Moherowe berety na konkursie historycznym.

Jakiś rok temu pracując jako nauczyciel, zostałam wmanewrowana w robienie sztucznego tłoku na konkursie historycznym. Fakt faktem, że w konkursie brały udział dzieci z klasy w której uczyłam i tak naprawdę chętnie im kibicowałam w tej farsie. W zasadzie konkurs jeszcze nie był taki zły, ale to co działo się potem to była prawdziwa komedia. Bardzo niesmaczna komedia.

Konkurs odbywał się w pod patronatem jednej z organizacji, których jest multum w Sztokholmie jak i w całej Szwecji. Konkurs miał być połączony z wykładem jakiegoś historyka, który specjalnie przybył na tę okazję do Sztokholmu i zasiadł w „wielce szacownej” komisji. Cały konkurs był dla mnie jedną, wielką komedią. Przede wszystkim po wejściu na salę zrozumiałam po co jest spęd dzieci z klas z których nikt nie bierze udziału w konkursie. Na sali bez dzieci byłoby pusto! Zajęłam miejsce na końcu sali i zaraz ktoś się do mnie przyczepił. To był jakiś tatuś, którego synek brał udział w konkursie. Tatuś jak tylko usłyszał, że jestem historykiem zaczął mnie „odpytywać”. Normalnie poczułam się jakbym stała pod tablicą i była pytana na ocenę. Jak się domyślacie bardzo mnie to zirytowało. Czy ludzie myślą, że 5 lat studiów wystarczy na opanowanie całej historii świata od starożytności do czasów współczesnych? Wątpię żeby istniała osoba, która wie wszystko. Ja wszystkiego nie wiem i zawsze to powtarzam swoim uczniom. Są tematy historyczne, które mnie absolutnie nie kręcą i o których mam małe pojęcie,  ale są też takie o których sporo czytam i mogę coś więcej na ich temat opowiedzieć. Tak więc spuściłam tatuśka z wodą w klozecie i po chwili z dziką satysfakcją poprawiłam jego cichą odpowiedź na zadane pytanie jednemu z uczestników konkursu. Wyraz jego twarzy był dosłownie bezcenny. Teraz też żałuję, że nie zwróciłam mu uwagi na temat wychowania synalka, który przez cały czas trwania konkursu siedział w bardzo nonszalanckiej pozie.

Jak wyglądał ten konkurs? Uczestnicy siedzieli sobie na krzesłach przodem do widowni z zawieszonymi na szyi karteczkami z imionami, które wyglądały jak śliniaczki. Dziwne to było, jakby nie można było postawić przed nimi stolików i na stolikach karteczek. Za uczestnikami była tablica na której wyniki zapisywała pani, której włosy chyba od miesiąca nie widziały wody. Pani była bardziej zajęta komentowaniem pytań i opowiadaniem swoich, życiowych historii niż zapisywaniem wyników, więc co rusz zapisywała wynik nie tej osobie co trzeba. Tak nawiasem jestem pewna, że to przez nią moja uczennica nie zajęła pierwszego miejsca. Każda odpowiedź uczestników była komentowana i okraszana mini wykładem historyka. Strasznie to wszystko długo trwało i sprawiało, że momentami historyk wchodził w odpowiedź uczestnika. Pan historyk ewidentnie też faworyzował jedną z uczestniczek, która niewiedzę nadrabiała ciągłym chichotem głupiutkiej nastolatki. Ok, może ma taki nerwowy chichocik, ale bardziej wyglądało to na kokietowanie starego pryka. Plan się udał i zaszła naprawdę wysoko. Najlepsze było jednak to, że przy kolejnym pytaniu o czasy Gomułki odezwała się jedna z kobiet siedzących w komisji (z którą się wszyscy cackali jakby to była co najmniej pani prezydentowa), która zapytała obrażonym tonem, że ile jeszcze tych pytań o Gomułce, bo ona ma dosyć tych czasów i nie chce już więcej o nich słuchać. No myślałam, że padnę. A kto układał pytania i potem je akceptował? Święty Antoni? Młodzież dostała zakres materiału konkursowego i z tego się przygotowała. Teraz mieli dostać nowe pytania z nieprzerobionego materiału? Z choinki się księżna urwała? Na szczęście ktoś ją uciszył.

Konkurs się skończył i zaczął się wykład. Temat nie powiem, ciekawy ale niestety kilka pań, obecnych na sali nie wiedziało jak należy zachować się na wykładzie. Zasada jak wiadomo jest taka, że siedzi się cicho, a na koniec kiedy prowadzący zapyta o pytania zadaje się je – najlepiej na temat. Tutaj najwyraźniej nie działały te zasady, a mało tego, panie zadające pytania zaczęły się między sobą kłócić. Najpierw poszło o statystyki. Jedna z głupio mądrych zadała wykładowcy jakieś pytanie, na które oczywiście sama znała najlepszą odpowiedź, ale przecież trzeba sprawdzić profesora bo a nóż złapie się go na pomyłce. Historyk odpowiedział na pytanie, ale zaraz odezwała się druga mądralińska, która stwierdziła, że ona znalazła inne statystki i uważa, że to te jej są prawdziwe. Historyk spuścił ją delikatnie na drzewo prostować banany,  ale babsko głośnym i bardzo niezadowolonym głosem oświadczyło: „Ja to jeszcze sprawdzę!”. Cały wykład przebiegał pomiędzy rzucanymi przez kilka bab pytaniami, które nie zawsze były powiązane z tematem wykładu. W pewnym momencie chciałam polecieć do kuchenki i przygotować kisiel co by miały dla siebie specjalny ring. Panie zresztą nie były osamotnione bo dzielnie im wtórował najmłodszy uczestnik konkursu (ze względu na wiek nie powinien być dopuszczony do konkursu), który nonstop zadawał durne pytania. Miałam wrażenie, że dziecku uderzyła sodówa go głowy. Zrobiło mi się nawet żal wykładowcy bo widziałam, że już jak widzi małolata wyciągającego rękę do góry to aż zagryza usta. Historyk przestał panować nad swoim wykładem i dał się wciągnąć w temat, który kłótliwe panie bardzo gryzł w tyłek. A chodziło o to, że były oburzone wystawianym niedługo w Sztokholmie przedstawieniem „Nasza klasa”. Przy okazji pojechały po filmie Ida. No bo przecież to film antypolski i przecież Jedwabne to ściema. Jeszcze trochę i by zaprzeczyły istnieniu Holocaustu. Zaczęły też nawoływać do złożenia petycji bo trzeba zmienić, albo ewentualnie zabronić wystawiania przedstawienia i wyświetlania filmu. To nic, że dostaliśmy za film Oscara i wszyscy byli z tego strasznie dumni. To film wybitnie antypolski i należy wprowadzić do niego zmiany, a najlepiej go wykasować. Tak więc zamiast wykładu leciały antysemickie hasła. Dla mnie było to strasznie niesmaczne, tym bardziej, że na sali siedziały dzieci i słuchały tej mowy nienawiści. Pierwszy raz widziałam moherowe berety w akcji i byłam lekko zszokowana. Trochę sobie pod nosem to komentowałam i jak się później okazało to był ogromny błąd. Dwa krzesła dalej ode mnie usiadła pani zawiadująca punktacją konkursową. Ta pani widać też miała moherowy beret (być może dlatego tak jej się przetłuszczają włosy – moherowy beret może nie przepuszcza powietrza i dlatego włosy tak szybko się przetłuszczają) bo cały czas coś wykrzykiwała raz ciszej, a raz głośniej. Zwróciła się też do mnie i do mojej koleżanki z „prośbą” żebyśmy się włączyły do grupy na fb przeciwko wystawianiu Naszej klasy i pokazywaniu Idy. Oczywiście w duchu ją wyśmiałam, a teraz żałuję, że nie powiedziałam jej w nos, że ma spadać z tym swoim antysemityzmem bo aż mi się niedobrze robi. Nie wiem czy to babsko pilnowało tych lajków na fb bo najwyraźniej z zemsty na mnie naskarżyło. Skąd to wiem? Ponieważ jakiś miesiąc później dowiedziałam się, że pani poskarżyła się moherowemu beretowi ze szkoły w której pracowałam, że moje komentarze w czasie wykładu były skandaliczne! A moherowy beret z mojej pracy aż się gotował kiedy mi to mówił – oczywiście ze szczęścia bo czekał długo żeby mi dowalić za to, że nie chodzę do kościółka. Jakbyście nie wiedzieli, to takie moherowe berety potrafią zadzwonić do konsulatu lub ambasady i naskarżyć na personel uczący w szkole. Moherowe berety najwyraźniej czują się bardzo pewnie w polonijnym towarzystwie i niestety mają duży wpływ na personel dyplomatyczny.

Nie pisałam jeszcze nigdy o ciuchach, a tutaj coś muszę na ten temat wspomnieć. Patrząc na te panie z widowni zastanawiałam się skąd one biorą takie ciuchy. Mogłabym pomyśleć, że nie były w Polsce na zakupach od 20-tu lat, ale przecież w szwedzkich sklepach nie ma takich przedpotopowych ciuchów. Podejrzewam, że wygrzebują je w second handach w których można znaleźć też i takie paskudne ciuchy. Zresztą ubiór niektórych Polek to inna bajka o której chyba będę musiała skrobnąć parę słów czym pewnie narażę się co poniektórym 😉

8 thoughts on “Moherowe berety na konkursie historycznym.

  1. hahahaha…nie pisz nic o ubraniach Polek, bo tutaj w Göteborgu jest spoko ;-))) jesli cos co mnie przeraza to ubrania Szwedek (przynajmniej w tej czesci Szwecji) czarne, wymietoszone kurtki , czarne rajstopy bez wzgledu na tusze i adidasy (brudne) na stopach …nic pozatym …Polki wygladaja lepiej na tym tle, raczej tak jak w Polsce co mi sie podoba przynajmniej w stolicy.

    Polubienie

    1. Elwira, ale Göteborg a Sztokholm to dwa różne światy. Tutaj to Szwedki są fajnie, gustownie i czasami bardzo oryginalnie poubierane (zdarzają się zapuszczone dziwadła) a Polki odwrotnie. Jadąc metrem zawsze wiem, że widzę Polkę i to nie dlatego, że jest super ubrana. Muszę wybrać się do Göteborga 🙂 Pozdrawiam!

      Polubienie

      1. zapraszam do Göteborga, tylko nie pomyl naszych dziewczyn tu urodzonych oraz bosniaczek i innych blondynek ze Szwedkami, bo tylko nasze oko to potrafi odroznic. Wszyscy mysle ze nasze corki to sa Szwedki hehehe…a najladniejsze laseczki ;-)))
        poztym mysle ze mowisz o mlodych a autorka mysli o kobietach dojrzalych wiec spojrz na Szwedki. Az wsyd zeby kobiety tak o siebie nie dbaly…
        A jest roznica miedzy Stkh a Gbg , dwa rozne swiaty dla mnie…jak przyjedzam do Sztkh to jakbym sie przeniosla na wyzsze stopnie stratosfery a kultura tez o niebo wyzsza.

        Polubienie

  2. Pewne dziwne rzeczy też się mi zaczeły rzucać w oczy 🙂
    Jakieś dziwne towarzystwa wzajemnej adoracji,panie w liskowych futerkach,dziwne garsonki z obowiązkowo przypiętą brochą.
    Panie które chcą pouczać i noszą głowę jak paw (taki syndrom starszej poloni) …bo przecież synku co ty możesz wiedzieć o Szwecji,ja tutaj 40 lat.

    Panie od „kultury” …siedzące na „kulturalnych” spotkaniach ze swoją słomą w butach.
    Przypomina mi to jakieś zebrania zarządu pss społem czy innej samopomocy chłopskiej.

    Wiem wiem ,będzie mi teraz pewniej ciężej o materiał video na strone 😉
    No ale czy ja mówiłem że chcę promować „kulturę” …i słomę wystającą z butów 😉

    Pozdrawiam Valder

    Polubione przez 1 osoba

  3. byc moze Valder , tylko ja wogole nie mam kontaktu z taka „kultura” ;-))) u nas tego nie ma w Gbg. Raczej kazdy w gronie paru swoich znajomych i juz. Tak to bywam w Wawie co pare miesiecy wiec te kontakty tutaj w Szwecji sa raczej luzne, to nie Hameryka i gorole ;-))) a kobiet w liskach itd nigdy nie ogladalam. Byc moze tak bylo , nie zabieram glosu bo w takich sferach sie nie obracam hihihi

    Polubienie

    1. Elwira ale to nie trzeba mieć „kontaktu” bo takie osoby widać w metrze czy autobusie. Panie z toną złota srebra na sobie, lisem, dziwnym makijażem, najchętniej w ciuchach z motywem zwierzęcym, albo laski w czarnych kurtkach, żelowymi pazurami, dziwnym kolorem na głowie i koszmarnym makijażem. Szwedki może ubierają się w bezpieczne kolory ale często z fantazją typu fajny kapelusz, ciekawe buty, trencz, a do tego ładne włosy i makijaż. Niebo a ziemia 🙂

      Polubienie

  4. Sztokholm to nie cala Szwecja, te opisy sa mi obce zarowno Polek z zlocie (jesli to nie chodzi o prostytutki) ani Szwedek w kapeluszach i trenczu. Znam tu w Gbg jedna , jedyna Polke ktora nawiazuje do twojego opisu ale wszyscy sie z niej po cichu podsmiewuja , bo nie jest jeszcze stara …
    jezeli bym miala gdzies mieszkac to tylko w Sztokholmie, inaczej wracam …wlasnie wlosy tubylcow to tragedia, nie moge sie nadziwic myslac o wyborze szamponow. Ale jak pisze dotyczy sie Gbg o innych czesciach kraju sie nie wypowiadam a tu sa kolosalne roznice, troche zwiedzilam ten kraj.
    Woda w Göteborgu jest fatalna , jakas taka tlusto, miekka, wlosy sa w fatalnym stanie co by sie nie robilo. Akurat moge porownac beda gdzie indziej

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s