Pierdzące żarcie czyli o gotowaniu ciąg dalszy.

Miało być o moich dalszych zmaganiach z gotowaniem obiadów ale postanowiłam trochę zmienić konwencję wpisu. Będzie o gotowaniu ale gotowaniu żarcia pierdzącego. Co to takiego? Myślę, że większość z Was wie o co chodzi. Temat trochę wstydliwy ale nie da się ukryć, że często obecny w naszym życiu. Polska kuchnia jest bardzo ciężkostrawna i nawet przy próbie ugotowania czegoś innego i tak często efekt końcowy jest…..wzdymający.

Zacznę od zapiekanki ziemniaczanej:) Zapiekanka ziemniaczana jest moim dyżurnym daniem. Zawsze jednak robiłam ją w jednej wersji czyli kartofelki, pomidory, cebula, ogórki kiszone i dużo sera. Raz mi się zdarzyło zrobić z mięsem mielonym. Nie wiem czy wiecie ale w Gdańsku przy ulicy Garbary jest fantastyczny „Pyrabar”. To bar w którym wszystkie dania są albo z kartofli. Do tego jest tanio i naprawdę pysznie. W tymże barze serwują m.in. zapiekanki ziemniaczane na które bardzo chętnie chodziliśmy z Panem B. Pamiętając mniej więcej skład poszczególnych zapiekanek postanowiłam coś podobnego przyrządzić i wyszedł mi przybliżony „Cukinsyn”. Mówię Wam, pychota. Niestety w tej pychocie tkwi haczyk czyli wzdymająca cukinia i mega wzdymające pieczarki:( 

Kolejne „wzdymacze” przy których wspięłam się na moje wyżyny kunsztu kulinarnego to nadziewane papryki. Wiecie co? w życiu bym pomyślała, że kiedyś coś takiego zrobię i do tego, że będzie to jadalne. Pierwsze papryki były troszeczkę niedoprawione. Wcześniej dopytałam moją Mamę jak to się mniej więcej robi i zrobiłam podobnie. Mięso mielone połączyłam z gotowanym ryżem, napchałam papryki i wrzuciłam do garnka z rosołem i puszką pomidorów. Przy okazji zrobiłam z resztki mięsa pierwszego w życiu klopsika:) Pan B. oszalał na punkcie moich papryk:)

Postanowiłam więc powtórzyć mój sukces ale z innym przepisem znalezionym w internecie. Tym razem mięso zmieszałam dodatkowo z pieczarkami i żółtym serem no i mocniej doprawiłam. Nadziane papryki posypałam z góry serem, wpakowałam do naczynia żaroodpornego i heja do piekarnika. Efekt końcowy powalił mnie na kolana bo czegoś tak pysznego się nie spodziewałam, że nie wspomnę o zachwytach Pana B. który od razu pochłonął dwie papryki i zażądał w przyszłości powtórki. Wszystko fajnie tylko papryka z pieczarkami……nawet nie wspomnę co się potem działo.

Ale papryki to pikuś do mojej, autorskiej zapiekanki z selera i marchewki. Czy ktoś z Was jadł coś takiego? Założę się, że nie:) Jakiś czas wcześniej była fantastyczna promocja na marchew, seler, cebulę i buraki. Pan B. zakupił dużo selera i marchwi, niestety trochę za dużo i nie bardzo wiedziałam co jeszcze można by z niego zrobić. Przypomniało mi się, że kiedyś widziałam program Ewy Wachowicz w którym przyrządziła zapiekane warzywa pod beszamelem. Nie umiem robić beszamelu, a pora nie miałam w lodówce. Ugotowałam selery i marchew bo stwierdziłam, że kartofelki to mi się już chyba nie zmieszczą do naczynia (i tak musiałam zjeść to czego nie dało się upchać) i warstwami ułożyłam w naczyniu. Pomiędzy warstwy wpakowałam tarty ser, śmietanę i dużo przypraw. Wyszło coś pysznego:) Niestety Pan B. stwierdził, że brakuje mu kartofelków i nie zapałał do mojej zapiekanki szczególną miłością.20140929_225957

Do zapiekanki zrobiłam jeszcze sałatkę. Wrzuciłam to co mniej więcej było pod ręką czyli łososia którego trzeba było zjeść bo się kończył termin ważności, różnego kalibru pomidorki koktajlowe, cebulę czerwoną, suszone pomidory, mix sałat i dużo przypraw a na wierzch władowałam gotowy sos cytrynowy i wyszło bardzo pysznie:)

20140930_003030

Obżarstwo było przednie ale potem była masakra. Normalnie bomba w Nagasaki i Hiroszima razem wzięte. Szukałam potem co mogło być powodem tej wzmożonej produkcji gazów bojowych  i niestety dowiedziałam się, że ani seler ani marchewka nie są warzywami wzdymającymi ale może być śmietana. Jakiś czas temu z Panem B. odkryliśmy, że jesteśmy uczuleni na laktozę, a śmietana której ja użyłam była z laktozą. To oczywiście nie przeszkadza mi Was zachęcić do zrobienia takiej zapiekanki:) Ja na bank ją jeszcze zrobię ale w wersji z kartoflami i oczywiście ze śmietaną bez laktozy.

Na koniec zostawiłam zupę z soczewicy. Zupę z soczewicy jadłam w Izraelu i była bardzo dobra. Trochę się bałam czy mi wyjdzie ale okazało się, że to całkiem prosta zupa i niesamowicie rozgrzewająca. Będzie w sam raz na zimowe dni. No i wcale nie taka wzdymająca jakby się można było spodziewać;)

p.s. pamiętajcie żeby nie jeść niebezpiecznych dań przed randką 😉

 

One thought on “Pierdzące żarcie czyli o gotowaniu ciąg dalszy.

  1. Uwielbiamy zupę z soczewicy mmmmm, pyszna jest z mięsnymi klopsikami….ale te mi nigdy jeszcze nie wyszły :P….nie wiem dlaczego, bo rybne pulpeciki udają się bez problemu ;).
    Papryka faszerowana jest pyyyszna, jak będziesz chciała coś zmienić to polecam kuskus zamiast ryżu mniam ;). No i idealne do faszerowania są cukinie oraz kalarepa ….niestety wszystko to wzdymające, czemu nie ma czegoś lekkostrawnego? 😀

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s