Srajtuchy czyli gołębie w Szwecji i opuszczone rowery.

Kto lubi gołąbki? ale nie takie do jedzenia w kapuście tylko te pętające się pod nogami, srające gdzie popadnie i przenoszące kupę bakterii. Wiecie jakie miałam w grudniu powitanie w Gdańsku? Dostałam bombą prosto w but! Dobrze, że nie na głowę :/ Dlatego w Szwecji jestem pod tym względem bardzo szczęśliwa, ponieważ nie ma tu gołębi albo jest ich bardzo niewiele:) Najpierw mnie to bardzo zdziwiło i nawet zaczęłam się mocno za nimi rozglądać bo jak tak w mieście bez gołębi. Nie musiałam długo szukać, ponieważ na mojej stacji Sundbyberg jest miejscówka gołębi.

20141016_152820 20140826_164813

Nie wiem dlaczego akurat tam siedzą, być może ktoś tam je dokarmia, a poza tym mają tam daszek, murek i rowery na których bezczelnie siedzą i srają. Generalnie wszystko dookoła jest zapaskudzone. Drugim miejscem gdzie te brudasy siedzą jest stacja Kista.20141114_084409 20141114_084345

Na węźle autobusowym jest taki kwadratowy występ i tam właśnie siedzą gołębie. Pomimo umieszczonego napisu, że nie wolno karmić gołębi jakaś bułka tam leżała czyli wiadomo po co tam siedzą i robią syf.

Trzecim i jak na razie ostatnim miejscem jakie wyczaiłam jeśli chodzi o gołębie, jest jedno z wyjść stacji Tunnelbana Fridemsplan.20141010_154748

Siedzą sobie na daszku osłaniającym schody do tunnelbany i srają. Jak na razie więcej miejsc ich zbiórek nie namierzyłam. Dlaczego jest ich tak mało? Nie wiem, być może dlatego, że ludzie ich aż tak nie dokarmiają. Nie wiem, może tu jest dla nich już za zimny klimat? A może budynki są do tego stopnia zabezpieczone, że gołębie nie mają gdzie się chować i rozmnażać? Ja z tego faktu jestem bardzo zadowolona, ponieważ nie boję się, że dostanę bombą z góry! I to wcale nie jest prawda, że dostanie ptasią kupą to znak, że będziemy mieli szczęście! Kilka lat temu dostałam taką bombą w spódnicę i tego dnia dowiedziałam się, że nie przedłużą mi umowy w pracy. Dziękuję za takie szczęście:/

Wracając do rowerów. W Szwecji jest bardzo fajnie rozbudowana sieć ścieżek rowerowych i naprawdę bardzo wiele osób jeździ na rowerach i to praktycznie przez cały rok. Na rowerach często jeździ się do pracy – jeżeli ma się to szczęście to prosto do pracy, jeżeli nie, to dojeżdża się do najbliższej stacji tunnelbany lub kolejki i tam zostawia pojazd. Rowery przyczepia się do specjalnych stojaków albo zwyczajnie gdziekolwiek. Rowery często są pozostawione są z nosidełkami dla dzieci i na zakupy albo z kaskami.Czasami widzę rowery nawet nie przyczepione – stoją bez zabezpieczenia!  Nie wiem jak to działa ale czasami widać rowery bez kół.Tak się zastanawiam, czy ktoś je zwyczajnie porzuca, a ktoś inny widząc, że taki rower stoi przez dłuższy czas i nikt się nim nie interesuje, kradnie np. koła? Z drugiej strony znam historię osoby, która zostawiła rower przy stacji tunnelbana, a po powrocie znalazła ramę z jednym kołem. Być może zależy to też od dzielnicy w jakiej się zostawia rower. W każdym razie podobno kiedyś było lepiej i rowery można było zostawiać bez zamknięcia.20141016_16070220141016_160717

Po mojej dzielnicy jeździ bardzo wielu rowerzystów i nawet jest ustawiony licznik rowerzystów:) Ja też mam rower ale na razie czekam na wiosnę z drugiej strony nie podoba mi się fakt, że w Sztokholmie nie jest zbyt płasko:/ No i na koniec – na rowerzystów trzeba ostro uważać. Pamiętacie jak Wam napisałam przed świętami o tym jak o mało nie rozjechał mnie rowerzysta? Tutaj naprawdę przechodząc przez ścieżkę rowerową trzeba mocno się rozejrzeć, bo jeżdżą jak wariaci. Jest też wiele wypadków z rowerzystami. Pędzą po ścieżce, a np. ktoś otwiera na oścież drzwi od samochodu (stojąc na poboczu) i taki rowerzysta wjeżdża w te drzwi – to otwieranie drzwi na oścież też mnie rozwala bo nie tylko rowerzyści ale też samochody jadące po ulicy mogą zahaczyć o takie otwarte drzwi od samochodu. Rowerzyści też z tego co widzę nie patrzą jak jadą po ulicy. Często widzę jak jadą po środku ulicy albo nagle wyjeżdżają z boku i generalnie nie patrzą czy coś jedzie za nimi albo koło nich. Masakra!

20141224_134737

One thought on “Srajtuchy czyli gołębie w Szwecji i opuszczone rowery.

  1. O! gołębie :). Pamiętam, że jako maluszek byłam zachwycona gołębnikiem taty. Zawsze schodząc z piętra domu na dół, zaglądałam przez okienko na schodach i zawsze upominano mnie bym nie pukała w szybkę, bo ptaki się boją…ale byłam berbeciem ,pukałam :P. Tata mój miał gołębie, z którymi jeździł na różne wystawy, niby nie byle co, ale mieszkam w Krakowie i tutaj za gołębiami nie przepadałam. Nie cierpiałam kiedy spacery do rynku musiały być okraszone karmieniem gołębi. Ok, mogę je karmić, ale niech nie podchodzą, nie fruwają i broń Boże ! nie jedzą mi z ręki ;).
    Kiedy 6 lat temu przeniosłam się w kolejne miejsce w Krakowie odkryłam, że nie ma tu gołębi :D. Dookoła domy, bloki, rozległe łąki, a gołębi nie ma :)))). W ogródku mamy karmnik, który wystawiam zawsze jesienią i stoi do wiosny. Przez pierwsze 2 lata nie było żadnego ptaka…..zero, null ….3 zimy dotarły sikorki. Udało mi się też dostrzec wróble, ale to w starej części osiedla i w ilości znikomej. Natomiast do dziś nie ma tu gołębi i , być może nie jest to zgoła normalne, ale lubię ten stan ;). Lubię mieć czysty balkon, okna, chodniki, nie martwić się, że coś mi spadnie na głowę.
    Zatem cóż, Szwecja podoba mi się coraz bardziej 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s