Czerwcowe podsumowanie.

Czerwiec był dla nas bardzo intensywnym miesiącem. Miesiąc temu pochwaliłam się wyjazdem do Bośni. Było super! Wróciłam z rekordową ilością zdjęć. Niesamowity kraj z boskim jedzeniem i cudnymi miejscami. Nie obyło się oczywiście bez moich „akcji zrobienia z siebie idiotki”, ale o tym za jakiś czas.

Czerwiec obfitował w kontakty ze szwedzką służbą zdrowia – temat, którego na bank jesteście ciekawi. Logopeda może nie do końca mieści się w tych ramach, ale mam zamiar opowiedzieć Wam jak taka wizyta wygląda, a przede wszystkim co się takiego wydarzyło, że wylądowałam u logopedy.

Za to na pewno pod służbę zdrowia podchodzi badanie mammograficzne. To było moje pierwsze tego typu badanie i chętnie Wam opowiem jak wygląda to tutaj. Już teraz mogę Wam napisać, że wszystko jest ok!

Zaraz po przyjeździe z Bośni zawitał do nas gość z Polski czyli mój Tato. Takie wizyty zawsze wiążą się ze wzmożonym zwiedzaniem okolicy. Bardzo mi się to podoba, ponieważ muszę odkleić się od komputera. Niestety mają też i swoje złe strony – mianowicie kleszcze. Taa mój Tato jest mistrzem w przyciąganiu kleszczy i tak jak dotąd nie widziałam w Szwecji kleszcza na oczy, tak teraz przyczepiły się do nas aż dwa. Najpierw jeden maszerował po Panu B., a potem drugi po moim Tacie. Na szczęście nic się do nas na dłużej nie przyczepiło. Za to nie pamiętam kiedy dostałam takiego ataku paniki 😉

Jak wycieczki za miasto to i przy okazji zbieranie materiałów do postów. Już niedługo kolejna opowieść o nawiedzonym pałacu.

Z Tatą udało mi się również zawitać na przepiękny cmentarz. To miejsce na którym spoczywa wiele znakomitych postaci szwedzkich – m.in boska Greta Garbo. Wyprawa skończyła się małą sprzeczką pomiędzy mną, a moim Tatą ponieważ trochę się zgubiliśmy. To spory cmentarz, który znajduje się w…lesie. Co z tego, że są plany cmentarza dla odwiedzających skoro osoba, która robi za przewodnika zapomniała okularów do czytania i do tego jest upartym dziadkiem, który nie chce się przyznać do tego, że nie widzi oznaczeń. 

Razem zawitaliśmy również do fantastycznego miejsca w którym pod nogami biegają jakieś, dziwne ptaszki a nad głową fruwają motyle wielkości dłoni. Dom motyli to miejsce, które będę Wam w tym miesiącu polecać.

W ramach rodzinnych wyjść zaliczyliśmy również jedną ze sztokholmskich wież widokowych. Tato był zachwycony, a ja Wam wkrótce o niej opowiem.

Nie obyło się również bez muzeum. Tym razem wybraliśmy się do Muzeum Armii. Muszę stwierdzić, że to faktycznie jedno z najfajniejszych muzeów w Sztokholmie (z tych które widziałam).

Tradycyjnie już zajrzeliśmy również do Fotografiska i…..komisyjnie stwierdziliśmy, że beznadzieja.

Strasznie nastawiałam się na wystawę Irwinga Penn – w końcu to fotograf światowego formatu gwiazd i ma naprawdę wspaniałe fotografie w swoim folio. To co pokazano w Fotografiska to jakaś popierdółka i zgrzytałabym mocno zębami gdyby nie moja karta roczna.

Oczywiście na wystawie, której motywem przewodnim były konie musiał być też element poprawny politycznie. Flaki już mi się przewracają od tej wszechobecnej poprawności politycznej.

Rok temu mój Tato wracając do Polski miał ciężkie przeżycia na lotnisku. Postanowiłam więc, że w tym roku polecę do razem z nim Polski. Stanie pod samolotem sprawia, że człowiek zaczyna szukać jakieś rozrywki. Taa w końcu i ja dołączyłam do posiadaczy zdjęcia z płyty lotniska.

A w Gdańsku….kilka dni, które zleciały nawet nie wiem kiedy. W głównej mierze poświęciłam je na łażeniu po mojej dzielnicy i robieniu zdjęć, które wkrótce wykorzystam do bardzo nostalgicznego posta.

Dałam się również namówić na odwiedziny w najbardziej znanej lodziarni w Gdańsku, która…no właśnie dotąd nie wiem, czy to ten stary Miś czy nowy. Lodziarnia jakiś czas temu miała pewne problemy w wyniku których powstały dwie lodziarnie – jedną z nich trzeba bojkotować – tylko pytanie którą.

W Gdańsku całkiem niedawno otworzono kładkę, która jak zwykle w projekcie wyglądała trochę inaczej. Nie wiem jak w innych miastach ale w Gdańsku jest tak, że projekt zawsze mocno odbiega od stanu faktycznego. W ten sposób w Gdańsku pojawia się coraz więcej paskudztw. Idąc do kładki zerknęłam również na łajbę, która zatonęła rok temu. Właścicielem jest obywatel brytyjski i chyba ma w nosie polskie prawodawstwo. No ale co tam – tyle syfu już zalega w Motławie, że jakaś tam łajba różnicy nie robi.

Nie będę ukrywać, że wyjazd do Polski podyktowany był obżarstwem. Niestety prawda jest taka, że takich czereśni i truskawek jak polskie w Szwecji nie znajdziecie. A ja już zacieram ręce bo za tydzień pędzę do Polski na wiśniowe obżarstwo 🙂

Jak Polska to obowiązkowo zakupy czyli ciąg dalszy kupowania cześkowej karmy i akcesoriów do malowania. W lipcu szykuje się masa sesji zdjęciowych!

Jak już mowa o Cześku to związku z tym, że Czesław stał się osobą dosyć publiczną założyliśmy mu własny fanpage. Jeżeli ktoś ma ochotę na codzienną porcję informacji okraszoną zdjęciem to zapraszam! – Tutaj fp Cześka.

Taa remont trwa ale już coraz bliżej końca.

Przede mną wakacyjny wyjazd do Polski. Jestem ciekawa jakie Wy macie plany wakacyjne 🙂

4 thoughts on “Czerwcowe podsumowanie.

  1. Bardzo fajnie przebiegł Ci czerwiec i pamiętam, że mówiłaś coś o wizycie taty. Ja akurat jestem w Polsce i mogłybyśmy się wreszcie spyknąćvjeśli Ty też 😉

    Lubię to

    1. Sabina, ja mam tylko 50 minut lotu i pod tym względem mam super. Ty masz zdecydowanie dalej 😦 (ale za to Sardynię za pasem, której ja z kolei Tobie zazdroszczę!) a płaszczyk swetrowaty to stara kolekcja z Reserved (mam dwa bo ja uwielbiam takie, długie swetry) Dzięki :*

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s