Sesja Oli i Roberta czyli trochę o moich początkach nauki szwedzkiego.

Nigdy Wam nie opowiadałam o tym, jak się przygotowywałam do wyjazdu do Szwecji. Podejrzewam, że wiele osób wyjeżdża na tzw. pałę czyli bazując na znajomości języka angielskiego – bo przecież Szwedzi tak świetnie mówią po angielsku (jest to sprawa dyskusyjna), albo na jakoś to będzie czyli ktoś mi pomoże. O tym że wyprowadzę się za Bałtyk wiedziałam już rok wcześniej. Wiedziałam również, że Szwecja zapewnia darmowe kursy języka szwedzkiego. Mogłam jechać na pałę ale stwierdziłam, że może lepiej by było jednak liznąć podstaw tego dziwnego jakby nie było języka. Postanowiłam więc poszukać kogoś kto mnie go nauczy. Szukałam zarówno w szkołach językowych jaki i w ofertach prywatnych. Nie było łatwo – 4 lata temu był bum na język norweski. Druga sprawa to z doświadczenia wiem, że wolę nauczanie indywidualne i nauczyciela tyrana, który mnie zmobilizuje do nauki języka. W ten sposób trafiłam do młodej dziewczyny, która studiowała na Skandynawistykę. Miałam szczęście, że mnie przyjęła ponieważ ze względu na pracę i studia nie miała zbyt wiele czasu. Wiecie co? Nie mogłam trafić lepiej. Przez pół roku nauczyłam się masy rzeczy. Dotąd w najmniej oczekiwanym momencie otwierają mi się klapki w głowie z informacjami, które dostałam od Oli.

Jak to ja gdy widzę buzię, która ma coś w sobie to z reguły nie wytrzymuję i proponuję sesję. Ola początkowo była nastawiona sceptycznie do mojej propozycji. W końcu się zgodziła. Zdjęcia wyszły nam tak fajnie, że Ola wykupiła u mnie sesję, którą sprezentowała koleżance w prezencie urodzinowym.

Ola była też osobą która odprowadziła mnie do samej Szwecji. Tak się fajnie złożyło, że akurat płynęła do Karlskrony tym samym promem co ja. Dzięki niej trochę zapomniałam o stresie związanym z przeprowadzką. Z Olą mam cały czas kontakt – też z tego względu, że dzięki swojej pracy dosyć często odwiedza Szwecję. Jej ostatnia wizyta zaowocowała kolejnym zdjęciami. Taa jeżeli chodzi o zdjęcia to nie ma problemu żebym zabukowała bilety i poleciała do Polski. A zdjęcia….palce lizać. Mam nadzieję, że widać te iskry które przechodziły pomiędzy moimi modelami.

A takiego modela jak facet Oli to ja dawno nie miałam. Nic go nie krępowało – to że obok siedziała jego dziewczyna i Pan B, że leciały prztyki bo przecież trzeba sobie trochę podokuczać 😉 Miałam wrażenie, że chłopaka to jeszcze bardziej motywuje do tego żeby lepiej zapozować. Patrzyłam na niego i szczęka opadała mi coraz niżej. Kurczę – wiele tych tzw. modelek mogłoby się uczyć od tego faceta jak pozować. No cóż może Szkoci tak mają. Szkoci bo Robert przyjechał do Polski ze Szkocji żeby uczyć angielskiego. To co mnie w nim bardzo ujęło to to, że dla Oli uczy się języka polskiego i idzie mu fantastycznie.

O zdjęciach Oli nie trzeba nic pisać – wystarczy popatrzeć.

 

Po sesji usłyszałam od Pana B., że jestem prawdziwą kierowniczką na planie zdjęciowym – taa no gdzieś muszę sobie porządzić 😉

One thought on “Sesja Oli i Roberta czyli trochę o moich początkach nauki szwedzkiego.

  1. Piękna sesja, strasznie podoba mi się subtelność i to co wyciągnęłaś z tych osób. Ona zagadkowa i tajemnicza, on jakby dodatek do niej z tym szelmowskim uśmiechem. Świetnie 😀

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s