Moje sukcesy na SAS/SVA czyli o tym czy Astrid Lindgren popełniła plagiat i o tym jak mnie wkurwił ramadan.

Ok od razu przyznam się bez bicia, że zaliczyłam pierwszą klasę/grupę i za tydzień z kawałkiem zaczynam drugą 🙂

Ostatnio skończyliśmy na tym jak zdenerwowałam się, kiedy nie zobaczyłam swojego nazwiska na liście nowo przyjętych kursantów – dla przypomnienia możecie sobie przeczytać: tutaj .

Zaraz na pierwszych zajęciach dowiedzieliśmy się, że przez cały kurs, który trwa prawie dwa miesiące przerabiamy jako lekturę Mio mój Mio – Astrid Lindgren. Nigdy tej książki nie czytałam i wiecie co? Miałam rację. Czytaliście to arcydzieło, którym Szwedzi się zachwycają pod niebiosa mówiąc, że to klasyka szwedzkiej literatury dziecięcej? Bleee moim zdaniem Braciom Lwie Serce (to też napisała Astrid) nie dorasta do pięt. Jeżeli przeczytaliście kiedyś lub może teraz czytacie ją swoim dzieciom to zastanówcie się i powiedzcie, czy Wy też widzicie podobieństwa do Władcy Pierścieni? Tak, wiem, że jestem zwichrowana psychicznie pod względem Władcy Pierścieni. Nie wiem ile razy widziałam ten film (książkę też przeczytałam) w każdym razie teraz ciągle widzę jakieś nawiązania do Tolkiena. Zresztą jak nie Władca, to Gra o Tron 😉 W każdym razie czytając i odkrywając ze zdumieniem coraz to nowe podobieństwa (zły rycerz, któremu królewicz odcina rękę, kraj zasnuty ciemnością w którym nic nie rośnie, szpiedzy porywający ludzi i zwierzęta, magiczny las, dwóch przyjaciół wędrujących po kraju ciemności i chcących zabić złego rycerza) zajrzałam do źródła i dowiedziałam się, że Władca i Mio zostały wydane w tym samym roku, ale Tolkien swoją trylogię pisał przez 10 lat. Dowiedziałam się również, że oboje autorzy zasięgnęli do starych legend, no a legendy wiadomo – podobne, zwłaszcza, że Skandynawowie zapuszczali się i na Wyspy Brytyjskie. Mimo wszystko to trochę dziwny zbieg okoliczności, ale nie chce mi się wierzyć, że Lindgren popełniła plagiat. A co do książki…oj cierpiałam jak ją czytałam – co za nudy chyba takie specjalne dla dzieci na dobranoc co by szybko usnęły 😉 IMG_20160628_154855881 copya

Z rozpiski, którą dostaliśmy wiedziałam, że co tydzień będzie egzamin. Na pierwszy ogień miała być prezentacja polegająca na opowiedzeniu/zaprezentowaniu czegoś co chcielibyśmy polecić reszcie grupy. Pomyślałam sobie, a co tam zrobić prezentację. No tak ale jak się okazało to nie miała być prezentacja tylko właściwie wykład i to wykład bez żadnych pomocy typu notatki. To już nie było zabawne. Akurat czytałam kolejną część szwedzkiej autorki kryminałów Camillii Läckberg więc stwierdziłam, że to będzie świetna rzecz do zaprezentowania. Nakreśliłam sobie kilka zdań o autorce i całej serii kryminalnej i zaczęłam ćwiczyć. Moim słuchaczem został Czesław. Nawet okiem nie mrugnął z nudów kiedy po raz enty opowiadałam mu te same farmazony i wszystko rozumiał! No ale to w końcu urodzony Szwed. Nadszedł dzień prezentacji i jako, że było nas około 30 osób w grupie, nauczyciel podzielił nas na dwie grupy i przeznaczył na nasze prezentacje dwa dni. Jedna grupa robiła prezentacje, a druga w innej klasie opracowywała pytania do lektury. Ja zostałam wytyczona na drugi dzień i tak jakoś się złożyło, że w w grupie praktycznie samych facetów bleee Na pierwszy ogień poszła dziewczyna i to była masakra. Jak patrzyłam na jej trzęsące się ręce to jeszcze bardziej się sama denerwowałam. Ludzie mówili o różnych rzeczach – knajpach w których pracowali, miejscach, programach telewizyjnych. Mnie rozśmieszyła zakutana od stóp to głów Somalijka, która zachęcała do uprawiania sportu. Zaraz sobie wyobraziłam jak ona biega w tych swoich namiotach. Oczywiście nie wszyscy się zastosowali do reguł….dwóch chłopaków z Syrii (teraz każdy mówi, że jest z Syrii) olało zasady i jeden postawił sobie tablet przed sobą, a drugi rozłożył kartki. Patrzyłam na to z niedowierzaniem i z niesmakiem, gdyż nauczyciel w myśl poprawności politycznej nie zwrócił im uwagi. Bardzo mi się to nie podobało. Nie wiem jak mi poszła prezentacja. Na bank nie trzęsły mi się ręce ponieważ ściskałam książkę i machałam nią jak tylko mogłam 😉 Nie wiem też czy zmieściłam się w 5 minutach. Nie wiem czy nie mówiłam za krótko bo niby 5 minut, ale jak trzeba coś opowiedzieć w obcym języku to te, krótkie 5 minut nagle wydłuża się jakby to było co najmniej pół godziny. Nie wiem, ponieważ nie dowiedzieliśmy się jak nam poszły te prezentacje. Najważniejsze, że przeżyłam i zaliczyłam 🙂

Walden 100%

Drugi egzamin był egzaminem pisemnym na którym trzeba było wybrać sobie temat i napisać esej na 300 słów. Tematy standardowo nudne jak flaki z olejem. Napisałam i zaliczyłam 🙂

IMG_20160616_085936205a

Nie wiem jak Wy ale ja mam dziwne szczęście, że jak się wystroję w jasne rzeczy to jest zimno i mokro. Egzamin wymaga odświętnego ubrania – tak mnie uczono za czasów komunistycznych. Na trzeci egzamin wystroiłam się więc w eleganckie, żółte spodnie od super duper Zary. Rano jak wychodziłam z domu było całkiem ciepło, no może trochę burzowo. Po wyjściu z egzaminu, lało i było zimno, a ja wystrojona w sandałki i jasne spodenki od Zary, których tak jest mi szkoda, że ubieram je raz na ruski rok (całe szczęście, że cały czas mi się w nie tyłek mieści), musiałam zasuwać do metra. Oczywiście zmarzłam jak cholera ale to nic najgorsze, że super duper portki zostały pochlapane brudną wodą. To się nazywa mieć szczęście.IMG_20160616_102355786a

Trzeci egzamin polegał na teście słuchowym. Dostaliśmy kartki z pytaniami i trzeba było w oparciu o usłyszany tekst napisać lub zakreślić właściwą odpowiedź. To była masakra. Nie chodziło o to że zadanie jest trudne (dla mnie najtrudniejsze są słuchanki). Było koszmarnie trudne, ponieważ ze względu na to, że połączono nas z drugą grupą egzamin zdawaliśmy na auli, gdzie nagłośnienie nie było przygotowane do takich zadań. Wyszłam z egzaminu z przeświadczeniem, że go oblałam i będę powtarzać klasę. No trudno, nigdzie mi się nie spieszy. Nie wiem jak to się stało, ale ten test zdałam najlepiej ze wszystkich moich testów na SAS/SVA.IMG_20160623_090945783a

Ostatni egzamin był z wiedzy o lekturze. To była sama przyjemność. Dostaliśmy pytania z Mio mój Mio, na które należało odpowiedzieć i na koniec napisać co nam się podobało w tej książce. Napisałam to co Wam, że nudy na pudy i wygląda na plagiat 🙂 Mam w nosie czy im się to spodobało czy nie. W każdym razie zaliczyłam 🙂 O rany, jak ja teraz żałuję, że tak nie mówiłam prosto w nos swoim nauczycielom w średniej szkole. Głupiej polonistce, która nie wychodziła poza ramy streszczeń lektury i nie pozwalała na własne wyciąganie wniosków. Szkoda gadać, dobrze wiecie jak było i jest.

Wiecie co mnie wkurzało w mojej grupie? Ramadan. Nauczyciel, bardzo sympatyczny facet za każdym razem życzył nam udanego dnia, weekendu, wieczoru, kolacji – no i kilka razy usłyszał od osób z krajów muzułmańskich, że oni nie mają kolacji bo jest, cholera jasna, ramadan. Za pierwszym razem tylko podniosłam brew, ale za drugim i kolejnym zaczął mnie strzelać szlag. Co to kogo obchodzi, że oni się głodzą? Czy katolicy smęcą o swoich postach (chociaż w mojej poprzedniej pracy tłusta pani naczelnik vel świnka pigi patrzyła krzywym okiem jak ktoś wsuwał mięso w piątki) albo Żydzi? Tylko czekałam aż ktoś mi zwróci uwagę, że nie mogę jeść w klasie. Na szczęście obyło się bez rozróby.IMG_20160628_085448905a

Tak się nasłuchałam, że SAS/SVA jest o wiele trudniejszy od SFI i proszę, zdałam. Tutaj też nie było tajniaczenia się czyli każdy na lekcji musiał zabrać głos. Nauczyciel zmuszał nas do mówienia i to było super. Aaa jeszcze oprócz czytania lektury mieliśmy sporo zadań domowych i wypracowań. A na koniec bonusik 🙂 Za naukę w Komvuxie można dostać stypendium. Należy oczywiście spełnić kilka warunków takich jak np. dwuletni, nieprzerwany pobyt na terenie Szwecji (dla osób posiadających dzieci jest inaczej). Ja dostałam takie stypendium pomimo tego, że dwa lata miną mi dopiero w połowie sierpnia. Żyć nie umierać i to jest kolejny plus mieszkania w Szwecji 🙂 Stypendium nie jest jakieś strasznie wysokie, ale na polskie warunki to kupa kasy, to więcej niż zarabiałam tutaj pracując w debilnej szkole.

To za jakiś czas doniosę Wam jak wygląda sprawa w grupie oczko wyżej 🙂

5 thoughts on “Moje sukcesy na SAS/SVA czyli o tym czy Astrid Lindgren popełniła plagiat i o tym jak mnie wkurwił ramadan.

  1. Czytałam obie książeczki Astrid 😉 Co prawda jako dziecko. Zgadzam się co do Braci Lwie Serce. Ale jeśli chodzi o plagiat… nie wiem. To takie nieścisłe. Żeby rozważyć tą kwestię musiałabym przeczytać Władcę Pierścieni od deski do deski, ponownie przeczytać książkę Lindgren i jeszcze określić definicje plagiatu oraz od którego momentu można o nim mówić..
    Pozdrawiam i winszuję zdanych egzaminów 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Kochana, to było za naszych czasów – teraz byś się zdziwiła jak uczniowie potrafią przygadać 😉 a tak swoją drogą to myślisz, że ja tak siedziałam zupełnie cicho? Podstawówce i owszem ale w średniej np wuefistce oświadczyłam, że wf nie jest najważniejszym przedmiotem (czekała, że zacznę ją prosić o podwyższenie oceny) zamiast 4 dostałam…2. Od następnego semestru miałam zwolnienie lekarskie. Polonistce też powiedziałam co myślę i obniżyła mi ocenę końcową, a potem na maturze też nie pałała do mnie miłością 😉 A teraz żałuję, że nie mówiłam jeszcze więcej 😉

      Lubię to

  2. Nie przepadam za Tolkienem, więc w tej kwestii się nie wypowiem, ale mogę natomiast powiedzieć, że Szekspir również popełnił plagiat. Będąc w bibliotece znalazł książeczkę Romeo i Julia włoskiego autora, i po prostu ją przetłumaczył dodając sobie kilka rzeczy.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s