Dzień Świstaka – jeden dzień z życia wzięty.

Taka jestem szczęśliwa, że dzisiaj jest pierwszy dzień mojej wolności(koniec z polskim pracodawcą), że z tego szczęścia opiszę Wam mój Dzień Świstaka.

Pewnie znacie ten film i wiecie o co chodzi. Ja osobiście nie widziałam tego filmu ale kojarzę fabułę i tym którzy nie znają przybliżę – koleś budzi się rano i stwierdza, że jest znowu ten sam, beznadziejny dzień i tak kilka razy pod rząd;)

Mój Dzień Świstaka wyglądał z jednej strony inaczej, a  z drugiej podobnie….

Zaczęło się normalnie jak to we wtorek czyli nerwowo. W poniedziałki z reguły przychodziło sto tysięcy maili od szefa(a podobno poprzedni wysyłali tego masę). Jak sobie wyobrażacie, takie wiadomości z reguły psują humor na kilka dni do przodu. Do tego skończyła mi się złodziejska umowa na abonament telefoniczny i po wyjściu z domu byłam zupełnie odcięta od świata. A do tego wszystkiego czułam, że się zaraziłam jakimś bakcylem od Pana B.

Do pracy jak zwykle wyszłam wcześniej. Zawsze jadę z zapasem czasowym, ponieważ nawet w Szwecji zdarzają się opóźnienia bo czasem komuś odechce się żyć, albo zapatrzy się w swojego smarkfona i niechcący wpadnie pod metro. Bez przeszkód dotarłam do stacji na której musiałam przesiąść się na drugą linię. Jeszcze nie opisałam dokładnie sztokholmskiego metra, ale już wspomniałam o tym, że metro w Sztokholmie ma kilka linii, które są podzielone na trzy kolory ponieważ  w dużej części pokrywają się tworząc jedną linię. W ten sposób z jednego peronu często odchodzą trzy linie. Tak też było z moją linią, która pokrywa się z inną i nie wiem jak to zrobiłam ale wsiadłam nie w tę co trzeba. Zorientowałam się, kiedy zobaczyłam za oknem kolorową stację, której nie ma na mojej trasie. Na szczęście musiałam tylko cofnąć się o jedną stację.

IMG_4210a

IMG_4207a

W godzinach szczytu metro jeździ co 6 minut więc dwie minuty zaczekałam i zaraz wsiadałam w moje. Szybko dojechałam do stacji przesiadkowej i wyleciałam z wagonu jak z procy bo właśnie na przeciwny peron wjeżdżało metro.

IMG_4205a

Szybko wbiegłam do metra szczęśliwa, że tak mi się poszczęściło i na bank zdążę do pracy, po czym spojrzałam na tablicę wyświetlającą informację o stacji docelowej i….najpierw nogi się pode mną ugięły, a potem się prawie popłakałam – ZNOWU JECHAŁAM NIE TYM CO TRZEBA METREM:/ wtedy poczułam się jakbym była bohaterką jakiegoś filmu i to wszystko działo się obok mnie. Normalnie Dzień Świstaka! Dramatyzmu dodawał fakt, że czas uciekał i tak naprawdę szybciej by było gdybym wyszła za pierwszym razem z metra i podreptała na piechotę do pracy. Niestety nie wiedziałam jak duży odcinek musiałabym pokonać, więc wyleciałam  z tego cholernego metra i poleciałam znowu na drugi peron. Znowu odczekałam dwie minuty myśląc sobie, że ktoś kto ogląda obraz z kamer pomyśli sobie, że jakaś wariatka jeździ w kółko metrem. Wsiadłam w metro po czym wysiadłam na stacji przystankowej i znowu przeszłam na drugą stronę.

IMG_4203a

Tym razem już upewniłam się czy wsiadam we właściwą linię we właściwym kierunku. Na szczęście dużo się nie spóźniłam i nikt z donosicieli nie zauważył, że Więckowska spóźniła się (pierwszy i ostatni raz) – inni spóźniali się nawet ponad pół godziny, no ale jednym wolno, a innym nie – przydupasy zawsze mogą więcej 😉

4 thoughts on “Dzień Świstaka – jeden dzień z życia wzięty.

  1. Może przez ten deszcz? Ja dzisiaj chciałam wejść do metra na moją kartę debetową… Po chwili dopiero się zorientowałam, że chyba coś nie tak 😛 Oczywiście zanim wygrzebałam kartę SL to kolejka ludzi za mną nieźle się wkurzyła 😛

    A mogę zapytać gdzie pracujesz ? Bo ciekawi mnie fakt że musisz być na określoną godzinę, podczas gdy inni się spóźniają? (czyli w sensie, biznes się nie zawali jak się pracownik nie stawi na czas?)

    Polubione przez 1 osoba

    1. to był początek wiosny i pełne słońce:) Ja jestem czasami trochę rozkojarzona i potrafię wsiąść nie w ten środek komunikacji co trzeba, wpakować czajnik do lodówki albo nalać zimnej wody do kawy. A praca to nie biznes i każdy powinien być punktualny (w tej pracy nawet siku nie można było iść zrobić).

      Polubienie

  2. Nigdy nie jeździłam metrem w Szwecji ale choć w Warszawie są tylko 2 linie to też czasami można się pogubić 😉 Na szczęście u mnie w pracy wiedzą, że jak się spóźniam to pewnie przez to, że pomyliłam przystanki 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s