Majowe spotkania i nie tylko.

Maj właściwie rozpoczął się powrotem z Belgradu o którym już wkrótce będzie pierwszy post. Zaraz po Belgradzie zaczęłam się szykować do wyjazdu do Polski. Wyjazd prawie spontaniczny. Dwa miesiące wcześniej jeden kolega z mojej klasy zapodał temat spotkania klasowego. W tym roku minęło…..dwadzieścia lat od naszej matury i dziesięć od ostatniego spotkania. Takiej okazji nie mogłam przegapić. Zabukowałam więc bilety i czekałam na termin wyjazdu.

Pobyt w Polsce zaczęłam od wizyty u fryzjera – przecież nie mogłam się pokazać z wielkim odrostem! Tak nawiasem to w końcu znalazłam fryzjera z którego jestem zadowolona.

Jak zwykle musiały być i zakupy. Zakupy do dupy bo tak to można określić jednym zdaniem. W ramach spędzania czasu z rodziną dałam się namówić Mamie na odwiedziny Galerii Bałtyckiej. To była masakra! Jeden wielki hałas i wielkie nic. Nic mi się nie podobało! Chciałam coś sobie kupić i nie miałam co, bo nic mi nie pasowało. Nawet w drogich sklepach do których nie zaglądam nic nie było ciekawego. No tragedia! 

Skończyło się tak, że odłączyłam się od rodzicielki i poszłam na kawę.

Siedziałam w kawiarence z coraz bardziej kwadratową głową od tego galerianego hałasu, a moja Mama szalała po sklepach. I też nic nie kupiła. Na koniec przy kawie stwierdziłyśmy, że to była strata czasu i lepiej byśmy zrobiły idąc do jakiegoś muzeum.

Pobyt w Polsce postanowiłam też wykorzystać na spotkanie z właścicielami portalu do którego daję swoje teksty. To słynny Gdańsk Strefa Prestiżu – strona Strefy . Przyznam się szczerze, że jestem bardzo dumna z tego, że jestem ich „korespondentem”. Tak przy okazji polecam Wam Strefę ze względu na niesamowitą ilość fantastycznych zdjęć Gdańska, informacji i naprawdę świetnych tekstów, które tworzą fantastyczne osobowości. Tak więc jako całkiem nowy członek zespołu redakcyjnego przeszłam szkolenie i poznałam słynnych twórców Strefy.

Jak wszystkim wiadomo to czego mi brakuje na obczyźnie to kontakt z modelkami, a przynajmniej z osobami, które wiedzą z czym to się je. W ciągu tygodnia udało mi się zrobić dwie sesje zdjęciowe i jestem siódmym niebie ponieważ mam znowu pełno super zdjęć. 

Z jedną sesją to generalnie była grubsza sprawa. Już jakiś czas temu umówiłam się…..na lekcję wizażu u dziewczyny, która kiedyś również fotografowała, a teraz zrezygnowała z tego na rzecz wizażu i robienia biżuterii. Za lekcję wizażu miałam zapłacić zdjęciami na których będzie wyeksponowana biżuteria. Naszym króliczkiem doświadczalnym została Karolina, której już kiedyś robiłam zdjęcia. Przecudna dziewczyna, która mogłaby chodzić po światowych wybiegach. Na sesję i naukę przewidziałam około cztery godziny wiecie ile mi zeszło? Prawie siedem! Nie mogłyśmy się nagadać – tego mi strasznie brakuje na obczyźnie, tego fotograficznego paplania. Polecam Wam fp Basi na którym prezentuje swoje dzieła biżuteryjne – tutaj strona Basi są naprawdę przepiękne i wykonane z oryginalnych kamieni. Ceny myślę, że też bardzo dobre za takie cudeńka – wystarczy tylko skrobnąć do Basi.

Muszę się też pochwalić, że całkiem mi fajnie szło to malowanie i mam zamiar bardziej rozwijać się w tym kierunku.

No taaa ale tego dnia miałam spotkanie klasowe – całe szczęście, że Basia zrobiła mi make up dzięki czemu nie dość, że fajnie wyglądałam to jeszcze się tylko minimalnie spóźniłam. 

Pewnie jesteście ciekawi jak wypadło spotkanie….fantastycznie! Przyszło więcej osób niż się spodziewaliśmy. Niektórzy nic się nie zmienili. Było tak trochę inaczej – fajniej i ja np. odkryłam na nowo niektóre koleżanki – że super mi się z nimi gada. Postanowiliśmy też spotykać się częściej niż raz na 10 lat. Ciekawe czy nam to wyjdzie.

Jeżeli chodzi o spotkania to miałam jeszcze jedno – niespodziankę. Spotkałam kolegę z podstawówki i jaki wstyd – nie poznałam go! I znowu było fajnie pogadać chwilę i przypomnieć sobie, że jeszcze niedawno kłóciliśmy się pod klasą.

W ramach rodzinnego spędzania czasu zaprosiłam rodziców do nowego muzeum w Gdańsku. Muzeum stało się słynne jeszcze zanim je otworzyli baa zanim je wybudowali, ale o tym w osobnym poście, a mowa o Muzeum II Wojny Światowej. Powiem Wam jedno – warto wydać dwadzieścia złotych, ponieważ muzeum jest fantastyczne.

Przy okazji łażenia po Gdańsku odkryłam nowe, paskudne wieżowce, które coraz mocniej pchają się w przestrzeń Starówki. Strasznie mi się to nie podoba.

Oczywiście musi być i wątek Czesława. Jakiś czas temu Czesio miał problemy z pęcherzem i przy okazji wizyty zapytaliśmy weterynarza o karmę, którą karmimy Cześka. Niestety pomimo tego, że kupujemy taką z wyższej półki to jest to g.w..o. Prawda jest taka, że w Polsce świetna karma weterynaryjna kosztuje tyle co tutaj szit ze zwykłego sklepu. Tak więc od teraz będę wozić chrupy dla Czesława z Polski. 

Jednym z minusów pobytu w Polsce było tuczenie mnie przez moją Mamę. No ale sami wiecie – u Mamy najlepiej! Drugim minusem był powrót. Na lotnisku usłyszałam, że jestem chamką. Miałam czelność zwrócić uwagę pańci, która wepchnęła się do odprawy bez kolejki…nie ma to jak Cię cham wyzwie od chamów.

Tydzień zleciał jak w mordę strzelił, a w domu czekał na mnie mega foch. Czesław przez dwa dni karał mnie swoim ignorem. Taa nawet posta postanowił o tym napisać. Przez ten tydzień obdarzał swoim uczuciem Pana B. i dzielnie nadzorował remont przedpokoju. Jeszcze przed moim wyjazdem rozpoczęliśmy zrywanie tapet. Masakra – sześć warstw obrzydliwych tapet!

Czesław również szykuje się do posta niespodzianki 🙂 

A ja do wykorzystania kolejnej peruki.

Po moim powrocie zostaliśmy zaproszeni na oględziny nowego mieszkania mojej blogowej koleżanki Gabi. Chata w mega miejscu bo rzut kamieniem od Starówki – super dla osoby, która lubi imprezować ponieważ wokół jest zagłębie klubowe i knajpkowe.

A zaraz potem był wyjazd do Bośni. Cały tydzień w kraju w którym jest tylu turystów co kot napłakał. Oczywiście przed wyjazdem musiały być zakupy! Kapelusz się przydał.

A tak poza tym to wciąż czekamy na kartkę z Panamy, którą Gabi wysłała prawie pół roku temu. Za to z Rosji doszła zaskakująco szybko i bardzo dziękujemy Panu Mirkowi i Pani Wiolettcie za pamięć! Kartki zaczynają być moją nową/starą, zbieraczą miłością.

I na koniec muszę się pochwalić moim, nowym sukcesem kulinarnym czyli ratatouille z piersią kurczaka- przepis jak zwykle z niesamowitej Kwestii Smaku.

O sesjach zdjęciowych, Bośni, Muzeum II Wojny Światowej oczywiście będzie szerzej za jakiś czas. Ja się szykuję do wizyty gościa z Polski i znowu krótkiego wyjazdu do Gdańska. Czerwiec będzie intensywny…

6 thoughts on “Majowe spotkania i nie tylko.

  1. Kurcze, mi w tym roku stuknelo 15lat od matury, a znajomych widzialam chyba z dziesiec lat wstecz… szok, trzeba to nadrobic… Z planowanych zakupow tez zwykle wraca z pustymi rekami, lepiej mi idzie, kiedy sa to zakupy przy okazji, kiedy mam max 10min, mozesz sobie tylko wyobrazic ile perelek jestem w stanie wypatrzec 😂😂😂😂
    Ps. Chamstwa tez nie zniese 😁😁😁😁😁

    Polubione przez 1 osoba

    1. Najgorzej jak masz kasę i błogosławieństwo narzeczonego i….nic nie widzisz godnego uwagi :/ No ja patrzę na Twoje stylówki (ta spódniczka w kratkę to moja faworytka) 🙂

      Lubię to

      1. Spodniczka w krate to wlasnie takie zakupy przy okazji, mialam 20min do seansu z dzieciakami, wpadlam do Mohito, akurat stal wieszak z przecena, kosztowala 30zl… to co sie mialam zastanawiac?? 😂😂😂😂

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s