O przyjaźni na obczyźnie czyli jak łatwo narobić sobie wrogów.

Wiele osób pyta mnie jak mi jest w tej Szwecji i czy mam nowych znajomych. Hmm powiem szczerze, że jest to złożony temat, ale od początku czyli spróbujmy się zastanowić co to jest przyjaźń.

Dla mnie przyjaźń to rodzaj uczucia. Przyjaźń do taka swego rodzaju miłość, którą chyba najczęściej obdarzamy osobę tej samej płci. Pan B. uważa, że przyjaźń z osobnikiem płci odmiennej nie istnieje i chyba faktycznie tak jest. Ciężka jest też sprawa z określeniem tego, co to jest przyjaźń i kogo uważamy za przyjaciela. Przyjaźń to związek uczuciowy, który moim zdaniem buduje się latami. Wiem, że są osoby, które za przyjaciół uważają osoby z którymi dobrze im się gada i z którymi często się spotykają. Według mnie są to bardzo dobrzy kumple. Przyjaciel to osoba, której mogę zaufać, zwierzyć się i wypłakać bez obaw, że obrobi mi tyłek za plecami.

Po tym wstępie możecie stwierdzić, że nie mam wielu przyjaciół. Mam mnóstwo znajomych – takich bliższych i takich dalszych, ale nie mogę ich nazwać swoimi przyjaciółmi. Mam nadzieję, że w tym momencie ktoś się nie obrazi na mnie.

W Polsce zostawiłam przyjaciółkę, którą poznałam na kolonii (zdałyśmy wtedy do I klasy szkoły średniej) i na początku nie myślałam, że zostaniemy przyjaciółkami. Asia mieszkała w innym pokoju, a ja wtedy przyjaźniłam się z inną Asią (ta przyjaźń niestety rozpadła się). Przez jakiś czas utrzymywałyśmy kontakt listowy, ale jak to w życiu bywa ten kontakt się uwał. Spotkałyśmy się po latach na ślubie naszej wspólnej, kolonijnej koleżanki (mojej ówczesnej przyjaciółki) i coś zaskoczyło 😉 Zbiegło się to z końcem mojej starej przyjaźni – dlatego śmieję się, że przyjaźń to związek uczuciowy. Przyjaźnimy się ponad 20 lat. Przez ten czas przeszłyśmy wiele – różnych facetów, wspólne imprezowanie, małe zazdrości i pracę w tej samej firmie (to jest największy hardcore). Wiem, że nie jestem łatwą przyjaciółką z moją asertywnością, ale wciąż jesteśmy razem. Różnimy się poglądami ale przymykamy na te różnice oczy. Łączy nas też dodatkowo miłość do kotów:)lastscan5a

Moją drugą przyjaciółką jest Ewa. Znamy się od 7 roku życia i przez pierwsze kilka lat chodziłyśmy do tej samej klasy. Ewa potem zmieniła klasę, ale to nieważne, ponieważ w podstawówce nie kolegowałyśmy się. Chyba wpadłyśmy na siebie przy okazji spotkań klasowych organizowanych za pośrednictwem Naszej Klasy i już ten kontakt pozostał. Ewa dwa razy wciągnęła mnie do pracy w swojej firmie, za co strasznie jej jestem wdzięczna bo wiecie jak to jest kiedy jest się bezrobotnym. Z Ewą byłam w ważnych dla niej momentach życiowych, czyli robiąc zdjęcia na jej ślubie i fotografując jej brzuszek ciążowy, a potem małą łobuziarę 🙂 Wiem, że do Ewy mogę zawsze zadzwonić i się pożalić – to zresztą działa też w drugą stronę. 

Mam też pół przyjaciółkę z mojej pracy w centrum handlowym z którą niestety nie widziałam się już dobrych kilka lat, ale zawsze gdy do niej zadzwonię to możemy gadać godzinami. Czas chyba spotkać się na żywo.

Jest też przyjaciel, a może bardziej kumpel. Zaczęło się od naszej, wspólnej pasji czyli fotografii z tym, że to ja najczęściej byłam jego modelką. Przeszliśmy przez różne etapy przyjaźni – nie zawsze fajne i to niestety najczęściej z mojej winy. W pewnym momencie urwał nam się kontakt, ale z przyjaźnią jest tak, że miłości odchodzą a przyjaźń zostaje. Nie gadamy zbyt często ale zawsze mamy o czym. Romek zrobił mi jedne z najpiękniejszych zdjęć jakie mam. Polecam go jako fotografa bo uważam, że jest świetny w tym co robi i muszę go sobą zareklamować: tutaj zajrzyj .   348195_410400 666666a Mogłabym pewnie jeszcze więcej napisać, ale te cztery osoby są mi najbliższe 🙂

Cieszę się, że wymyślono coś takiego jak internet i fejs bo dzięki temu mogę widzieć co się u kogo dzieje i jest mi też łatwiej utrzymywać kontakt. Mimo to w pierwszym okresie mojej emigracji było ciężko i tęskniłam również za moimi przyjaciółmi. Nieważne, że nie spotykaliśmy się zbyt często, ważna była świadomość, że w każdej chwili można zadzwonić i się spotkać. W Szwecji wylądowałam nie mając znajomych, ze świadomością, że w nowej pracy nie mogę się z nikim zaprzyjaźnić (to temat na inny post). Na szczęście miałam kogoś, kto stał się moim wielkim przyjacielem i z którym mogę o wszystkim porozmawiać, wyżalić się. Tym przyjacielem jest Pan B. i to dzięki niemu dobrze czuję się w Szwecji i nie chcę wracać do Polski. IMG_3200a

A jak jest z innymi przyjaźniami….różnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie da się tak od razu poznać nowej przyjaciółki. W tej chwili mam już sporo znajomych, głównie wśród obcokrajowców, ale to są bardzo powierzchowne kontakty. Mówiąc łamanym szwedzkim nie możemy zagłębiać się w różne tematy i nie wiadomo kto jakie ma poglądy i jaki jest naprawdę. Są jednak osoby które będę chciała poznać bliżej. Jeżeli chodzi o znajomości polskie to muszę się przyznać, że już kilka razy przejechałam się, ponieważ Polacy lubią znajomości z których mogą coś wycisnąć. Czasami znajomości w naturalny sposób rozjeżdżają się z powodu braku czasu i odległości. Mimo to poznałam kilka, fajnych, polskich koleżanek: Helenę którą podkradłam siostrze Pana B., Gabi, którą poznałam na niefortunnym spotkaniu klubowiczek (i Agę z którą pewnie będzie bardziej wirtualny kontakt ze względu na odległość jaka nas dzieli) i moim zdaniem nie jest źle. Prawdopodobnie gdybym mocniej się lansowała w polonijnym towarzystwie tych koleżanek byłoby więcej, ale nie robię tego bo nie potrzebuję płytkich i w większości interesownych znajomości.

Grizzled 100%

Nie mogę również nie wspomnieć o moim, małym, kłaczastym przyjacielu czyli Czesławie 🙂

Grizzled 100%

A na koniec coś o antyprzyjaźniach. Nie wiem jak to robię, ale mam niesamowitą zdolność do robienia sobie wrogów (aczkolwiek w Polsce było to mniej widoczne). To pewnie przez to, że mam cięty język i małe zdolności dyplomatyczne co sprawia, że niektórzy ludzie nie potrafią przełknąć bez obrazy moich słów. Wiem też, że w pierwszym odruchu jestem zbyt mało asertywna co często sprawia, że niektóre osoby próbują mi potem wejść dosłownie na głowę (jest to częste przy okazji robienia zdjęć) i kiedy mówię „stop – wypad z mojego podwórka” obrażają się na mnie i nagle stają się wrogami. Taa takich już też tu mam. Sporą ilość wrogów nabyłam też za pośrednictwem mojego bloga. Istnieją osoby, którym bardzo nie podoba się to o czym i w jaki sposób piszę. Są też osoby, które postrzegają mój blog jako konkurencję co z mety stawia mnie w ich oczach na pozycji wroga. Zabawne, prawda?

No cóż bywa, ale życie bez wrogów mogłoby być trochę nudne, prawda?  😉 A jak to u Was bywa? Więcej wrogów czy przyjaciół w życiu na obczyźnie?

18 thoughts on “O przyjaźni na obczyźnie czyli jak łatwo narobić sobie wrogów.

  1. Buuuu a fotki z mła nie wstawiła. Jestem zazdrosna o Gabi. A odległość owszem jest ale przes przesadki. Pociągiem w 4.5h i wysiada się u mnie w mieście. Więc się da. Może przyjedziecie z Gabi i Pauliną? Będzie ciasno ale wesoło 😉

    Polubione przez 1 osoba

      1. Ooo jakos mi sie wydawalo, ze na ktorym tam bylysmy kolo siebie. No dooopraaa wybaczam. To tylko sie zapowiedz kiedy, bo jak sie Paula zorientowala to wyszlo, ze albo pocz czerwca albo Midsommar 😉 taka zajesta kobieta jestem.

        Lubię to

  2. 🙂 swietnie sie czyta i znalazlam ogromne podobienstwo do samej siebie… tez pozwlam wejsc sobie na glowe a jak mam dosc to sykne berdziej niz inni bo sie zwykle dlugo to we mnie zbieralo i mam wrogow… 🙂 moze nie koniecznie wrogow ale obie strony sa rozczarowane ale co jest naprawde wazne to to, ze ci ktorzy nie wybacza mi moj brak asertywnosci robia to dlatego ze zalezy im na mnie!!! a cala reszta moze spadac:) ja chce wokol siebie ludzi ktorzy rozumieja moje niedoskonalosci i doceniaja mnie a nie usiluja jaknapisalas WYCISNAC 😀

    Polubione przez 1 osoba

  3. Super post :). Szczerze to u mnie w Turcji czuję się tak samo…
    Ja to ogólnie mam problem z przyjaźniami, bo zawsze gadam co myślę. Na początku jestem też cierpliwa i może (no dobra przyznaję) mało asertywna, ale jak miarka się przebierze to staję oko w oko i wylewam co mi na duszy zalega.
    No i zazwyczaj nie mam żadnych tematów tabu, nie kryguję się gadam o wszystkim, czasem zbyt głośno, czasem robię gafy, ale nie ma co się zmieniać dla innych ;).
    Dzięki Ci za ten post :).

    Polubione przez 1 osoba

      1. A w ogóle to już „uwielbiam” osoby, które chcą mi doradzić z dobrej woli, bo ja to nic nie wiem… Wtedy tylko kiwam głową i i tak robię po swojemu 😛

        Lubię to

        1. Gosia, na obczyźnie uwielbiają doradzać osoby, które są dłużej i uważają, że wszystko wiedzą lepiej i Ty koniecznie musisz skorzystać z ich doświadczenia 🙂

          Lubię to

  4. Tak szczera prawda Polacy na obczyźnie=interesownosc nie wszyscy ale znakomita większość
    Znam z autopsji a hipokryzja ludzka nie zna granic nie stronie od kolegowania się z Polakami na obczyźnie ale własne doświadczenia nauczyły mnie być ostrożna bo jak to mówią
    „Pseudo przyjaciele są jak gołębie
    Najpierw z Tobą gruchaja
    A potem Cię osr..ą”
    Pseudo przyjaciele na obczyznie potrafi tylko plotkowac i obgadywac innych a jednoczesnie samych siebie uważając za najwspanialszych i nieskazitelnych. Brrr jak najdalej od tego

    Polubione przez 1 osoba

  5. Ja jestem w Sztokholmie już prawie 10 miesięcy i Polaka żadnego tak na dobrą sprawę nie poznałam, poza kilkoma w pracy, ale to bardzo powierzchowne znajomości. Do Polonii jakoś mnie nie ciągnie, chociaż tęsknie czasem za pogadaniem z kimś po polsku przy kawie, a nie przez Skypa :).

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s