Podsumowanie lipcowe czyli jak spotkałam fankę Czesława.

Lipiec upłynął pod znakiem wyjazdu do Gdańska, niespodziewanych spotkań i sesji zdjęciowych. Ale od początku.

Wiele osób jest zdziwionych tym, że tak często pojawiam się w Polsce. A dlaczego mam nie korzystać z tego, że mam bilety za 40 zeta? Że lot do Gdańska to tylko 50 minut i czy to jest takie dziwne, że chcę pobyć z rodzicami? Tych dziwiących się informuję, że w okresie zimowym nie mam zamiaru ruszać się do Polski. A zresztą, czy ja się muszę komuś tłumaczyć?

Lecąc do Polski miałam jak zwykle zaplanowanych kilka rzeczy w tym obowiązkowo fryzjera. Taa powoli przyciemniam mój blond ale spokojnie – nie wrócę do ciemnych włosów.

Pobyt w Gdańsku to też zakupy – jak Wam się podoba moja nowa koszulka?

Pobyt lipcowy to oczywiście….obżarstwo wiśniowe na które czekam cały rok.

A wiśnie wiadomo – najlepiej kupione na najwspanialszej na całym świecie Hali w Gdańsku. Tego niestety brakuje mi w Sztokholmie.

Jak już jesteśmy przy jedzeniu to muszę przyznać się do mega obżarstwa, które zafundowała mi moja Mama. Nawet przy okazji wpadłam na pomysł żeby zrobić posta o tych cudach, które tworzy moja Mama.

Tym razem postanowiłam zebrać materiały do kolejnych postów o gdańskich muzeach i zaliczyłam galerię Zielona Brama. Świetnie się złożyło, ponieważ akurat była czasowo wystawiano obrazy XIX-wieczne. Świetna wystawa i naprawdę polecam – można ją zobaczyć do 10 września. Oprócz obrazów można również zobaczyć wystawę zdjęć powojennego Gdańska. Relacja wkrótce na blogu.

Dałam się również namówić na zwiedzenie miejsca w którym nigdy nie byłam wcześniej, a które znajduje się niedaleko mojej dzielnicy. To trochę zapomniany Szaniec Jezuicki. O tym miejscu również wkrótce opowiem.

Biegając po Gdańsku (dosłownie i o tym też będzie post) miałam okazję rzucić okiem na jedną z największych dewastacji w Gdańsku. Mowa o moście na Raduni niedaleko Wielkiego Młyna. Już nie tylko zardzewiałe kłódki, ale i masa nagryzmolonych wyznań paskudzi ten piękny most. Te rdzewiejące kłódki sprawiają, że korozja wchodzi na balustradę mostu a to oznacza, że którego pięknego dnia ktoś się oprze i wpadnie razem balustradą do wody. I czy to jest takie piękne? Przepraszam ale rzygam już argumentami typu, że w Paryżewie, Londku czy innej europejskiej stolicy też są takie kłódki. A my musimy tak jak inni? Z chęcią bym poszła z jakimś narzędziem i poucinała to paskudztwo, ale przecież zaraz mi Straż wlepi mandat za niszczenie mienia. 

Pobyt w rodzinnym mieście był dla mnie bardzo intensywny pod względem spotkań. Tak się złożyło, że zrobiłam dwie sesje zdjęciowe dziewczynom, którym robiłam zdjęcia kilka lat temu. Z Karoliną widziałyśmy się zresztą w maju.

A trzecia sesja z moją nową modelką Martą.

Dwie z trzech dziewczyn pozwoliły mi na zrobienie im makijażu i….wyszło mi całkiem całkiem oprócz tego, że biednej Marcie wpakowałam pędzel do oka. Jak widać na sesjach szalał też mój brat z którym nawet się przy okazji pokłóciłam o robienie zdjęć. Mój brat poczuł się drugim Helmutem Newtonem i postanowił robić swoją sesję, a idea była taka, że miał robić backstage na którym będę i ja. Efekt był taki, że wyszło na to, że jestem zazdrosna o zdjęcia o mojego brata!

Lipiec to ogólnie miesiąc obfity w sesje, ponieważ jeszcze przed wyjazdem zrobiłam zdjęcia siostrze Pana B. i jak poprzednim razem wyszły genialnie.

A zaraz po powrocie do Sztokholmu miałam okazję gościć przed swoim obiektywem (i malować) przepiękną Czeszkę Natalię. Pierwszy raz miałam okazję fotografować, prawdziwą modelkę agencyjną, która pozuje do sesji z prawdziwego zdarzenia. Przy okazji przetestowałam odkrytą na mojej dzielnicy ścianę moich, ukochanych liści. 

Jeżeli chodzi o spotkania to udało mi się umówić z moimi najlepszymi koleżankami z dzieciństwa czyli Kasią (której robiłam zdjęcia – tutaj o zdjęciach Kasi) i Patrycją. Zdjęcia nie będzie bo nie pokazuję zdjęć z dziećmi – no chyba, że to foty z sesji i mam na to zgodę rodziców. Wiecie co? To było fantastyczne spotkanie – trochę powspominałyśmy, powyrzygiwałyśmy sobie jakieś stare sprawy (mi się dostało za to, że Patrycję zostawiłam w liceum i przeniosłam się do szkoły z której po pół roku chciałam uciekać). Było super – już inaczej, doroślej ale najważniejsze było to, że wciąż mamy miliony tematów do rozmów.

Niespodziewanym spotkaniem było spotkanie w centrum handlowym Pani Violi, która była organizatorem mojej pierwszej wystawy fotograficznej. Wiecie co mi Pani Viola zaproponowała? Kolejną wystawę! Mam nadzieję, że coś w przyszłym roku się z tego wykluje.

Wracając z jednej z sesji spotkałam koleżankę z Muzeum Archeologicznego. Beata zmusiła mnie do zdjęcia z dzióbkiem – bo Beata to niezła szydera jest. Fajnie było ją spotkać i poplotkować przez chwilę.

Największym zaskakującym spotkaniem było spotkanie fanki mojego bloga, a przepraszam fanki Czesława. Dziewczynę zauważyłam już na lotnisku w Gdańsku. Prawdę mówiąc myślałam, że to jakaś Szwedka – taka jasna, wysoka blondynka. Możecie sobie wyobrazić moje zdumienie, kiedy w autobusie do Sztokholmu usłyszałam z jej ust pytanie „a co tam słychać u Czesława?” Zatkało mnie na dobrych, kilkanaście sekund. Oczywiście przez całą drogą gadałyśmy o blogu, życiu w Szwecji, Polonii i takich tam pierdołach. Aniu, pozdrawiam Cię i dziękuję Ci za te miłe słowa. Czesław również pozdrawia 😉 

A największą niespodziankę zrobiła mi Ola – moja nauczycielka szwedzkiego, która pewnego dnia do mnie zadzwoniła i zapytała czy jestem w domu. Pomyślałam, że może jest w Sztokholmie i będzie się chciała spotkać. Taaa….Ola stała pod moją klatką z koleżanką u której się zatrzymała. To była niesamowita niespodzianka! 

Tak więc siedzę teraz na milionem zdjęć i zastanawiam się kiedy to wszystko przerobię. Tym bardziej, że oprócz sesji i zdjęć z Gdańska mieliśmy też wyprawę szlakiem nawiedzonych miejsc z której również przywiozłam masę materiału.

Szukając informacji o nawiedzonych pałacach natknęłam się na masę innych miejsc w których straszy. I to jak straszy!

Przy okazji odwiedziliśmy miejsca do których pędzi pół Sztokholmu albo…nie wie o ich istnieniu.

A przede mną sierpień i już wiem, że będę miała gości, których dawno nie widziałam. No i będą dwa wyjazdy ale o tym za miesiąc!

 

2 thoughts on “Podsumowanie lipcowe czyli jak spotkałam fankę Czesława.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s