Chorwacja czyli jak mi przytarto nosa w Dubrowniku.

Do Chorwacji wjechaliśmy wczesnym wieczorem. Jak zwykle nocowaliśmy w hotelu na jakieś pipidówce. Już na dzień dobry zaistniała sytuacja, która nie wszystkim z mojej wycieczki się spodobała. Chorwaci oświadczyli nam, że mamy zapamiętać swoje miejsca, ponieważ na śniadaniu mamy usiąść na tym samym miejscu. Nie wiem o co chodziło – może o to żeby mieć nas razem w kupie. Mnie to rybka – ja tam lubię taki rygor i porządek. No ale jak to my Polacy – ciężko u nas z tym rygorem. Następnego dnia Chorwaci dostali białej gorączki widząc, że niektóre osoby pousiadały sobie na innych miejscach. To jeszcze było nic. Jedząc w najlepsze śniadanie nagle usłyszałam krzyk. Ktoś z chorwackiej obsługi zaczął się szarpać z jedną panią z mojej wycieczki. Okazało się, że chciała wynieść z sali trochę jedzenia ze śniadania. Wstyd na maksa. Oczywiście nie wyszła z tym żarciem – Chorwaci kazali jej zostawić. A ja sobie pomyślałam, że pewnie już mają niezłe doświadczenie z polskimi wycieczkami i dlatego nas tak pilnują.

Naszym pierwszym celem w Chorwacji był Dubrownik. Grupa dostała dwie propozycje zwiedzania miasta. Pierwszą było przejście dookoła murami i potem łażenie na własną rękę po mieście, a drugą popłynięcie krypą do wyspy, która leży nieopodal Dubrownika. Na krypie miała też być degustacja rakii. Jak myślicie, co wybrała grupa? Oczywiście chlańsko na krypie! Ja nienawidzę wody i po rejsie wodną taksówką w Ohrydzie powiedziałam, że nigdy więcej pływania dziwnymi krypami. Dostałam więc bilet na mury i sobie powędrowałam samotnie. Nie żałuję tego. Było fantastycznie. Chodziłam własnym tempem robiąc masę zdjęć, a kiedy chciałam mieć zdjęcie ze sobą prosiłam innych turystów, którym łatwo było się odwdzięczyć robiąc im też zdjęcie. Chłonęłam piękno niesamowitego Dubrownika bez skrzeku polskich przekup nad uchem. Niestety nie obeszłam całych murów. Gdzieś w połowie zorientowałam się, że nie zostało już mi zbyt wiele czasu i jeżeli chcę zobaczyć samo miasto to muszę zejść z nich wcześniej. Zaraz po zejściu ze zdumieniem zobaczyłam kolegę z Trójmiasta. Trochę mnie to zdziwiło bo przecież wszyscy właśnie mieli kolejny raz uchlewać się bałkańskim specjałem. Trochę mnie to wytrąciło z równowagi. W końcu się na kolesia obraziłam i od Ohrydu traktowałam człowieka jak powietrze. Postanowiłam więc, że udam że go nie widzę i spróbuję się bokiem przemknąć. Niestety, chłopak mnie zauważył i zawołał. Palnął głośno, że niby specjalnie go nie zauważyłam. Nawet nie myślę o tym jaka musiałam być czerwona na twarzy. Oczywiście zrobiłam dobrą minę do złej gry i zaprzeczyłam. Po pięciu minutach stwierdziłam, że już się na niego nie gniewam tym bardziej, że mi powiedział, że na bilecie na który weszłam na mury mogę też wejść do twierdzy, która jest kawałek od wejścia do głównego miasta. Kolega jak się okazało już kiedyś był w Dubrowniku i wiedział co i jak. Włączyłam więc motorek i poleciałam do tej twierdzy.

 

Tak się składa, że wtedy jeszcze nie byłam na etapie “Gry o tron” i nie wiedziałam, że przemknęłam kolo miejsca przy którym kręcone były sceny do tego serialu. Twierdzę obeszłam w szybkim tempie robiąc sobie sama zdjęcia ze statywu. Tak byłam zaaferowana tym wszystkim, że o mało nie spadłam z muru…. Dubrownik mnie totalnie oczarował i postanowiłam, że kiedyś go jeszcze odwiedzę.

Z Dubrownika pomknęliśmy na Trogir, a następnie na Szybenik i Rovinj.

Szybenik już zwiedzałam z przywróconym do łask kolegą z Trójmiasta. Kolega w trakcie mojej niełaski próbował sił u najmłodszej uczestniczki wycieczki. Dziewczyna faktycznie – przepiękna o urodzie Hiszpanki. Niestety (dla kolegi z Trójmiasta) kwiczała głośno za naszym pilotem. Jak się okazało potem, pilot postanowił wykorzystać okazję – ale o tym to już przy Słowenii, która była naszym ostatnim celem.

2 thoughts on “Chorwacja czyli jak mi przytarto nosa w Dubrowniku.

  1. Ja nie wiem, co jest z tymi Polakami i zabieraniem jedzenia ze stołówki… Czy to jakiś zakodowany odruch, że trzeba robić zapasy, bo może nie być później co jeść?? A Dubrownik rzeczywiście piękny, też chętnie tam kiedyś wrócę 🙂

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s