Masakra czyli pech Pana B.

Każdy ma czasami w życiu taki okres, że jak coś się wali, to wali się na całego albo inaczej – taki efekt domina, wali się jedna sprawa, a za nią leci cała lawina. Nam się też coś takiego przydarzyło, tzn. Panu B.

Zaczęło się od mandatu za prędkość. Trochę głupi ten mandat bo przekroczenie wynosiło 61km przy 50 dozwolonych:/ Potem był mandat za brak książeczki czasu pracy…. W międzyczasie dostaliśmy trzy mandaty za parkowanie na ulicy pod domem. Pierwszy, bo okazało się, że nasz samochód jednak stoi za blisko skrzyżowania, drugi bo nie wolno dłużej parkować, a trzeci, że w ogóle stoimy za długo bo można tylko 24 h. Szkoda tylko, że inne auta stoją dniami i nocami i mandatów nie dostają:/ Na takim mandacie widać jak sprawdzają ile auto stało w miejscu. Sprawdzają po pozycji wentyli. Sprytne nie? Jest też zaznaczone, że auto stało zbyt blisko skrzyżowania z inną ulicą. O wysokości mandatu nie wspomnę. Tutaj się nie cackają z kierowcami.

20141208_011503s

W międzyczasie stwierdziłam, że zaczyna się nam rozmrażać lodówka. Poprzedni mieszkańcy naszego pokoju chyba jej nie rozmrażali i lód z zamrażalnika zaczął się niepokojąco rozrastać do tego stopnia, że przestały się zamykać drzwiczki od zamrażalnika. Lód był nawet naokoło zamrażalnika, a że lodówka mała, a przez przyrost lodu jeszcze mniejsza to się zaczęłam wkurzać. Pan B. obiecał mi, że się tym zajmie na drugi dzień ale oczywiście ja, kąpana w gorącej wodzie zaczęłam szybciej. Wzięłam sobie tłuczek do mięsa, ale taki gumowy i trochę zaczęłam obtłukiwać ten lód. Spokojnie, wiem, że zamrażalnik to delikatne urządzenie! Trochę lodu obtłukłam ale niestety drzwiczki nadal się nie domykały. Musiałam przerwać akcję bo moi sąsiedzi się pobudzili i przyszli mnie delikatnie upomnieć. Teraz małe sprostowanie. Wiem, że lodówkę najlepiej się rozmraża, gdy się ją wyłączy i pozwoli rozpuścić, ewentualnie wstawiając miskę z gorącą wodą chociaż to akurat też nie jest dobre dla lodówki. Tylko, że ja miałam pełno mięsa w zamrażalniku:/ W każdym razie stwierdziłam, że następnego dnia dam się wykazać Panu B. z tą lodówką:) A co tam, niech ma i niech mu urośnie męskie ego;) To był duży błąd! Pan B. przystąpił do pracy z wielką ochotą z moim tłuczkiem do mięsa i tępym nożem. Niestety lód obtłukiwał z taką werwą, że z rozpędu zrobił dwie dziury w zamrażalniku. Domyślacie się co się stało? Przez dziury wyleciał cały gaz:( lodówka się rozmroziła, a jedzenie trzeba było wywieźć do lodówki u znajomych. Zostaliśmy bez lodówki. To jest dopiero masakra. Nawet nie można było wynieść garnka do łazienki bo przecież nie mieszkaliśmy sami:/ Poradziliśmy sobie w ten sposób, że Pan B. znalazł w jednym z lumpeksów barki hotelowe, czyli takie małe lodóweczki bez zamrażalnika. Stwierdziliśmy, że w naszym mieszkaniu postawimy ją w sypialni na zimne napoje i jakiś alkohol. No tak, ale mięsa dalej nie mogłam mrozić:/  Gotując zupę na nogach kurczaka miałam problem, bo w opakowaniu są trzy, a trzy to dla nas za dużo. Masakra! No ale i tak dobrze, że dostaliśmy tę lodówkę i to tylko za 200 kr czyli niecałe 100 zeta. W starej lodówce urządziłam szafkę na chemię, szczegół, że ostatnio tam znalazłam cukier i nie będę pokazywać palcem kto go tam wpakował.20141208_131706

To nie był koniec nieszczęść domowych. Śpimy na materacu bo nie chcieliśmy spać na łóżku na którym nie wiadomo ile osób spało i co to były za osoby. Któregoś dnia odkryliśmy, że chyba nam ucieka powietrze z tego materaca. Co go napompowaliśmy to na drugi dzień budziliśmy prawie na podłodze. Wiecie co się okazało? Pan B. pierwszej nocy odsunął pod okno łóżko i z nogi spania wypadł taki korek który sprawia, że nogi łóżka nie rysują podłogi. Ten korek miał ostry szpikulec. Właściwie to nie korek tylko taki wkręt albo gwóźdź. Niestety go nie zauważyliśmy, zresztą ja byłam zajęta ryczeniem, a Pan B. był mocno zdenerwowany i nie zauważył tego cholernego szpikulca, który potem wbił się w nasz materac:/ To nie koniec pecha materacowego. Pan B. zaczął szukać używanej lodówki i żeby poznać jaki jest dokładny model tej naszej, wyciągnął ją z mebli kuchennych. Niestety niefortunnie lodówka mu się wysunęła z rąk i ostrymi końcami wpadła……NA MATERAC. Domyślacie się co było dalej? Flak nie materac. To nie był ostatni numer z materacem. Któregoś ranka obudziliśmy się i stwierdziliśmy, że znowu nam ucieka powietrze z materaca:/ Okazało się, że tym razem to już chyba jest wada bo mieliśmy wrażenie, że coś się odkleiło. Tylko jakoś tak dziwnie z mojej strony. Mam nadzieję, że nie lunatykowałam w nocy i nie była to moja zasługa. Ten materac Pan B. zawiózł do sklepu i oddał do reklamacji. Na szczęście od razu dostaliśmy nowy, który teraz oglądamy z każdej strony i czuwamy nad stanem napompowania.

Były też pechy cielesne. Pan B. przytrzasnął sobie prawy kciuk ciężkimi, tylnymi drzwiami w samochodzie. Masakra. Oczywiście jak każdy facet zacisnął zęby i uparł się, że nie pójdzie do lekarza:/ Zamiast do lekarza poszedł na drugi dzień do pracy:(

Palec bardzo długo się goił i długo bolał. Wyglądał paskudnie bo najpierw zrobił się granatowy a potem zaczął schodzić. Zanim się zagoił pech cielesny znowu dopadł Pana B. Biedak wbił sobie w palec wskazują nóż do tapet. To wyglądało tak jakby  chciał sobie odciąć kawał palca. Oczywiście znowu nie poszedł do lekarza bo po co, przecież się samo zagoi:/

W międzyczasie pech sprawił, że Pan B. rozbił trzy samochody. Pierwszy, zresztą nasz samochód, jadąc w deszczu, na szczęście wolno i przepisowo. Dwa samochody przed nim raptownie zahamowały a on już niestety nie zdążył:( Klapa zgięła się w połowie i odsłoniła wnętrze, ale samochód generalnie był na chodzie. Na szczęście Panu B. nic się nie stało, no oprócz tego, że był delikatnie mówiąc wk……..y.

IMG_0765a

Drugi wypadek to było też stuknięcie, tylko tym razem w samochód służbowy Pana B. i nie z jego winy. Zwyczajnie wjechał mu w „dupę” jakiś Rusek. Dobrze, że koleś miał ubezpieczenie ale samochód był do naprawy:/ Trzeci wypadek był bardziej poważny. Na szczęście tylko dla auta. Pan B. jechał nocą służbowym samochodem, dosyć wolno, ponieważ była mgła, nagle z lasu prosto pod koła wyskoczyła dzika świnia. Po zderzeniu samochód nadawał się tylko do kasacji, świnia zresztą też, ale na szczęście Panu B. nic się nie stało. Opowiedział mi, że ta świnia/świń to chyba był przewodnik stada bo chwilę potem wyłoniło się z mgły całe, takie stado dzikich świń. Taki wypadek trzeba zgłosić nie tylko na policję ale też do leśnych służb, które przyjeżdżają i zabierają zwłoki zwierzątka. Tej nocy Pan B. bardzo późno wrócił do domu. Na drugi dzień czekaliśmy na wiadomość od szefa Pana B., czy się nie wkurzył i nie rezygnuje z usług Pana B. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, a  do tego okazało się, że ten samochód już od jakiegoś czasu szwankował i tak naprawdę był na odstrzał. Szkoda tylko tej biednej, dzikiej świni:(

20140927_172330dZostaliśmy na kilka tygodni bez samochodu. Pan B. musiał nocą wracać komunikacją miejską i przez to czas jego powrotu do domu wydłużył się do godziny z kawałkiem. Na szczęście znaleźliśmy mechanika, który mógł szybko spojrzeć na nasze auto. Niestety mechanik miał swój warsztat na jakimś wygwizdowie i musieliśmy tam pojechać na dwa samochody. To oznaczało, że nie dość, że ja mam jechać rozwalonym samochodem z prawie urwaną klapą to jeszcze pierwszy raz będę sama jechać samochodem (już jeździłam po Sztokholmie tzn. peryferiach ale zawsze z Panem B. na siedzeniu pasażera). Strasznie mnie to zestresowało, bo przecież te wielkie autostrady i podwójne ronda to jakiś koszmar! Uzgodniliśmy, że ja dopiero wsiadam za kierownicę od garażu w którym jest drugi samochód. Miałam tylko do przejścia zjazd na autostradę, potem zjazd z autostrady i dwa podwójne ronda. Jeden wielki stres i nie wiem co gorsze włączenie się do ruchu na autostradzie czy te diabelskie, podwójne ronda. Tak wiem, w Trójmieście jest obwodnica i zaczyna się autostrada. Tylko ta nasza autostrada to pikuś do tego co jest tutaj, a przez obwodnicę nabawiłam się urazu bo przecież w Polsce trzeba się pchać z wjazdu na chama bo jeden burak z drugim nie dość, że nie zjadą na lewy pas, to jeszcze tak przyspieszają, że ja np. już stałam kilka razy na końcu pasa i  czekałam na łaskę. No tutaj podobno jest trochę lepiej i kierowcy umożliwiają włączenie się do ruchu. Co z tego jak jest pełno wariatów Arabusów, Ruskich i naszych polskich rodaków. Podobno kilka lat temu jeździło się lepiej bo nie było aż tyle chamstwa. Jakoś udało mi się zjechać spokojnie na autostradę. Wiedziałam, że mogę jechać najwięcej 70 km/h ponieważ po pierwsze nie wiadomo jak to stuknięte auto mogło się zachować, a poza tym przecież ta cholerna klapa mogła mi odlecieć! Oczywiście co któryś kierowca gapił się na mnie i pewnie sobie myślał, że „głupia baba rozwaliła samochód”. Miałam to gdzieś, chciałam  to mieć to już za sobą ale potem jadąc już przez miasto widziałam małych chłopców pokazujących mnie ojcu czy kolegom palcem. Super. Dwa ronda jakoś też mi się udało przejechać. Wiecie dlaczego się tak boję tych rond? Ponieważ w Gdańsku praktycznie ich nie ma i nie za bardzo potrafię się po nich poruszać. Zresztą z tego ci widzę i już teraz wiem, to takich jak ja niewiedzących jest całe mnóstwo. Oczywiście całą drogę starałam się trzymać blisko Pana B. ale było kilku cwaniaczków, którzy się wbili między nas. Pan B. szybko zwalniał i taki cwaniaczek szybko zmieniał pas, a ja zajmowałam jego miejsce:) To był mój pierwszy raz prawie samodzielnej jazdy w Szwecji:) A z samochodem też wyszło na dobre, bo mechanik, Jugosłowianin zresztą, powiedział, że auto jest na złom ale on go może wziąć, a w zamian nam sprzeda za całkiem dobrą cenę podobnego fiata. Nawet ten sam kolor:) Oczywiście skorzystaliśmy z okazji, chociaż szkoda tej Toyoty….IMG_20140927_181113

Na koniec tego wszystkiego Panu B. zapchał się gruczoł potowy pod jedną pachą. Zaczęło się od małego zaczerwienienia, które stopniowo zaczęło się powiększać i jednocześnie pod pachą zaczął się robić guzek. Ten guzek w końcu urósł do wielkości dużej śliwki i zaczął mocno boleć. Stwierdziłam, że tym razem nie obędzie się bez wizyty u lekarza ale najpierw postanowiłam skorzystać z porady Wujka Google. Tam znalazłam zdjęcia takich, samych guzków i informację, że to nic poważnego tylko trzeba iść do lekarza i potem używać jakieś maści. Zanim jednak Pan B. zadzwonił do lekarza, zauważyłam na środku guzka białą kropę. Stwierdziłam, że to ropa próbuje się wydostać i przeprowadziłam na Panu B. szpileczką małą operację 🙂 Sporo tego było, płynęło i płynęło. Musiałam przez trzy dni powtórzyć operację ale udało się, guzek znikł. W międzyczasie Pan B. dodzwonił się do przychodni i piguła powiedziała, że wszystko jest ok tylko mamy to obserwować i w razie czego przyjechać do lekarza. Chyba przekwalifikuję się na pigułę;)

To było tyle, a może aż tyle bo sami przyznacie, że trochę tego było i to praktycznie w przeciągu jednego miesiąca! Nawet się zaczęliśmy zastanawiać czy ktoś na Pana B. nie rzucił jakiegoś uroku:/

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s