Sposób na żółte włosy czyli fryzjer w Szwecji.

Pewnego pięknego dnia zdałam sobie sprawę z tego, że niektórzy ludzie mają duży problem z wyglądem innych osób. Nie chodzi tu o tatuaże czy kolczyki w różnych, dziwnych miejscach ale o coś tak prozaicznego jak nogi czy włosy. Ja od najmłodszych lat słuchałam biadolenia na temat moich nóg. Byłam chudzielcem więc i nóżki miałam jak patyczki i te moje patyki były wiecznie komentowane przez wszystkich dookoła. „Jakie ta Agnieszka ma chude nogi – jak patyki” – dogadywały mi jedna z moich ciotek razem ze swoją córką, która nóżek zbyt zgrabnych to nigdy nie miała. Taa przeszłam przez etap nakładania kilku par grubych rajstop do momentu kiedy stwierdziłam, że mam zarąbiste nogi, a te ciotki i kuzynki to mi zwyczajnie zazdroszczą. No tak, skończyły się nogi a zaczęły się włosy. Moje włosy przechodziły kilka etapów – od kręconych, przez proste, po kręcone i strasznie puszyste do….włosów oklapłych. Jeszcze 10 lat temu moje włosy wyglądały tak: 

W wieku 7 lat wysłuchiwałam, że jak byłam malutka to miałam kręcone włosy, a teraz mam proste druty. Potem jak zaczęły mi się kręcić i puszyć to słuchałam, że mam matowe siano na głowie. Mając masę włosów na głowie któregoś razu usłyszałam od jednej z kuzynek, że te moje włosy to już nie są takie jak dawniej….Dawniej? Ale kiedy dawniej? Po drodze słuchałam dobrych rad typu, że powinnam je ściąć, wycieniować, związać – a może ogolić na łyso, żeby nikt już nie miał problemu? Gwóźdź do trumny przybiła mi moja przyjaciółka stwierdzając, że moje włosy to już nie są te same – nie ma to jak szpila od przyjaciółki, która sama mając mało włosów stwierdza z satysfakcją, że Tobie też się przerzedziły włosy.

Z moimi włosami tak naprawdę wszystko się zmieniło, kiedy zaczęłam pracować w powalonej instytucji czyli w NFZ z porąbanymi ludźmi. Ze stresu włosy zaczęły mi wychodzić garściami. Od jednego z fryzjerów usłyszałam, że chyba jestem w ciąży – taa cudowne poczęcie. Zaczęłam zmieniać fryzjerów i coraz mocniej podcinać włosy, serwując im przy tym mega drogie farby na bazie olejków plus różne kuracje. Efekt był taki, że moje włosy przestały się kręcić i zrobiły się oklapłe. Po któreś z kolei wizycie u bardzo drogiego fryzjera wylądowałam w bardzo fajnym miejscu czyli w Barber Shop. 

W międzyczasie wyjechałam do Szwecji z mocnym postanowieniem, że co jakiś czas będę przyjeżdżać do Polski żeby odpękać fryzjera. Dlaczego w Polsce to o tym za chwilę. Musicie najpierw wysłuchać historii życia moich włosów 😉 Między wizytami fundowałam sobie sama farbowanie. Któregoś razu analizując wszystko co mogło wpłynąć na ten stan, doszłam do wniosku, że te moje włosy zawsze mi się bardziej kręciły po zrobieniu pasemek czyli po mocnym przesuszeniu. Mój fryzjer nie chciał mi ich rozjaśnić – powiem Wam, że zawsze mnie w tym momencie fryzjerzy wkurwiają i zastanawiam się czy czegoś nie kręcą. Stwierdziłam, że nie to nie – sama se zrobię. I zrobiłam. Kupiłam mega rozjaśniającą farbę i nałożyłam ją na łeb. Nakładałam i kurwowałam – za przeproszeniem bo samodzielne nakładanie farby na długie włosy to jakaś masakra.

Końcowy efekt był taki, że miałam na głowie „przecudny” kolor uryny.

Przez tydzień nie wychylałam nosa z domu. Kupiłam sobie szybko kapelusz i bez niego nigdzie się nie ruszałam.

Po tygodniu nałożyłam farbę o zimnym odcieniu i jakoś to wyglądało, w każdym razie na urlopie w Chorwacji ludzi nie straszyłam. 

Niestety moje włosy nadal nie były chętne do kręcenia się i jak chciałam kręcone to musiałam sięgnąć po lokówkę.

Po przyjeździe do Polski mój fryzjer załamał ręce – ściął mi kawał włosów, ale jasne już zostały. Za kolejnym razem coś mu niestety nie wyszło i zrobił mi na głowie idealny kolor…..moczu. Na urlop do Niemiec pojechałam z żółtkiem na głowie, a do tego ze zbyt mocno wyciachanymi włosami, które nadal nie chciały się kręcić. 

Kolejna wizyta była juz bardziej owocna ale stwierdziłam, że może czas na małą zmianę. W Barber Shop niestety nie można płacić kartą (a to dla mnie jest również pewnym kryterium). Mówi się też, że od czasu do czasu dobrze jest zmienić fryzjera. Zanim jednak znalazłam sobie nowego fryzjera zostałam zmuszona do nałożenia sobie farby samodzielnie. Nie wiem dlaczego, ale coś mi strzeliło do łba i znowu położyłam sobie mocno rozjaśniającą farbę na ten mój głupi łeb. Głupi bo zrobiłam to przed samym wyjazdem do Rzymu. Włosy były prawie białe z żółtymi elementami. Jedynym plusem było to, że zaczęły się skręcać i puszyć.

Do Polski przyjechałam dopiero w grudniu i postanowiłam skorzystać z usług fryzjera, który znajdował się niedaleko mieszkania moich rodziców. Fryzjer był praktycznie na Dolnym Mieście więc stwierdziłam, że nie będzie jakiś mega drogi. Baaardzo się myliłam.

Już na wejściu coś mi nie pasowało. Jeden fryzjer z wieśniackim sygnetem i przylizem na głowie, a drugi z krzywymi tekstami – pouczał swoją klientkę. I tak jakoś cicho i strasznie zimno. Siedziałam tam trzy godziny, a efekt końcowy był taki, że wyglądałam jakbym miała odrost o zabarwieniu zielonkawym. Za wszystko zapłaciłam ponad 300 zł. Więcej tam nie pójdę. Fryzjer znajduje się niedaleko ulicy Toruńskiej w nowych apartamentowcach (jakby coś). Po dwóch tygodniach ponownie miałam żółtawe włosy.

W styczniu postanowiłam przeprosić się ze swoim starym fryzjerem na Starówce. Ceny standardowe, a do tego blisko domu i można płacić kartą. Zrezygnowałam z niego ponieważ wkurzała mnie fryzjerka, która mi robiąc mi włosy jednocześnie trajkotała nad uchem jak opętana i wciskała kuracje.

Tym razem trafiłam do innej. Dziewczyna prawie nic nie mówi. Pyta na początku co by się chciało zrobić i tyle. Pewnie ktoś by powiedział, że się słabo interesuje ale dla mnie jest super. Mam święty spokój. Jestem też nareszcie zadowolona. Aczkolwiek teraz wysłuchuję komentarze na temat mojego jasnego koloru włosów.

No tak ale pewnie się zastanawiacie dlaczego nie chodzę do fryzjera w Sztokholmie. Odpowiedź jest bardzo prosa – bo jest cholernie drogi.

Wiele razy słyszałam, że w Polsce śmieją się z nas – mieszkających za granicą, że przyjeżdżamy do Polski robić zęby i włosy. Że zjeżdżamy na wakacje i pędzimy do stomatologów i fryzjerów żeby naprawić swoje uzębienie i fryzurę. Faktycznie, jak możemy to przy okazji pobytu w kraju ojczystym załatwiamy i to i to. Robimy to ponieważ w wielu krajach – nie tylko w Szwecji, wizyta u stomatologa, ale też i u fryzjera to niezły wydatek. Stomatologa na razie zostawię ponieważ na szczęście (odpukać w niemalowane) nie musiałam korzystać z jego usług. U fryzjera również nie byłam bo ściska mnie w dołku na myśl, że miałabym wydać tyle kasy. No więc, jak wygląda sytuacja? Myślę, że rzut okiem na cenniki wystarczy. Samo ścięcie włosów to koszt około 200 zł. Farbowanie włosów to gdzieś 500 zł. Fakta faktem jak patrzę na Szwedki to włosy mają zrobione ładnie.

Źródło: http://salongstylebyme.se/om-salongen

Źródło: https://www.facebook.com/Enskedehudochhar/photos/a.890624390980812.1073741825.285793494797241/1325782870798293/?type=3&theater

Ceny oczywiście zależą od lokalizacji – w centrum Sztokholmu w renomowanych salonach te ceny mogą być jeszcze wyższe.

Jest jeszcze jedna opcja – trochę tańsza czyli polscy fryzjerzy. Niestety polskie salony różnią się ceną minimalnie – wiadomo wysoki czynsz.

Źródło: https://www.facebook.com/studiohairlashes/photos/a.628467340496680.1073741833.617332538276827/1133290470014362/?type=3&theater

Są też tacy, którzy ogłaszają się na portalach polonijnych ale czort wie kto to jest. Ja też mogę dać ogłoszenie i nałożyć komuś farbę ze sklepu.

Patrząc też na to co mają Polki na głowach nie mam ochoty pójść do fryzjera zapłacić trzy razy tyle co w Polsce i wyjść niezadowolona. Prawda jest taka, że fryzjer jak lekarz musi się ciągle dokształcać, więc albo polscy fryzjerzy nie dokształcają się albo polonijna klientela zatrzymała się w swoich gustach dobrych kilka lat temu. Tak więc raz sobie sama farbuję włosy z różnym efektem kolorystycznym (zawsze mogę założyć kapelusz), a raz lecę do Polski.

Tak nawiasem jestem ciekawa jak to wygląda u innych Polek na obczyźnie i czy gdzieś jednak ten fryzjer jest w miarę tani.

p.s. drogą dedukcji doszłam do tego że moje włosy nienawidzą olejków ale kosztowało mnie to masę nerwów i kasy.

7 thoughts on “Sposób na żółte włosy czyli fryzjer w Szwecji.

  1. Ja mam długie włosy i cierpię strasznie. Idąc do fryzjera w PL (Poznan) za podcięcia końcówek i farbę życzą sobie w granicach 500 Zł! A i zawsze się boję „ukrytych” kosztów za ułożenie, umycie a pewnie niedługo pojawi się i za wysuszenie. Wkurza mnie, że jak usiądę na fotelu to zaczyna się lamet na temat moich włosów. Jak mnie ktoś przyprowadza dziecko to nie zaczynam od pojazdu „a co pan/pani z nim z nim robiła? No przecież porażka. Wstyd” itd.
    Swojego fryzjera szukam 😉
    Kolory przerabiałam prawie wszystkie 😀 ciemne, jasne, czerwone, fioletowe i zielone (przez samodzielne) kiepskie rozjaśnianie.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ja jestem z Bydgoszczy, teraz mieszkam w Kalmarze. Za kazdym razem jak jestem w PL chodze do fryzjera farbowac wlosy, wychodzi raz na kwartał. Fryzjer doradzil mi flamboyage, modnie, ładnie i trzyma do następnej wizyty (nie farbuje włosów w Szwecji). Płacę 300zł i uważam, że jak na usługę ścinania i farbowania z rozjasnianiem to są przyzwoite pieniądze. Po prostu żeby być zadowolonym z fryzjera, trzeba chodzić do sprawdzonych salonów, gdzie faktycznie fryzjerzy się dokształcają. Trzeba tez wziąć pod uwage to, ze dobry fryzjer się ceni – i dobrze. I tak jest taniej niż w SE.

    Lubię to

  3. jestem z Tobą w tej walce o NORMALNY BLOND
    mi się w końcu udało, u fryzjerki we Wrocławiu (dwa razy, za trzecim spaprała, niestety), pamiętam, że spojrzałam w lustro i … odjęło mi 15 lat – wyglądałam jak w liceum! piękne naturalne pasemka, delikatne i nic żółtego ani rudego

    farbami sklepowymi chyba nie da się uzyskać chodnego blondu, to w ogóle najwyższa szkoła fryzjerskiej jazdy chyba

    problem z uzupełnianiem odrostów jest taki, że jakoś tak wychodzi zawsze coraz więcej „białych” pasemek – co w sumie wygląda dobrze na mojej głowie, ale za to każde mycie włosów to 15 minut rozczesywania potem (połowa włosów przy okazji wyjdzie), no i odrosty coraz szybciej widać

    generalnie robię balejaże, za każdym razem, nigdy nie nakładam farby na całość
    ostatnio poszłam do szwedzkiego fryzjera, postanowiłam, że odżałuję $$$ – zresztą, to był prezent od męża 🙂
    zaczęłam akcję „zciemniania” tego blondu, i pani mnie zrozumiała – wybrałam blondynkę fryzjerkę

    wyszło super – zrobiła mi „pasemka” ciemniejszym odcieniem i całość się delikatnie zciemniła
    teraz idę do tej samej na kolejne zciemnienie, trzymaj kciuki 🙂

    pozdrawiam!
    Ola

    Polubione przez 1 osoba

  4. Ja farbuję się sama (mam krótkie włosy) na intensywną czerwień lub oberżynę, więc nie mam doświadczenia z blondem. Niestety ceny usług fryzjerskich w Sztokholmie są tak wysokie, że do fryzjera chodzę tylko w Gdańsku, przy okazji wizyt w domu. Mam zaufany zakład na Zaspie i tylko tam się strzygę. I tak samo jak poprzedniczki, sporo na tym zaoszczędzam w porównaniu do Sthlm 😉

    Lubię to

  5. W Szwajcarii usługi wszelakie są cholernie drogie. Do fryzjera jednak mimo wszystko chodzę tutaj – dlatego, bo znalazłam sobie świetnego, najlepszego w moim życiu i jest moim zdaniem wart tych pieniędzy. Dentysta to inna sprawa… mam zaufanego w Polsce i ta jedna dwie-wizyty rocznie w Polsce wystarczają w zupełności na kontrolę, ściąganie kamienia i piaskowanie. A ceny, cóż, są dokładnie x4 w stosunku do cen w Polsce.

    Lubię to

  6. tiaaa zielony ewentualnie kanarkowy kolorek włosów po rozjaśnianiu – uwielbiam 🙂 włosy rozjaśniam sama profesjonalnymi farbami fryzjerskimi + po rozjaśnieniu nakładam tzw toner. Kosztowało mnie to lata doświadczeń oraz niejeden okres przymusowego chodzenia w czapce, no ale teraz może być 🙂 aktualnie szukam fryzjera, aby zrobić ciemniejsze pasemka. I to dopiero jest wyzwanie 🙂

    Lubię to

  7. Oj ja tez mialam sporo przygod z fryzjerami w Szwecji. Nie mowie za dobrze po szwedku..wiec wchodzac do salonu informuje ze gadam tylko po angielsku. Pani mowi ze spoko nie ma problemu, prosze usiasc, zabiera kurtke…zaraz kolega sie toba zajmie. No to czekam…Kolega myje mi wlosy, zaprasza na krzeselko. Ja mu tlumacze ze chce tak i tak…tu krotko, tu nieco dluzej ba bla bla. Nagadalam sie, natlumaczylam a on patrzy na mnie jak na wariatke. No to pytam…rozumiesz angielski? a pan kolega na to *NIE*. Nastepnym razem musze byc bardziej precyzyja …musze pytac czy fryzjer zna angielski a nie pani ktora za lada wita klientow.
    Inny fryzjer po obcieciu wlosow pyta mnie – Chcesz je sobie sama ulozyc? Troche mnie to zdziwilo no ale nic..mowie – ok nie ma problemu ale masz jakas czczotke do wlosow…a pan fryzjer na to *poczekaj, poszukam…* i poszedl na zaplecze szukac. Myslalam ze fryzjerzy maja takich rzeczy jak szczotki do wlosow sporo w salonie…a on biedak szukal.

    W koncu znalazlam to czego szukalam..super fryzjera do krotkich wlosow. Niestety koszt 560SEK za samo obciecie wiec ceny na twoich cennikach i tak sa dla mnie niskie 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s