Budapeszt czyli dziunia obciera się o…

Jadąc przez Serbię w kierunku granicy z Węgrami nasza pilotka nagle oznajmiła, że możemy za niewielką opłatą dodatkowo zaliczyć nocne zwiedzanie Budapesztu. Większość autobusu zaakceptowała ten pomysł – i tak mieliśmy spory zapas czasu, ponieważ do Polski mieliśmy dojechać rano. Tak sobie myślę że to był kolejny, lewy interesik cwanej pilotki. Z Belgradu mogliśmy wyjechać kilka godzin później, które mozna było spędzić jak nie na chodzeniu to na dobrej kawie. Interesik zapewne polegał na tym, że węgierski przewodnik odpalał działkę cwanemu babsku.

Budapeszt przywitał nas deszczem. Zaraz na przedmieściach dosiadł się do nas węgierski przewodnik z polską żoną. To dzięki żonie nauczył się języka polskiego i posługiwał się naszym językiem prawie idealnie. Co to był za facet! Dawno tak się nie uśmiałam. Oprócz omawiania tego co mijaliśmy po drodze, opowiadał nam o życiu na Węgrzech, a wszystko przeplatał rubasznymi żartami. Oj te żarty chyba nie każdemu się podobały…

Zimno w tym Budapeszcie było jak cholera, ale zaliczyliśmy spacer po murach przy kościele św. Macieja, Wzgórze Gellerta i na koniec Plac Bohaterów.

Na Placu Bohaterów węgierski przewodnik zaczął opowiadać o historii kontaktów polsko-węgierskich. Plac Bohaterów to największy i najważniejszy plac w Budapeszcie. Na tym placu znajduje się pomnik z dwiema półkolistymi kolumnadami w których stoją figury ważnych postaci historycznych. Jak wiadomo swego czasu mieliśmy dosyć ścisłe kontakty z Węgrami. Pamiętając sytuację z kijowską przewodniczką, która opowiadała niesamowite bzdury – podeszłam blisko do przewodnika, żeby w razie czego dziada zawstydzić. Na szczęście nie musiałam. Madziar tak wszystko pięknie opowiadał, wplatając jeszcze anegdotki, że z chęcią słuchałam jego opowieści. Gdybym wiedziała co się w tym czasie będzie działo za moimi plecami to bym stała z panem B. Tak więc słuchałam Węgra, a Dziunia w tym czasie przepuszczała na Pana B. ostateczny atak. Ten mały kurwiszon (bo inaczej tego nazwać nie można) znowu kręcił się koło Pana B. Niby tylko przechodziła obok. Przeszła ale jednacześnie otarła się swoimi mini cyckami o Pana B., którego aż zatkało. Taa w koncu pojał o co Dziuni chodzi.

O wszystkim powiedział mi dopiero w autobusie, którym jechaliśmy juz do Gdańska. Bał się, że jeszcze coś jej zrobię.

Ta mala zdzira po kilku tygodniach przysłała Panu B. zdjęcia na których w większości była ona sama. W ten sposób mały blond kurwiszon zepsuł mi pobyt w Grecji. Dało mi to też trochę do myślenia. Zaczęłam się zastanawiać czy ktoś mnie też tak postrzegał na mojej singielskiej wycieczce, ale ja się w taki sposób nie zachowywałam…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s