Podsumowanie kwietnia czyli o polskich sprzątaczkach i zaproszeniach religijnych.

Wczoraj czytałam post mojej koleżanki z Klubu Polki na Obczyźnie i naszła mnie pewna refleksja. Pomyślałam sobie, że trochę odeszłam od mojego, pierwotnego założenia, że blog ma być relacją dla znajomych z tego co u mnie słychać. Blog powstał z mojego lenistwa (wtedy jeszcze nie wiedziałam ile takie pitolenie zajmuje czasu) – nie chciało mi się ciągle odpowiadać na te same pytania. Szybciej było napisać kilkanaście zdań i dodać zdjęcia. Taa nawet tych zdjęć nie obrabiałam i teraz co jakiś czas przerabiam te stare foty i je podmieniam. Blog z czasem zaczął żyć własnym życiem i pojawiły się na nim rzeczy i tematy o których pierwotnie nie planowałam pisać, ale tak wyszło i jest ok 🙂 Myślę jednak, że fajną rzeczą byłoby wrócić do tego pierwszego założenia. Pomimo  tego, że nie pracuję i spędzam większość czasu siedząc w domu to jednak trochę się dzieje w moim życiu. Powiem szczerze, że więcej niż w czasach kiedy pracowałam od 8 do 16 i jedyną atrakcją było to, czy paszczakowa kierowniczka wydarła na mnie swoją japę czy nie. Opowiadam Wam o niektórych rzeczach zbierając je w większy materiał, ale inne z założenia nudnawe pomijam – bo ile można pisać o wystawach fotograficznych w Fotografiska. Takie miesięczne zestawienie pozwoli mi pokazać pewne migawki z których, jeżeli będziecie chcieli ułożę większe posty. Druga sprawa to będziecie wiedzieli jak mi minął miesiąc i co ciekawego się u mnie wydarzyło.

Kwiecień rozpoczął się powrotem z Maroko (ten wątek jeszcze pojawi się w kolejnym poście). 1 kwietnia – Prima Aprilis o mały włos nie skończył się takim, aprilisowym psikusem. Powiem krótko – tego dnia stwierdziłam, że bardzo dużo upłynie czasu zanim pojawię się w kraju afrykańskim. O mały włos, a byśmy przegapili lot i to nie z naszej winy.

Po przyjeździe odebraliśmy Czesława od naszego, dzielnego Wikinga. Czesiek tak się ucieszył z naszego powrotu, że aż dostał zapalenia pęcherza. Tę historię już znacie i wiecie jak się skończyła. Czesiek ma się dobrze i jest bardzo zadowolony, że wątki o jego osobie cieszą się sporą popularnością.  

Zaraz po powrocie z Maroko na fali afrykańskiego ciepełka wyszperałam w jednym z lumpeksów praktycznie nową (a może i nową bo tak metka wygląda) sukienkę z Zary. Zara za 25 zeta to jest dopiero łup. Dopiero po czasie zauważyłam, że sukienka ma niesamowicie cienkie ramiączka….no jakoś to będzie. A tak nawiasem co byście Dziewczyny (i Panowie) powiedziały/li na jakiś pościk o ciuchach? 

Na początku kwietnia zaliczyliśmy również dwie, niesamowite wystawy w Fotografiska. Jedna to wystawa fotografii słynnego Patricka Demarchelier, który jest autorem przepięknych zdjęć. Jest znanym fotografem gwiazd i jego zdjęcia są naprawdę niesamowite. Nieważne czy jest na nich gwiazda czy mało znana modelka – wszystkie są boskie.

Druga wystawa to wystawa prac, bo trudno te prace nazwać fotografią – duetu pań  – Amerykanki Sarah Cooper i Austriaczki Niny Gorfer. To co tworzą te dwie artystki to coś niesamowitego. To coś pomiędzy fotografią, a malarstwem. Wydrukowane zdjęcie jest – w zależności od wizji obszywane materiałami – można powiedzieć, że ubierają modelki na już gotowym zdjęciu. Następnie robią zdjęcie zdjęcia i „mieszają” w photoshopie. Dla niektórych nie jest to fotografia tylko grafika – wg mnie efekt jest niesamowity i tylko to się liczy.

Zaraz po wystawie wydarzyło się w Sztokholmie coś strasznego. Wielu ludzi dziwiło się, że dopiero teraz. Zamach terrorystyczny, który….niczego tak naprawdę nie nauczył rządu szwedzkiego. Tak mnie to ruszyło, że aż napisałam posta o moich odczuciach. Oj dostało mi się za ten pościk. Dowiedziałam się, że ten tekst był słaby ale dlaczego to już nie. Tak po prostu – słaby bo słaby. Aaa przepraszam jakiś głupio-mądry rodak wyjaśnił mi, że słaby bo pominęłam kilka przecinków (czasami je celowo pomijam bo czasami można przesadzić z nimi), a przecież jako absolwentka wydziału filologiczno-historycznego powinnam znać wszelkie zawiłości naszego, jakby nie było jednego z najtrudniejszych języków na świecie. No taaa tylko historia już dawno się odcięła od wydziału filologicznego do którego pasowała jak pięść do czoła. Historia to historia, a filologia to filologia. Historię mogą studiować dyslektycy, filologii raczej nie 😉 Cóż już się trochę przyzwyczaiłam, że zawsze znajdzie się ktoś kto będzie mi próbował udowodnić, że jestem idiotką i g… za przeproszeniem wiem. Ale co tam jak to mówi Pan B., dobry hejt nie jest zły – statystyki nabija ładnie.

Jak już jesteśmy przy postach to oberwało mi się również za tekst o ubieraniu się w krajach arabskich. Masakra. Ten post mi po raz kolejny pokazał, że niektóre z Was, bo to o dziewczyny chodzi nie czytają do końca i ze zrozumieniem. Wiele z Was zacietrzewiła się, że krytykuję osoby które noszą ciuchy powyżej rozmiaru L. Tekst był o tym, że masa lasek jedzie do takiego Maroko, Tunezji czy Egiptu w jednym celu – nakarmienia swojego ego obłapianiem przez Araba. Tak nawiasem to w tym poście jako przykład pokazałam też chude dziewczyny, które mają tak samo galaretę na udach i tyłku. Ja też mam galaretę, ale wstydzę się jej i nie wtykam jej na siłę w oczy innych osób. Mam też gdzieś, że ktoś musi swoją galaretę pokazać całemu światu, ale sorki w krajach arabskich to wygląda jednoznacznie i z tego co widziałam to robiły to chętnie szony. Nawet sobie nie wyobrażam co będzie jak napiszę post o ciuchach.

Po zamachu przyszły święta, których ja przecież nie obchodzę. Chcecie wiedzieć jaka jest moja, świąteczna tradycja? Wielkie pranie. W święta pralnia jest wolna cały dzień i tak sobie piorę od rana do wieczora, a że lubię to robić więc jestem cała szczęśliwa, że nie muszę jeść suchego mazurka.

Zaraz po świętach wyruszyliśmy na kolejną wyprawę. Tym razem naszym celem był Belgrad. Zanim to zrobiliśmy zrobiliśmy łapankę na niańkę dla Czesława. Udało nam się namówić Gabi, która jest autorką fantastycznego bloga zajrzyj tutaj do bloga Gabi . Jesteśmy jej za to bardzo wdzięczni! Cześka wszyscy kochają, ale jak wyjeżdżamy to niestety pojawia się problem kto go przygarnie :/ 

Tak więc Cześka zostawiliśmy w dobrych rękach i polecieliśmy do Belgradu. Nigdy nie wspominałam o tym, że uwielbiam obserwować ludzi w samolocie – to jak się zachowują.  Każda destynacja to inna narodowość i inne zachowania. Niedługo coś o tym napiszę więcej i pewnie znowu niektórzy z Was się na mnie obrażą. Belgrad jest przepiękny, ale nic więcej teraz nie napiszę ponieważ będą o nim odrębne posty. Ta wyprawa obyła się bez przykrych niespodzianek oprócz dziwnego tekstu Serbki na lotnisku, która gdy dowiedziała się, że jesteśmy z Polski oświadczyła nam (nie wiem po co i w jakim celu), że kiedyś u niej w domu sprzątała Polka. WTF?! Jakaś oferta pracy dla mnie? Czy takie „sympatyczne” zagajenie?

W Belgradzie zrobiłam coś pierwszy raz czyli spotkałam się z inną blogerką z Klubu Polki na Obczyźnie. Monika kilka lat mieszkała w Maroko o którym prowadzi bloga zajrzyj tutaj, a obecnie mieszka w Belgradzie i prowadzi bloga o Europie Wschodniej zajrzyj tutaj . Spotkanie było strzałem w dziesiątkę. Monika to fantastyczna dziewczyna i dzięki niej i jest serbskiemu chłopakowi dowiedzieliśmy się całej masy ciekawych rzeczy i odwiedziliśmy miejsca do których na bank byśmy nie trafili.

Pierwszy raz na wyprawie przydał mi się dodatkowy obiektyw.

Zawsze zabieram odpowiedni obiektyw, ale najczęściej to ja jestem modelką po skutecznym przymuszeniu Pana B. do zrobienia mi setki zdjęć. 

W kwietniu, a wcześniej w marcu dostałam pewne zaproszenie listowne. Skąd ten ktoś ma mój adres? Chyba czas na post o tym jak w Szwecji łatwo inwigilować i być inwigilowanym. To będzie post dla tych, którzy rwali sobie włosy z głowy na wieść o konieczności rejestracji numeru telefonicznego i dla tych którzy biadolą, że w Polsce jest straszna inwigilacja. Czas Wam uświadomić, że w Polsce nie jest tak źle jak uważacie i że to właśnie na Zachodzie (Szwecji) człowiek jest sprawdzany na każdym kroku. Wracając do listu to dziękuję za zaproszenie, ale potrafię sama czytać i analizować fakty i nie potrzebuję kogoś kto mi będzie wciskał w łeb swoją interpretację „faktów”. Nie po to walczyłam o „wystąpienie” z największej sekty świata żeby teraz wchodzić w kolejną. Bez urazy!

A na koniec coś dla wielbicieli jedzenia. Dawno nic na ten temat nie pisałam ale muszę Wam się pochwalić, że udało mi się zrobić pierwsze w życiu gołąbki (tyle ich narobiłam, że przez pół tygodnia je męczyliśmy). 

To jak Wam się podoba taki raporcik?

6 thoughts on “Podsumowanie kwietnia czyli o polskich sprzątaczkach i zaproszeniach religijnych.

  1. „Blog powstał z mojego lenistwa (wtedy jeszcze nie wiedziałam ile takie pitolenie zajmuje czasu) – nie chciało mi się ciągle odpowiadać na te same pytania. Szybciej było napisać kilkanaście zdań i dodać zdjęcia. „- jakbym czytała o sobie 😀
    Co do tego przekazywania adresów, to w USA jest podobnie. Wprawdzie jeszcze nie dostałam zaproszenia na spotkanie biblijne, ale wystarczy że wykupi się prenumeratę jakiejś jednej gazety albo zapisze do jakieś organizacji charytatywnej, a na nasz adres zaczyna przychodzić tona różnych ofert i przesyłek. Szaleństwo.

    Lubię to

  2. Podpatrywanie ludzi w samolocie to pikus bo zbyt duzo robic nie moga, ja pracujac na lotnisku uwielbiam patrzec na podrozujacych – odrazu wiadomo kto leci na spotkanie biznesowe a kto na charter all inclusive 😂😂👌👌👌

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s