Szalone matki czyli szkolna wycieczka do Drottningolm.

Czy zostając matką jednocześnie stanę się chorą na umyśle osobą? Takie refleksje opanowały moją biedną głowę po szkolnej wycieczce na której byłam jedną z opiekunek.A jak doszło do tych tak głębokich przemyśleń?

IMG_4599 copy

Na początku maja zabrałyśmy z koleżanką nasze dwie klasy (bo jakiś cymbał uparł się, że dzieci muszą iść systemem polskiego roku szkolnego i trzeba było odrobić zajęcia czerwcowe) na wycieczkę do Pałacu w Drottningholm. Dzień był pochmurny i trochę deszczowy – w każdym razie nie nastrajał optymistycznie do zwiedzania – powiem wprost, mnie nastawiał negatywnie. Dojechaliśmy do Drottningholm i tu się zaczęła „jazda”. Razem były trzy klasy – czwarta, pierwsza gimnazjum i druga liceum. W czwartej klasie prawie każde dziecko przyjechało z rodzicem, a jeżeli jedno nie miało rodzica to drugie miało obydwoje, więc tych rodziców było naprawdę sporo. Zaczęło się od krzyku jednej z matek, że jesteśmy spóźnieni (byliśmy umówieni z przewodnikiem pałacowym na konkretną godzinę) więc wszyscy biegiem udaliśmy się w stronę pałacu. Pod pałacem ta sama matka nagle zarządziła zdjęcie grupowe. Spojrzałam się z osłupieniem na moją klasową mamę i stwierdziłyśmy, że ktoś tu chyba ma coś z głową nie tak.Przecież lecieliśmy jak nienormalni bo jesteśmy spóźnieni, a teraz nagle zdjęcie? Fotografia oczywiście nie wyszła tak jak trzeba bo wrzeszcząca matka znalazła konkurencję wśród innych dyrygujących mamusiek z których każda chciała wszystkich poustawiać po swojemu. Zwłaszcza jedna dorównywała tej wrzeszczącej swoją nad aktywnością. W sumie to się zastanawiałam czy to babcia czy matka. Jej syn chyba nie mógł oddychać bez jej kurateli. Stała nad nim i nadzorowała, a przy okazji dyrygowała wszystkimi dookoła. W rezultacie część dzieci w ogóle nie ustawiła się do zdjęcia. Za to nagle okazało się, że jest już faktycznie późno i trzeba biec do pałacu. W środku znowu była wtopa ponieważ dzieci z opiekunami miały już wchodzić ale część rodziców nie zakupiła jeszcze biletów wstępu! Skończyło się tak, że niektórzy zrezygnowali z wejścia bo nie zdążyli kupić biletów. Za to ja dowiedziałam się, że mam paranoję. Chodziło o robienie zdjęć. Pamiętacie jak pisałam o mojej pierwszej wizycie w  Drottningholm ? Dobrze pamiętam jak mnie Szwedka pogoniła za robienie zdjęć w komnacie pałacowej. Wspomniałam o tym widząc dzieci z wszelkiej maści aparatami i dowiedziałam się, że absolutnie można robić zdjęcia i zawsze można było je robić! Czyli ja coś mam z głową nie tak? Wrzeszcząca mamuśka zirytowała mnie tym tekstem niemożebnie i aż zębami zgrzytnęłam ale jeszcze powstrzymałam się od komentarza. Oczywiście skorzystałam z możliwości robienia zdjęć i uwieczniłam  te nieszczęsne komnaty:)  Przy okazji stwierdziłam, że niektóre pomieszczenia są urządzone sprzętami z przypadku, ot tak dla zapchaj dziury. Myślę, że 130 koron za wstęp jest mocno przesadzone.

IMG_4627 IMG_4621 IMG_4620 copy IMG_4618 copy IMG_4613IMG_4616

Po zwiedzeniu pałacu w planach był piknik ale niestety paskudna pogoda sprawiła, że wszyscy usiedli w ogródku przypałacowej restauracyjki. Z ogródka zresztą szybko zaczęła nas przeganiać kelnerka, no tak ale jak jedna z mamusiek wyskoczyła z kartonem ciastek, to nic dziwnego, że nas pogonili. Skorzystałam z okazji – ponieważ na wycieczkę jechałam z niecnym zamiarem wykorzystania fotograficznie dzieci i wyciągnęłam kilka uczennic na zdjęcia. Trochę było ciężko z kropiącym deszczem ale zdjęcia wyszły boskie i to sprawiło, że zapomniałam o matkach z ADHD, niestety nie na długo…. IMG_4647-copys IMG_4666-copy IMG_4644

Rozmawiając z jedną mamą nagle poczułam mocne szarpnięcie za rękę. To była „wrzeszcząca matka”. Prawdę mówiąc zastanawiam się, czy ona sobie zdawała sprawę z tego, że jestem drugim nauczycielem bo podejrzewam, że by się tak nie zachowywała. W każdym razie była główną prowodyrką akcji urodzinowej dla mojej koleżanki i niestety akurat stałam jej na drodze gdy ona szarżowała z tortem i swoim dzieckiem, które trzymało w rękach kwiaty. Tak mi się od razu przypomniały z moich czasów szkolnych te matki-lizuski, które biegały z prezentami do szkoły i trzymały nauczycielkom paluszek w czterech literach. Z drugiej strony z małym uczuciem zazdrości pomyślałam sobie, że o mnie nikt tak nie pamięta, no ale ja nie jestem wychowawczynią, a poza tym głośno mówię, że jestem przeciwniczką prezentów w pracy – więc nie ma się co dziwić. Strasznie mnie ten atak na moją przestrzeń osobistą zirytował i nawet powiedziałam co o tym myślę. Niestety mamuśka była tak zaaferowana swoją rolą, że nawet tego nie usłyszała. Z drugiej strony sikałam ze śmiechu widząc jak mamuśki ze sobą konkurują i walczą o palmę pierwszeństwa w dyrygowaniu dziećmi w wyścigu do podlizu. Normalnie masakra!

IMG_4632

Wszystko to skłoniło mnie do pewnych refleksji. Czy mi też odbierze rozum po urodzeniu dziecka? Czy ja też dostanę przysłowiowego pierdolca? Z tego co widzę nie wszyscy tak mają ale ma tak większość. Nie chcę być wrzeszczącą matką, która robi z siebie wariatkę i zapomina o tym, że trzeba mieć swoją godność. A może tak ma tylko pewien rodzaj osób – lizusów?

4 thoughts on “Szalone matki czyli szkolna wycieczka do Drottningolm.

  1. Lizuski to konkretny typ osób, więc nie martw się o siebie. Nie ma nic gorszego w pracy nauczyciela niż rodzice uczniów. Z dzieciakami mozna sobie poradzić, z rodzicami to już nie lada wyzwanie.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s