Pierwsza, samodzielna wyprawa na miasto.

Hej hej (tak po szwedzku). Dzisiaj zaliczyłam pierwszą, samodzielną wyprawę na miasto/do miasta. Myślę, że metrem już potrafię się poruszać. O metrze Wam jeszcze napiszę ponieważ sztokholmskie metro jest bardzo specyficzne ze względu na to, że częściowo jeździ na powierzchni ziemi jak nasza, trójmiejska skm.  Jest także ciekawe ze względu na wygląd poszczególnych stacji ale o tym napiszę w innym poście. Najpierw muszę zjeździć wszystkie stacje i uwiecznić co ciekawsze na zdjęciach:) W każdym razie jestem trochę zdziwiona miejscami w których są usytuowane wejścia do metra. Z tego co zauważyłam to większość z nich znajduje się w budynkach. Teraz to już wiem ale za pierwszym razem spiesząc się do pracy szukałam tradycyjnego zejścia w podziemia no i trochę się zdziwiłam;) Wejścia do metra usytuowane są w centrach handlowych, w budynkach mieszkalnych no i nieliczne z ulicy/chodnika. Ta najbliżej mnie czyli stacja Duvbo znajduje się na parterze bloku. Nad wejściem jest tablica informacyjna na której widnieje ile zostało do odjazdu metra a właściwie tunnelbana bo tak się mówi w Szwecji na metro. Ta niebieska kropa obok nazwy stacji to kolor linii metra. W Sztokholmie są trzy kolory ale to nie znaczy, że są tylko trzy linie 🙂 ale o tym później.20140823_130726

W środku tradycyjnie są bramki, obok bramek znajduje się budka w której siedzi pan lub pani pilnujący porządku ale też sprzedający bilety i udzielający informacji oraz w pomocy. Oczywiście jest też mapa Sztokholmu i rozkładówka linii komunikacyjnych. Jak widzicie są trzy kolory ale każdy kolor rozdziela się na dwie lub trzy linie. Ja za cholerę nie mogła pojąć dlaczego są tylko trzy kolory bo przecież linii jest 7! Tak ale każdego koloru łączą się przez pewien moment i jadą tymi, samymi torami ale z drugiej strony metro w Berlinie ma tak samo i każda linia to oddzielny kolor. Myślę, że to kolejne szwedzkie uproszczenie:)

Jak wygląda bilet w Szwecji? To plastikowa karta którą trzeba doładowywać. IMG_0749IMG_0750Bilety są różne – kwartalne, miesięczne, tygodniowe, dobowe. Bilet można doładować przez internet, u pana w budce oraz w specjalnym automacie. Naprawdę to nic trudnego i taki automat jest kolejnym przykładem na to jak Szwedzi upraszczają sobie życie codzienne.

20141016_160759

20141016_160830

Jak już mamy bilet to maszerujemy w kierunku bramek i przykładamy swój bilet do czytnika. Jeżeli bilet jest załadowany to bramki automatycznie się otwierają. Czasami się nie otwierają i trzeba biletem pomachać  przed czytnikiem kilka razy. Bramki są praktycznie na każdej stacji metra ale są wyjątki i tych bramek nie ma na kilku stacjach. Gdy wychodzimy z  metra to podchodzimy do bramki i sama się otwiera. Na większych stacjach część bramek jest dla wychodzących a część dla wchodzących. Jedna lub dwie bramki są szersze dla osób z dużym bagażem ale też dla matek z wózkiem. Nie wiem, może oglądam zbyt wiele horrorów ale zawsze gdy przechodzę przez te bramki to na myśl mi przychodzi krwawa scena….20141022_195901

Tam gdzie są bramki to zawsze jest budka w której siedzi pracownik tunelbanna. Jak przejdziemy przez bramkę to zjeżdżamy w dół schodami albo schodzimy gdy są nieczynne. Do sztokholmskiego metra zjeżdża się bardzo głęboko pod ziemię no oprócz tych stacji, które znajdują się na powierzchni ziemi.20141013_163807

Zanim wyruszyłam w samodzielną podróż tunnelbana, Pan B. oczywiście mi wszystko pokazał ale i tak nie obyło się bez wpadki…. Moja, pierwsza wyprawa wyglądała tak, że jechałam na spotkanie w pracy. Poszłam na stację tunnelbana i to taką bliżej nas na której wcześniej nie byłam i cała w skowronkach wsiadłam do wagonu (we właściwą stronę) i dojechałam do stacji głównej w której łączą się wszystkie nitki metra. A tam przeżyłam szok. Czułam się tak, jakbym się znalazła w jakimś filmie w którym główna bohaterka (jakaś sierota życiowa) stoi na stacji i z każdej strony jest popychana przez masy ludzkie. MASAKRA! Ciągle ktoś mnie popychał, potrącał i szarpał. Jakoś mi się udało dotrzeć na właściwy poziom i wsiąść w odpowiednią linię i we właściwym kierunku;) niestety, dojechałam na miejsce i okazało się, że nikogo nie ma bo oczywiście musiałam pomylić miejsca! Uwierzcie mi, mało się nie popłakałam:( przecież ja nienawidzę się spóźniać:/ Szybko wróciłam do stacji tunnelbana i dojechałam na centralny ale z tej całej paniki zapomniałam jak mam wrócić na linię niebieską:( na szczęście Pan B. po mnie przyjechał i odwiózł mnie pod same drzwi, a ja zrobiłam „wejście smoka”;)

Drugie wyjście już było bardziej na spokojnie. Miałam zamiar podjechać na centralny i odwiedzić punkt turystyczny co by jakieś darmowe plany miasta pobrać. Wiedziałam gdzie mam się mniej więcej kierować ponieważ centralny ma wiele wyjść i można wyjść w kompletnie innym miejscu niż się zamierzało. Ja wiedziałam, że mam wyjść w centrum handlowym w którym znajduje się H&M:) Trafiłam bezbłędnie i udałam się na mały rekonesans. Na biżuterii szczęka mi opadła i odbiła się od ziemi. W Polsce nie ma tylu rzeczy:( Od razu ręce zaczęły mi się trząść – wszystko chciałam mieć bo wszystko bym wykorzystała do sesji zdjęciowych. Niestety jak zwykle to co mi się najbardziej podobało było drogie… ale jednego naszyjnika w stylu wiktoriańskim nie podaruję;) W końcu wyszłam z tego sklepu i niestety okazało się, że zaczął padać deszcz. Chciałam też połazić trochę po centrum ale nawet parasola nie miałam:( 20140823_13380920140823_13381520140823_133824Rzuciłam więc okiem dookoła i poleciałam na centrum turystycznego które znajduje się w kulturhuset. Tam z przykrością ale też i dumą stwierdziłam, że polskie centra turystyczne są o wiele lepiej zaopatrzone!

20141024_164443

Wzięłam co było ciekawego i pomyślałam, że skoro pogoda nie sprzyja zwiedzaniu to mogę pozwiedzać coś innego. Second Hands! a tego jest Ci dosyć w Sztokholmie:) Poleciałam więc na tunnelbana i pojechałam w kierunku pierwszego lumpa do którego pół roku temu przywiózł mnie Pan B. ale wtedy niestety był zamknięty. Tym razem był również zamknięty i to chyba już zamknięty na amen. Na szczęście na tej trasie były jeszcze dwa więc pojechałam dalej:) O lumpeksach napiszę innym razem bo temat rzeka. Chciałam Wam tylko napisać, że w jednym z lumpeksów mocno się zdenerwowałam! Znalazłam dwie płyty cd – Sheryl Crow i Moby i strasznie się ucieszyłam jak je zobaczyłam na półce. Co tam, że nie nowe ale za 10 koron czyli 5 zeta! W pudełkach nie było płytek ale pomyślałam „ooo pewnie już im tu nakradli to pewnie schowali i dadzą mi przy kasie”. Dupa, Pani mnie skasowała, a ja patrzę, a CD nie wyciągają. Zapytałam więc, gdzie są płyty? Nie było! Ktoś sobie ukradł płytki i zostawił puste pudełka. Podłość ludzka nie zna granic! A do tego wszystkiego na koniec deszcz się rozpadał na całego i tak wyglądałam jak wróciłam do domu.20140826_173742

 Pozdrawiam wszystkich z deszczowej Szwecji.

2 thoughts on “Pierwsza, samodzielna wyprawa na miasto.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s