Migawki wrześniowe czyli o drących japę gówniarzach.

Coś ten wrzesień był strasznie deszczowy w tym roku – w każdym razie w Sztokholmie. To mój pierwszy tak brzydki wrzesień w tym mieście. Irytująca sprawa, zwłaszcza jeżeli ma się mieć przez tydzień gościa z Polski. A tak się złożyło, że znowu do nas przyjechał mój Tato. A gość z Polski równa się łażenie po mieście.

Tym razem zajrzeliśmy do Skansenu. Okazja była niezła ponieważ akurat przypadł dzień otwarty. Powiem Wam, że nigdy więcej! Pomijam fakt, że w Skansenie byłam już trzeci raz (fakt, dzięki temu w końcu wszystko zobaczyłam), ale te zastępy bachorlandii to było coś koszmarnego. Ciągle coś się pętało pod nogami, popychało, darło jadaczkę, a do tego wszystkiego mamuśki-święte krowy. Połowę wycieczki spędziłam na zastanawianiu się czy mi też tak po urodzeniu dziecka mózg się zlasuje. Na koniec dobił mnie gówniarz, który wlazł do toalety – chyba tylko po to żeby sobie powrzeszczeć i nie chciał z niej wyleźć. A ja ciężarna stałam pod drzwiami zaciskając nogi i zęby ze złości (to pierwsze to z innego powodu). A mamusia oczywiście bezradna i szkoda, że jeszcze gnojka nie pochwaliła, że tak koncertowo darł japę w kiblu.

Pamiętacie jak mówiłam, że już więcej nie pójdę do Muzeum Vasy? Ano jednak poszłam – bo w końcu dla Taty można się poświęcić, prawda? Biedak też się kiedyś dla mnie męczył, to teraz ja też trochę mogę. Druga sprawa, to taką nam zrobił szafkę na przedpokoju, że trzeba go było jakoś za to nagrodzić. Wizytę w Vasie wykorzystałam zresztą do tego żeby zrobić lepsze zdjęcia no i tym razem obeszłam je od A do Z. Ale więcej już tam nie pójdę!

Za to udało mi się zaliczyć nowe obiekty czyli Muzea Transportu i Zabawek. Bardzo fajne miejsca i niedługo o nich napiszę.

Oprócz muzeów „zaliczyliśmy” też pałac w którym straszy, ale którego tak naprawdę na oczy nie widzieliśmy, forty z bardzo ciekawą historią (w jednym straszy) i kolejny pałac w centrum Sztokholmu (oczywiście z duchami).

Wizytę Taty wykorzystałam do wspólnej podróży do Polski. Wiecie co? Wrzesień to też dobry miesiąc na odwiedziny kraju. Jak mi w Sztokholmie brakuje takiego ryneczku na którym znajdę wszystkie owoce, a nie tylko trzy rodzaje jabłek i gruszek, cytrusy, nektarynki i brzoskwinie. A przepraszam jeszcze można kupić mini pojemnik malin i borówek amerykańskich z czego jak się ma szczęście odejdzie tylko 1/4. Tak więc pobyt w Polsce upłynął mi na pochłanianiu niesamowitych ilości malin, truskawek, śliwek i innych specjałów, które pod nos podsuwała mi Mama. Bo ciężarna musi dużo żreć!

Jak zwykle zaliczyłam fryzjera – bo ciężarna to też człowiek i jakoś musi wyglądać, no i zmusiłam się do zakupu pierwszych, ciążowych produktów. Nie wiem czy nie kupiłam namiotu w którym na tę chwilę tonę, ale Mama powiedziała w kulminacyjnym punkcie wielorybnictwa mogę potrzebować, aż tak wielkiego. No to jak trzeba to trzeba, a tak nawiasem straszny biznes robią na tych ciążach.

W Gdańsku była tak piękna pogoda, że ruszyłam tyłek i zaliczyłam dwa muzea. W jednym już byłam wcześniej ale jeszcze przed wielkim pożarem, a drugie czyli ECS odwiedziłam po raz pierwszy.

W sumie miał to być wyjazd bez zdjęć, ale trzeba od czasu do czasu odświeżyć profilowe brata i zadbać o profilowe przyszywanej kuzynki.

A na koniec jak już się wtoczyłam na salę odlotów spotkałam kolegę z podstawówki od którego dostałam bochen domowego chleba (chleb po prostu genialny). Szkoda, że tak w biegu ale miło było zobaczyć dawno niewidzianego kolegę.

We wrześniu nie obyło się również bez wycieczki. To chyba rok pod znakiem Bałkan, bo znowu polecieliśmy do kraju leżącego na Bałkanach czyli do tajemniczej Macedonii.

Wyjazd zaowocował masą zdjęć i oczywiście degustacją miejscowych specjałów o których wkrótce napiszę.

Niestety Macedonia będzie mi się bardzo przykro kojarzyć. Jak dotąd nigdzie nie widziałam tak zabiedzonych zwierzaków. Jestem pewna, że to nie do końca jest pozostałość po wojnie bałkańskiej, ponieważ koty w tym kraju mają się całkiem dobrze. Macedonia jest coraz bardziej zalewana przez Albańczyków. Powiem tylko tyle: Mahometa użarł pies i teraz biedne psy muszą za to cierpieć.

I na tym skończył się wrzesień, a październik zaczął się bardzo intensywnie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s