Słowenia czyli coś o napalonej 16-latce.

Słowenia….jak teraz sobie pomyślę o tym, że ludzie chwalą się po tego typu wycieczce, że zwiedzili jakieś państwo to chce mi się śmiać.

Do Słowenii wjechaliśmy późnym popołudniem. Tego samego dnia zwiedzaliśmy przecież jeszcze Rovinj w Chorwacji. Powiem szczerze, że trochę mnie to zezłościło. Fakt, że Piran nie powala wielkością, ale przyjeżdżając wczesnym wieczorem można sobie pomarzyć o dobrych zdjęciach przy świetle dziennym – równie dobrze można je było sobie podarować. To co zapamiętałam z Piran to przepyszna pizza – taka inna niż ta którą my znamy. Wiadomo, bliżej Italii to i pizza bardziej włoska. Pizza i smutek, że już koniec i trzeba wracać do zimnej Polski (na wycieczce byłam na początku października). Ze Słowenii wyjechaliśmy wieczorem i ruszyliśmy do domu. Gdzieś po środku czyli w Czechach kierowcy nas przebudzili i kazali wysiadać z autobusu. To była masakra! Większość osób spała, a tu nagle pobudka bo kierowcy mają przerwę. Dotąd nie rozumiem dlaczego nie mogliśmy sobie zostać w autobusie i pospać. Domyślam się, że to był kolejny układzik. Zatrzymaliśmy się na dużej stacji przy której znajdowała się knajpa i sklep wolnocłowy. Wiadomo – za przyprowadzenie grupy kierowcy mają darmowy posiłek.

Do Polski dojechaliśmy nad ranem. Powiedziano nam, że najlepiej zostawić wszystkie rzeczy w autobusie – oprócz walizek których i tak nie mogliśmy zabrać. Zostawiłam więc swoje rzeczy oprócz dokumentów, kasy i sprzętu fotograficznego. Dobrze, że zabrałam te rzeczy ponieważ po otwarciu autobusów nie dość, że był mega burdel bo jednocześnie wchodziły do autobusu osoby które nim jechały z osobami, które miały nim jechać do swoich destynacji w Polsce – to jak zobaczyłam swój plecak to serce mi stanęło. Plecak leżał na siedzeniu i był cały wybebeszony. Dobrze pamiętałam jak go zostawiłam i na pewno nie w takim stanie. Na pewno nie zostawiłam otwartej kosmetyczki z walającymi się dookoła tamponami. Musiał to zrobić kierowca, który nota bene już jechał do bazy. Zanim jednak wsiedliśmy do swoich autobusów mieliśmy ponad godzinę postoju. Skupiliśmy się w grupie wycieczkowej i czekaliśmy. W tym czekaniu mieliśmy pewną „rozrywkę” której dostarczyła nam nasza najmłodsza uczestniczka wycieczki. Już wszyscy wiedzieli, że małolata zadurzyła się w naszym pilocie. Nie wszyscy jednak wiedzieli, że pilocik postanowił skorzystać z wdzięków małolaty – no podobno tak nie do końca, ale coś tam było między nimi (wiem to od niej). Dziewczę popłynęło totalnie – podczas drogi siedziała koło niego i robiła maślane oczka. No taaa ale przyjechaliśmy na miejsce i pilocik zapomniał o małoletniej. Zapomniał ponieważ przyjechała po niego nadziana narzeczona (małolata wszystko wiedziała). Małoletnie dziewczę zaczęło łzy wylewać i mamrotać pod nosem, że zaraz wstanie i pójdzie powiedzieć pilocikowej narzeczonej, że go kocha i że on ją też. Prawie siłą ją powstrzymaliśmy od zrobienia takiej akcji. Teraz sobie myślę, że trzeba było ją puścić żeby gnojkowi narobiła obciachu. Założę się, że niejedną laskę tak obrócił w czasie wycieczki. Pilocik generalnie był niezły – nie rozliczył się z nami z kasy na koniec wyprawy. Ja np. nie weszłam do kilku miejsc i koleś doskonale o tym wiedział (na kolejnej pilotka rozliczyła się z każdego grosza). W każdym razie mimo wszystko podobała mi się ta wycieczka – poznałam kilka fajnych osób i to nie byle jakich. W trakcie wymieniania się adresami (wiadomo – zdjęcia) zauważyłam, że jeden z uczestników wyprawy ma takie samo nazwisko jak mój wykładowca ze studiów historycznych. Oczywiście musiałam mu to powiedzieć i okazało się, że są spokrewnieni. Świat jest mały! Za jakiś czas dowiedziałam się jeszcze, że facet jest kapłanem. Szczęka mi w dół opadła. No cóż, ksiądz też musi mieć urlop i nie musi się dookoła obnosić ze swoim zawodem. Bardzo go zresztą polubiłam i mamy cały czas kontakt ze sobą. A jeżeli chodzi o podróżowanie bez pary to można ale…..trzeba być nastawionym na niewielki ostracyzm ze strony par. W autobusie zawsze się można odciąć od współtowarzyszki słuchawkami i koniecznie brać jedynkę w hotelu. Ja akurat trafiłam na fajną panią, ale gdybym trafiła na którąś z tych co za mną siedziały to chyba bym w kajdankach wróciła z tej wyprawy. W każdym razie nawiązując do sprawy Magdaleny z Egiptu – to nie jest tak, że wszyscy się sobą interesują. Często jest tak, że przez te 10 dni nie poznasz niektórych osób i dopiero na końcu wycieczki odkrywasz, że to ludzie z Twojej grupy. No tak, ale co innego wycieczka na Bałkany a co innego Egipt. Powiem szczerze, że ja bym nie pojechała sama do Egiptu. Na objazdówkę może bym się jeszcze połasiła, ale nie wzięłabym jedynki. I mówię to dlatego, ponieważ słyszałam historie o tym jak za kobietami potrafią wejść do pokoju mężczyźni z obsługi hotelowej lub egipscy goście hotelowi. Możecie sobie mówić co chcecie, ale trzeba dmuchać na zimne i nie prowokować pewnych sytuacji – ubiorem również. Taa bo tak jak pisałam europejskie i amerykańskie turystki ubierają się jak szony 😉

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s