Co nowego w mojej kuchni czyli jak mnie krew zalała nad sosem beszamelowym.

Tak sobie myślę jak to się przez te półtora roku rozwinęłam kulinarnie. Niestety jeszcze wiele potraw nie „ruszyłam” typu gołąbki czy smażona wątróbka. Nie odważyłam się też ponownie podejść do smażonych kotletów. Pierwsza próba trochę mnie zniechęciła (o gotowaniu ciąg dalszy) ale przyjdzie pora i ponownie zabiorę się za mielonego.

Zostałam za to specjalistką od zupy gulaszowej. Taką zupę jadłam tylko raz w życiu u jednej Cioci. W moim domu rodzinnym zawsze był klasyczny gulasz z ziemniakami. Prawdę mówiąc gulasz jest wg mnie wkurzający. Te wszystkie, włażące między zęby włókna to jakiś horror! Z zupą to jakoś inaczej wygląda. Moja, pierwsza gulaszowa była podrasowana gulaszową z paczki Knorra. Wyszła nieźle ale stwierdziłam, że spróbuję ugotować taką zupę bez sztucznego dodatku. Wyszła i wcale nie była jakaś gorsza. Wybierając się w zeszłym roku do Budapesztu powzięłam postanowienie żeby spróbować prawdziwej zupy gulaszowej, bo przecież to jedna z narodowych potraw Węgier (gulaszowa po węgiersku). Wiecie co? Moja gulaszowa nie wiele odbiega od tej węgierskiej.

Jeżeli chodzi o zupy to lubię eksperymentować i poznawać nowe smaki. Prawdę mówiąc nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jest tyle zup. Ależ byłam naiwna. Jednym z takich eksperymentów była zupa z mięsem mielonym i cukinią. Pierwszy raz jadłam coś takiego. Być może jestem tępa w te klocki ale w życiu bym nie pomyślała, że istnieje coś takiego jak zupa z mięsem mielonym. 

Kolejnym eksperymentem została zupa rybna. Rybną jadłam raz w życiu w małej budce przy przeprawie promowej w Świbnie nad morzem. Nie powiem, żebym była zachwycona, ale może dlatego, że tamta zupa była przesolona :/ Potem już nigdy nie jadłam takiej zupy aż do zeszłorocznego wyjazdu do Chorwacji. Nie wiem czy wiecie, ale Chorwacja słynie ze swojej zupy rybnej i będąc tam na urlopie spróbowałam tego specjału. Spróbowałam i już nic innego nie chciałam jeść bo taka była pyszna. O chorwackich smakach niedługo napiszę osobnego posta, a wracając do mojej rybnej to chorwackie doznania kulinarne skłoniły mnie do ugotowania takiej zupy. Najlepszy przepis na rybną znalazłam na stronie dla młodych matek. Trochę ją ulepszyłam i wyszła całkiem niezła. Myślę, że gdybym miała więcej, różnych ryb to byłaby jeszcze lepsza. W każdym razie rybna to fajna alternatywa dla znudzonych tradycyjnym rosołem.

Jakiś czas ugotowałam coś z kuchni tajskiej, a że mi to całkiem dobrze wyszło postanowiłam pójść dalej i ugotować zupę tajską. Zupa jest genialnie prosta i nie da rady jej zepsuć. Do tego przyjemnie rozgrzewa i jest idealna na zimowe obiady.

Z kuchni tajskiej pokusiłam się również na zrobienie makaronu z warzywami i nie wiem, ale mam wrażenie, że opcja z makaronem jest smaczniejsza od tej z ryżem. Powoli staję się fanką tajskiego jedzenia 🙂

To co mi się udało i z czego jestem szczególnie dumna to pieczony schab ze śliwkami. Mały szczegół, że chyba zbyt hojnie natarłam go solą, ale ta himalajska sól jest jakaś trudna do wyczucia ile jej nasypać.

W końcu też odważyłam się zrobić lazanię. Niestety nie obyło się bez wtop. Kiedyś robiłam zapiekankę z makaronu. Zrobiłam ją wg przepisu czyli surowy makaron plus reszta składników. Wyszedł drewniany makaron plus reszta. Mając w pamięci przeboje z makaronem znalazłam przepis na lazanię w którym makaron gotuje się wcześniej. Ugotowałam płaty makaronu i……….znowu wtopa. Makaron tak się skleił, że nie można go było rozłożyć w formie. Musiałam wszystko wyrzucić do śmieci:( Zrobiłam drugie podejście, ale tym razem postanowiłam zaryzykować i jednak zdać się na surowy makaron. W międzyczasie pojawił się kolejny problem pt. sos beszamelowy. O tym sosie słyszałam istne legendy. Bałam się go jak cholera bo jedni doradzali tak, a inni inaczej. Postanowiłam zdać się na radę mojej znajomej z Poznania i wszystko wyszło idealnie. Niestety nie wpadłam na to, żeby prawie całe mleko wlać od razu i tak stałam przy tej gorącej kuchni, mieszałam i dolewałam i krew mnie zalewała. Zirytowałam się potem trochę, bo przecież nie można jednocześnie mieszać w garnku i układać warstwy lazanii. 20150619_182345A może jednak można? W każdym razie ja wyłączyłam sos i po chwili z sosu zrobił się lekki glut. Co z tym fantem zrobić? Po włożeniu lazanii do piekarnika po chwili odkryłam, że makaron na górze jest trochę słabo przykryty sosem i zamiast robić się miękki to twardnieje. Nie zastanawiając się dłużej wyciągnęłam szybko pomidory w zalewie i rozprowadziłam je na wierzchu lazanii. Wyszło to całkiem znośnie ale miałam wrażenie, że tych pomidorów to jednak jest ciut za wiele. Następnym razem zrobię więcej sosu beszamelowego! A sos mi wyszedł wręcz idealny:) I w tym momencie chcę złożyć podziękowania Renacie. Bez Twoich rad na bank coś bym źle zrobiła ze strasznym beszamelem 🙂

Lazanią obżarłam się chyba na cały rok, ale wielbiąc szpinak postanowiłam zrobić lazanię ze szpinakiem. Zrobiłam mniejszą formę i tym razem poszłam po rozum do głowy ponieważ ugotowałam makaron w ten sposób, że gotowałam go po jednym plastrze. Powiem szczerze, że za pierwszym razem ten makaron był trochę twardawy. Lazania ze szpinakiem wyszła genialnie, ale niestety Pan B. nie kocha szpinaku tak jak ja i chyba to danie nie będzie zbyt często gościć w naszym domu.

Chciałabym się jeszcze pochwalić, że w końcu spróbowałam intrygującej mieszanki ogórkowej o której pisałam Wam w poście Szwedzkie żarcie. Moja koleżanka Natalia miała rację – to jest pyszne! To nic innego jak drobno pokrojone ogórki z papryką a wszystko zatopione w ostrej i zarazem słodko-kwaśnej zalewie.

Skoro już wspomniałam o wtopach to muszę słów kilka napisać o tym co jednak mi nie wyszło, a dla przypomnienia polecam mój wpis Wtopy.

Nr 1 to potrawa z książki Anny Starmach czyli kuskus z kurczakiem, fetą i orzechami włoskimi. Nie znam się za bardzo na kuchni arabskiej ale chyba nie podaje się w niej greckiej fety. W każdym razie połączenie kuskusu z fetą i orzechami sprawia, że danie jest mdłe. Wg mnie brakowało w nim jakiegoś charakterystycznego akcentu. Więcej tego nie zrobię, aczkolwiek Pan B. był zachwycony. To jest też kolejny, nietrafiony przepis Pani Ani. Z drugiej strony może tylko mi to nie smakowało.

Wtopa nr 2 czyli wątróbka w sosie. Uwielbiam wątróbkę. Lubię i tę gotowaną i tę smażoną, ale bardziej smażoną. Pan B. niestety nie lubi wątróbki, ale w razie wyjątku dał mi się namówić na wątróbkę w sosie (smażonej nienawidzi). Strasznie się napaliłam na to danie ponieważ, dawno go nie jadłam. Niestety wyszło mi coś mdłego. Nie wiem o co chodzi ale chyba zrobiłam zły sos. Następnym razem zrobię smażoną i zjem ją sama!

I to było na tyle – więcej wtop nie pamiętam:) Jeżeli macie pomysły co tym sosem i ogólnie dobre rady na kotlety i nie tylko to się polecam!

2 thoughts on “Co nowego w mojej kuchni czyli jak mnie krew zalała nad sosem beszamelowym.

  1. Oj, pamiętam swoje przejścia z beszamelem i lazanią :)))). Właściwie tożsame z tym co przeczytałam w tym poście ;).
    Na lazanię dwie metody: woda osolona, oliwa w niej i wrzucam po kilka płatów albo wrzątek bez oliwy, ale wtedy wkładam płaty makaronu po jednym. Nic się nie skleja, ufff :).
    Natomiast przepis na beszamel odkryłam 3 lata temu i trzymam się go kurczowo. Poleca,,bo naprawdę zawsze się udaje 😀 http://2smaki.pl/index.php/sosy/beszamel-ktory-zawsze-sie-udaje/

    A na zakończenie mały zachwyt nad blogiem, który wciągnął mnie bez reszty ! Pozdrawiam z Krakowa

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s