Koszmarny remont łazienki czyli co zrobić gdy zapełni się kibelek turystyczny.

Gdzieś na początku zimy usłyszeliśmy, że właściciele domu chcą zrobić w naszym mieszkaniu remont łazienki. Termin remontu z racji tego, że wielu polskich pracowników wyjeżdża na święta do Polski, został wyznaczony na styczeń , luty. Mieliśmy cichą nadzieję, że może termin przesunie się i my zdążymy się wyprowadzić do naszego mieszkania. Na myśl o tym, że ktoś obcy będzie mi łaził po mieszkaniu zaczynałam zgrzytać zębami. Dopiero co się pozbyliśmy towarzystwa zza ściany, a znowu ktoś miał nam blokować łazienkę wrrrr. Niestety, w połowie lutego usłyszeliśmy, że remont jednak będzie. Oczywiście na początku czekała nas przeprawa z Cześkiem, który czuje ewidentną nienawiść do transporterka i na widok którego od razu spierdziela gdzie pieprz rośnie. Nie wiem jak to robi ale rozczapierza wszystkie kończyny i z automatu wysuwa pazury. Na szczęście nie jest takich chamem i przy tym nie gryzie. Do tego ten spryciarz po wsadzeniu do transporterka próbuje od razu z niego wyjść!

Remont miał trwać tydzień, no półtora. Na ten tydzień mieliśmy wyprowadzić się do Mamy Błażeja – korzystając z tego, że mając ferie zimowe w szkole wyjeżdżała do Polski. Niestety mogliśmy zostać tylko 5 dni i musieliśmy wrócić do naszego domu rozbabranego domu. Przy okazji okazało się, że przed Cześkiem mieliśmy mniej gratów. Nie dość, że gnom w tym swoim pudle do transportu zajmuje kupę miejsca w samochodzie to jeszcze jego kuweta, żarcie, miski – no zabawki sobie podarowaliśmy, mokre żarcie zresztą też, to razem pół samochodu. W czasie podróży odkryliśmy też, że Czesiek gdy siedzi na tylnym siedzeniu skąd ma mały widok jest bardzo spokojnym podróżnikiem. Niestety tym razem transporter z Cześkiem trzymałam na kolanach, no i się nasłuchaliśmy, bo Czesiek całą drogę lamentował, płakał, żalił się i co tam jeszcze w kocim języku jest możliwe, a co do niego zagadaliśmy do jeszcze bardziej zaczynał zawodzić. Na szczęście jest bardzo kulturalnym kocurem i nie „upiększa” swojego miejsca transportu, dając tym samym wyraz swojemu oburzeniu. Dla tych co nie wiedzą bo nie mają kotów – kot na znak protestu może od razu po rozpoczęciu jazdy nawalić w transporterku. Nie jest to fajne dla nas podróżujących bo jak wiecie może nieźle śmierdzieć, a i dla kota też nie za bardzo, bo głupolek tym samym funduje sobie kąpiel bo się przecież cały ubabrze. My na szczęście dojechaliśmy bez dodatkowych atrakcji i po wypuszczeniu Cześka  na miejscu zobaczyliśmy tylko jak się chowa pod łóżko. Szybko stamtąd nie wyszedł. Generalnie przez te  dni głównie siedział pod łóżkiem i tylko od czasu do czasu wychodził do miski, a w nocy żeby z nami pospać w łóżku, no i chyba w tym wszystkim najbardziej mu się podobały…..dywany:/ W dniu powrotu wyniosłam wszystko z sypialni i zamknęłam ją przed Czesiem. Wiedziałam, że znowu będzie akcja z transporterkiem i jak nam zwieje pod łóżko to będzie duży problem. Oczywiście i tak nam się schował ale pod kredens skąd go łatwo wyciągnęłam. Tak nawiasem nie wiem jak to robicie w pojedynkę bo nawet w dwójkę jest ciężko upchnąć kota do transporterka. Tym razem Czesiek siedział na tylnym siedzeniu i zachowywał się bardzo cicho.

Przed domem przywitały nas graty wystawione na podwórku i pełno kurzu w mieszkaniu. IMG_1715received_1607901992765744

Łazienki już praktycznie nie było. Na szczęście kolega Pana B. oddał nam swój turystyczny kibelek, a do mycia mieliśmy wanienkę, którą dostaliśmy jako gratis do wózka: https://agnieszkawieckowska.wordpress.com/tag/duchy/    Wszystko to stało w drugim pokoju. Generalnie niezły burdel nam się zrobił w tym drugim pokoju:/

IMG_1706

W naszym pokoju zrobiliśmy intymny kącik dla Cześka i tak u nas była sralnia i bawialnia (sralnia to oczywiście Cześka).

IMG_1713

Naturalnie wanienka nam nie wystarczyła do mycia i trzeba było korzystać z łazienki Mamy i siostry Pana B.. Mieliśmy też całkiem dobrą alternatywę w postaci prysznica na naszej siłowni. Dla mnie koszmarem okazało się mycie włosów. Musiałam opracować system mycia w wanience. Niestety z każdym dniem strzelała mnie coraz większa cholera, ponieważ remont się przedłużał i końca nie było widać. Z półtora tygodnia zrobiły się dwa, potem trzy i w końcu prawie cztery. Niestety okazało się, że nie ma planów budynku bo właściciel domu, który go projektował i budował, plany ma w głowie, tylko, że ta głowa ma 80 lat z hakiem na karku i zaczyna jej dokuczać demencja. Tak więc panowie napotkali na różne, niekoniecznie ciekawe niespodzianki.

Na początku czułam się nieswojo słysząc, że ktoś łazi za drzwiami. Pierwszego dnia zresztą obudziły nas odgłosy wiercenia. Tak naprawdę to tylko w niedzielę mogliśmy dłużej pospać. Za to nikt nam nic nie gwizdnął ze spiżarki i lodówki. Panowie przywieźli sobie czajnik i swoją mikrofalówkę. Powoli zaczęłam się przyzwyczajać do ich obecności. Przy tym wszystkim trzeba było ostro pilnować Czesława. Po przeżyciach z jego próbą wyjścia na dwór przez okno, musieliśmy pilnować żeby drzwi do naszego pokoju były stale zamknięte, nawet po wyjściu panów od remontu, ponieważ w łazience była wylana podłoga i ten troll mógł zrobić ślady albo i się przykleić.

20150227_194436

Po zrobieniu podłogi zaczęliśmy go wypuszczać po południu i oczywiście specjalista musiał wszystko obadać. Co nie znaczy, że nie było z nim przebojów. Wychodził np z naszego pokoju wieczorem i trzeba go było łapać i przynosić z powrotem. Raz mi się to udało bez problemu, następnym razem gdy zobaczył, że za nim idę zwiał od razu pod łóżko. Oczywiście mam na niego sposoby czyli mop i w ostateczności odkurzacz hihihi ale generalnie wystarczy go zawołać i potrząsnąć pełną miską. Ten żarłok przybiega momentalnie. Czesio też znalazł sobie przy okazji nową kryjówkę. Ten mały cwaniaczek zaczął nam wchodzić pod kołdrę i na początku kilka razy po przyjściu do domu przeraziłam się, że go nie ma, a przy okazji o mało na niego nie usiadłam! Przyłapałam również kilkukrotnie cwaniaczka jak się uwalił na wyjętych z szafy ubraniach – naturalnie musiał się uwalić na moim, czarnym płaszczu! Jak to zobaczyłam to myślałam, że padnę!

20150307_165413

Pod koniec remontu Czesiek chyba już się przyzwyczaił do hałasujących za ścianą panów i zaczął się dopominać wypuszczenia go z pokoju. Jeżeli chodzi o dopominanie się, to któregoś dnia obudził nas donośnym miauczeniem i nie chodziło mu o miski tylko o brudną kuwetę! Czesiek też za każdym razem sprawdzał postęp prac i któregoś dnia przyłapałam go siedzącego w nowo zamontowanej umywalce.

Jeżeli chodzi o kibelek turystyczny, bo jak sami wiecie kibelek to najważniejsza sprawa w remoncie, to muszę Wam powiedzieć, że to fantastyczna sprawa. Niestety mniej fajne jest opróżnianie tego ustrojstwa. Na szczęście ja z tym nie miałam nic wspólnego i właśnie całe szczęście bo założę się, że przy opróżnianiu na bank ochlapałabym się od góry do dołu wiadomo czym.

20150227_193653

Na szczęście remont się skończył i może nawet będziemy mieli pralkę. Jak się dowiedziałam od Pana B. polscy pracownicy dostosowują się do realiów pracy w Szwecji, czyli nie pracują na akord tak jak w Polsce czy w innym kraju. Pan B. powiedział mi również, że Szwedzi wolą polskie firmy ponieważ Polacy pracują szybciej niż Szwedzi. Normalnie masakra! Szwedzi – tzn. ci którzy mogą sobie na to pozwolić, zostawiają mieszkania i wyjeżdżają na czas remontu na wakacje. W sumie to dobry pomysł. W Szwecji również inaczej robi się łazienki. Przede wszystkim robi się spadek w miejscu odpływu prysznica czy pod wanną.

IMG_1701

Robi się to dlatego, że można oblać wodą całą łazienkę i ta woda potem spływa do odpływu. W ten sposób można łatwo umyć łazienkę. Szwedzi też dlatego pod kafelki kładą specjalną, gumową wykładzinę która nie przepuszcza wody. Tak nawiasem gdy usłyszałam o tej gumie to sobie wyobraziłam, że oni na ściany i podłogą wylewają jakąś gumę, a okazało się, że to jest specjalna wykładzina, trochę mnie to rozczarowało bo byłam bardzo ciekawa jak będzie wyglądało do wylewanie gumy;)

IMG_1684Trzeba mieć tylko zgarniaczkę do wody (coś takiego jak do mycia okien) i łazienkę można bardzo szybko umyć. Naprawdę fajna sprawa!

IMG_1703

Tradycyjnie jak to w moim przypadku bywa nie obyło się bez akcji…… Któregoś dnia Pan B. optymistycznie stwierdził, że pojemnik w kibelku turystycznym jest dopiero zapełniony w 3/4 i spokojnie starczy na cały wieczór, a nawet do rana. Dupa! Jak na złość tego dnia miałam coś z żołądkiem i przykre przypadłości dopadły mnie dopiero po powrocie do domu (jakby nie mogły w szkole gdzie pod ręką mam pełno kibelków) gdzie ze zgrozą odkryłam, że pojemnik w kibelku jest prawie pełen! Cały wieczór praktycznie nic nie piłam ale i tak zostałam zmuszona przez mój złośliwy organizm (jakby nie wystarczyło, że mam złośliwy charakter) do kolejnych modłów nad pojemnikiem kibelka. Zaczęłam od razu kalkulować co zrobię gdy nastąpią trzecie odwiedziny. Pomysły były różne – bieg (ok 15 minut) do publicznej toalety w centrum Sundbyberg, pójście z siateczką foliową na pobliską skałę, która jest miejscem toalety okolicznych psów albo skorzystanie z kociego żwirku. Z tego ostatniego wyjścia na pewno nie byłby zadowolony Czesiek. Bardzo śmieszne co? Na szczęście obyło się bez realizacji któregoś z tych pomysłów ponieważ z odsieczą nadciągnął Pan B.

One thought on “Koszmarny remont łazienki czyli co zrobić gdy zapełni się kibelek turystyczny.

  1. też przechodziliśmy ten trudny etap remontu – nie mieliśmy turystycznej toalety – musieliśmy przenieść się na kilka dni do rodziców. na szczęście przetrwaliśmy. tylko szkoda, że koszty takiego remontu są dość wysokie – mimo, ze dzięki Łazienka Plus udało nam się sporo zaoszczędzić to i tak wyszło dużo

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s