Weterynarz w Szwecji czyli Czesio na przeglądzie technicznym.

Zeszły tydzień był bardzo intensywnym tygodniem pod względem wydarzeń. Głównym punktem tygodnia jak pamiętacie był poniedziałkowy proces w sprawie naszego mieszkania. Punktem drugim była wizyta z Cześkiem u weterynarza.

Wiele osób często pyta mnie i Pana B. o Cześka. Zawsze we wtorek w polskiej szkole dzieci pytają mnie „a jak tam Czesio”? Gdy dzwonię do domu, do rodziców też zawsze pada pytanie „a co tam u Czesia”?  No więc Czesio ma się dobrze, ale tym razem będzie tylko o wizycie u weterynarza. Obiecuję wszystkim fanom Cześka, że niedługo pojawi się wpis i dużo zdjęć z Czesiem w roli głównej:)

Jak pamiętacie Czesio pojawił się u nas na początku stycznia tego roku – to był taki, mój, żywy prezent na urodziny. Była właścicielka Czesia powiedziała nam, że rok wcześniej był chory na ostre zapalenie płuc ale, że poza tym jest zdrowy jak rydz. Niestety nie dostaliśmy od niej książeczki szczepień Czesia, ani dokładnej informacji na temat szczepień i odrobaczania. Powiedziała nam również, że Czesiek miał kiedyś czipa ale podobno identyfikator wywołał u niego alergię i został usunięty. Wszystko fajnie ale nie do końca. W Szwecji leczenie zwierząt jest bardzo drogie i najlepiej jest założyć zwierzakowi polisę ubezpieczeniową – wtedy jakieś nagłe przypadki są refundowane. Czesiek podobno miał takie ubezpieczenie ale gdy zapytaliśmy o nie (chcieliśmy je kontynuować) okazało się, że owszem było ale chyba bardzo dawno temu. Generalnie trochę mi to wszystko mętnie wyglądało. Musieliśmy więc sami od nowa ubezpieczyć naszego pupilka.Przez te wszystkie niedomówienia cały czas zastanawiałam się co jest z tym kotem nie tak bo jak można oddać tak grzecznego i kochanego kotka? Nie wiem, może to, że nie jest rasowy?

Czesiek niby był szczepiony ale po przeczytaniu jednej z książeczek o kotach, które dostałam w tym roku na urodziny, zaczęłam sobie wyobrażać co ten biedak może złapać nawet nie wychodząc z domu i co my możemy złapać od niego (jakieś paskudne robale fuj). Tak nawiasem to kiedyś wyczytałam, że dzieci chodząc gołymi stopami po piasku w piaskownicy (to często toaleta dzikich kotów) mogą się zarazić robalami – ich jaja wnikają do organizmu przez skórę stóp, aczkolwiek ja tak biegałam w piaskownicy i nic nie złapałam;) Zaczęłam więc cisnąć Pana B. o wizytę dla Cześka. Cisnęłam również z tego powodu, że Czesiek dziwnie się dusi. Czasami kuli się na podłodze i zaczyna się dusić trochę przy tym plując – w ten sposób raz mi napluł na gołe plecy, a raz na twarz, ponieważ duszności dopadły go w naszym łóżku. Nie wiedziałam czy chce zwrócić kłaki, a tego bym nie chciała mieć w łóżku (wygląda jak wielka glista) czy może ma jakąś astmę. Zaczęliśmy więc szukać dobrego weterynarza i po odpytaniu znajomych zdecydowaliśmy się na mały gabinet w południowej części Sztokholmu.

Dzień przed wizytą przyniosłam do naszego pokoju transporterek żeby Czesiek się oswoił z pudełkiem którego nienawidzi. Gdy zobaczył mnie z transporterkiem od razu zwiał do drugiego pokoju i schował się pod łóżkiem. Po pół godzinie nie wytrzymał z ciekawości i przyszedł do naszego pokoju bezpiecznie trzymając się ścian. Po kolejnej pół godzinie Czesiek zachowując czujność podszedł to transporterka i chyba stwierdził, że to pic na wodę i nic mu nie grozi. Niestety na drugi dzień nie było łatwiej. Cześka tradycyjnie do transporterka ładował Pan B., a ja byłam od trzymania i zamykania transporterka. Jak zawsze Czesiek rozwalił łapy na wszystkie strony świata i rozczapierzył swoje pazury. Złapał się przy tym mojej, wielkiej i dosyć ciężkiej torby i tak Pan B. trzymał Cześka, a Czesiek trzymał moją torbę – dosłownie w powietrzu. A ja siedząc na podłodze pokładałam się ze śmiechu. Pan B. mocno się tym zirytował i wyrwał biednemu Czesiowi moją torbę. Powiedział mi potem, że Czesiek ją pewnie złapał bo z taką, wielką torbą na bank by się nie zmieścił do transporterka. Na tym jednak nie koniec naszych przebojów. Wizyta u lekarza była na 13:30 i zastanawiałam się czy Czesiek zdąży ze swoimi sprawami fizjologicznymi. Taaa nasz Czesiek robi to raz dziennie między 11 a 13. Jakbyście nie wiedzieli to najpierw robi jedno, odpoczywa, je, pije i idzie na drugą turę. Niestety tym razem była tylko jedna tura – jakby coś wyczuł i biedny się przyblokował. Trochę mnie to zaniepokoiło ale pomyślałam, że może się z tego stresu tak przyblokuje, że druga tura będzie po powrocie z gabinetu. Ruszyliśmy w końcu z niezadowolonym Cześkiem, no ale on nigdy nie był specjalnie zadowolony. Nigdy jednak tyle nie miauczał! Buczał jakby mu się krzywda działa, a Pan B. chcąc go uspokoić buczał razem z nim – tyle, że Czesiek robił to coraz głośniej. Taaa buczał bo druga tura nadciągała! Czesiek nie dał rady i zrobił nam niespodziankę w czasie jazdy. Rany, od razu trzeba było okna otworzyć. Jak tylko skończył grzecznie się położył i tylko tak jakoś dziwnie tyłem przycisnął się do kratki. U weterynarza wydało się dlaczego. W transporterku na podłodze mieliśmy materiał i Czesiek ten materiał skopał na sam tył transporterka bo z tyłu wiecie co leżało? Ten hrabia nie chciał się ubrudzić!

20150414_135410

Pan weterynarz okazał się miłym, starszym panem. Najwyraźniej był przyzwyczajony do różnych, zaskakujących sytuacji bo nie był specjalnie zdziwiony dodatkową zawartością kuwety i od razu pokazał nam gdzie jest łazienka w której mogliśmy się pozbyć “prezentów”.

20150414_13355220150414_133559

Z tego co pamiętam gdy miałam świnki morskie, szwedzki gabinet nie odbiegał wyposażeniem od polskiego gabinetu. Czesiek został obejrzany z każdej strony – był bardzo spokojny ale jednocześnie szukał możliwości ucieczki. Pan doktor powiedział, że nasz cwaniaczek jest bardzo ładnym kotem i chyba jednak waży trochę więcej niż  5 kilo. A mi się wydawało, że dużo schudł:/ Czesiek dostał podwójną szczepionkę i receptę za środek odrobaczający. Otrzymał również książeczkę szczepień:)

20150414_140412aIMG_1812IMG_1813IMG_1814

Za samą wizytę o dziwo zapłaciliśmy tylko 500 koron – normalnie szok bo byliśmy przygotowani na 1500! Pewnie gdybyśmy się wybrali do gabinetu bliżej centrum to byśmy zabulili dużo więcej.

20150414_140427

Na koniec mieliśmy mały ubaw. W poczekalni czekała pani ze sporym psem, który był wyraźnie zainteresowany naszym Cześkiem. Wiedząc, że właśnie u weterynarza jest pies, zachichotaliśmy widząc maszerującą dziarsko dziunię z białym kotem w objęciach. Kot był tylko na smyczy więc wyobraziliśmy sobie co się będzie działo w poczekalni gdy pies i kot staną twarzą, a raczej pyskiem w pyszczek 😉 Transporterek to jednak lepszy pomysł na poruszanie się z kotem.

Wróciliśmy do domu i generalnie to byłby koniec historii. Niestety Czesiek wieczorem udał się do drugiego pokoju i tam już został. Nie pojawił się rano na budzeniu i prawie cały dzień nie było go widać. Wciągnął tylko mokre z jajkiem i dalej spał w drugim pokoju. Trzeciego dnia przyszedł się rano przywitać, ale nadal widać było, że się źle czuje:( To był zupełnie inny kot:( Widać, że chodzenie sprawiało mu trudność, nie wskakiwał na drapak, ani na stół w drugim pokoju żeby sobie popatrzeć przez okno. Cały czas tylko spał w kącie w drugim pokoju i bardzo dużo pił wody.Szczerze mówiąc nawet nie reagował na moje wejścia do pokoju i wołanie. Biedny kładł się też w łazience na tej naszej wypasionej, podgrzewanej podłodze i leżał tam godzinami. IMG_1801 IMG_1802

Tak naprawdę to do siebie doszedł dopiero w sobotę i zaczął być tym samym, “upierdliwym” kocurkiem. Czy Wasze kotki też tak reagują na szczepienia? Szczerze zastanawiamy się nad sensem szczepień bo już myśleliśmy, że mamy po kocie. Z drugiej strony na butach można przynieść różne zarazki którymi kot może się zarazić:/ Teraz mamy dylemat.

Została nam aplikacja środka odrobaczającego. Postanowiliśmy, że odczekamy tydzień żeby Czesiek nabrał sił po szczepieniu i mu zaaplikujemy krople. Tutaj środek na odrobaczanie aplikuje się na skórę karku dwa razy w roku. W Polsce to chyba tabletka? Bardzo się cieszę, że nie musimy bawić się w akcję wpychania tabletki do pyszczka Cześka. Jeszcze by się obraził:( Jeżeli chodzi o jego prychanie z dusznościami to jeżeli nie przejdzie mu to do jesieni, to mamy się zgłosić ponownie. A może ktoś z Was, kociarzy ma pomysł co to może być?

IMG_1811

2 thoughts on “Weterynarz w Szwecji czyli Czesio na przeglądzie technicznym.

    1. Hej! niestety nie mam – my korzystamy ze szwedzkiego weta. Spróbuj może na Poloniainfo rzucić wątek? A jak coś to mogę dać namiary na dobrego, szwedzkiego 🙂

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s