, ucieram i wrzucam do ugotowanego bulionu, pozwalam tylko na zagotowanie i dodaję sok z 1/2 cytryny). Uwielbiam barszcz :), dzieciaki też, w tej wersji robi się „sam” ;).

    A kapuśniak też lubię kwaśny :), no inny być nie może a robię tak: kapustę w blenderze szatkuję drobniej….albo nożem , zależnie od chęci ;), wrzucam na patelnię do rozgrzanej oliwy ( wystarczy odrobina) i przesmażam przez kilka minut. Kapustę wcześniej odsączam z wody, wodę zostawiam. Do prawie gotowego bulionu wrzucam ziemniaki pokrojone w kostkę, gotuję 10-15 minut tak aby 5 minut przed końcem gotowania dodać kapustę. Gotuję chwilę razem, doprawiam, wlewam sok z kapusty. Koniec 😉

    Rybę kiedyś piekłam w folii, ale od dawna już tego nie robię, Teraz tylko naczynie żaroodporne, ryba nasmarowana oliwą, przyprawy, cytryna ( nie solę przed pieczeniem, bo ryba puszcza wodę i wychodzi sucha), nie przykrywam tylko wstawiam do zimnego piekarnika. Temp 185 st, 20-25 min i jemy :)))

    Polubione przez 1 osoba

    1. Iza dzięki za rady, muszę spróbować Twojego sposobu z burakami 🙂 A ocet daję bo cytryna to dla mnie zbyt mało…ja kocham kwasidła 🙂 Ryby w folii jeszcze nie robiłam i chciałabym spróbować dla samego porównania. Dziękuję za rady, na pewno skorzystam – wielki buziak! A przepis na kapuśniak wrzucę do posta 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s