Migawki październikowe czyli o pechu, ciąży i duchach.

No i kolejny miesiąc za nami. Kolejny, ponury ponieważ sztokholmska jesień w tym roku nas nie rozpieszcza. Owszem było kilka dni słonecznych i całkiem ciepłych, ale wtedy kiedy my pociliśmy się w Lizbonie.

Taa Lizbona była naszym, ostatnim, wspólnym wypadem w tym w tym roku. Lizbona to po prostu bajka i mogę powiedzieć, że Barcelona to nawet się nie umywa do tego miasta, aczkolwiek jedzenie tak samo słabe.

W Lizbonie oprócz łażenia całymi dniami zaliczyliśmy nietypowe muzeum – miejską elektrownię. Fantastyczna sprawa dla osób lubiących takie klimaty.

Pomimo paskudnej pogody zrobiłam sobie też spacerek po Sztokholmie i znalazłam w samym centrum miasta niezłą perełkę w której straszy.

Dzięki niespodziewanej prośbie o kartki dla dzieci z Polski wybrałam się do Junibacken. To muzeum szwedzkiej literatury dziecięcej z dużym naciskiem na twórczość Astrid Lindgren. Fajne miejsce i niedługo Wam o nim napiszę.

W październiku nieoczekiwanie sypnęły mi się sesje zdjęciowe. Jedna przy okazji przyjazdu specjalnego gościa z Polski, a druga na zlecenie Mamy mojej byłej uczennicy. Teraz to dopiero tonę w fotach.

W październiku udało nam się w końcu spotkać z Gabi, która jak wiecie również prowadzi bloga o Szwecji. Niestety Gabi na początku przyszłego roku przeprowadza się do Wiednia. Nie wiem jak to powiedzieć Czesławowi, że jego ulubiona ciocia/niania go opuszcza.

Niestety ta jesień jest dla nas nieco pechowa. Pamiętacie post o pechu Pana B. – ( tutaj o pechu )? To było dokładnie trzy lata temu. Tej jesieni najpierw mieliśmy pecha w Macedonii i wracając z Macedonii, następnie przeżyliśmy niezły stres związany z podróżą do Lizbony, a na koniec rozbite auto – na „szczęście” nic się nikomu nie stało. Trochę się tego znowu nazbierało.

A na koniec dwie wizyty na usg, plus wizyta u położnej. Tak, wiemy co to będzie za wyjec ale jeszcze nie powiemy. W związku z tym, że wizyta u położnej przypominała największe olewactwo świata, muszę zrobić badania w Polsce i wtedy też potwierdzę płeć maleństwa. Taa w Polsce za kasę mogę zrobić cuda na kiju, tutaj już nie mam takich możliwości. Oj zbiera mi się na na szwedzkie położnictwo – ale nadal twierdzę, że podejście do pacjenta to niebo a ziemia w porównaniu do tego co jest w Polsce.

A w listopadzie ostatnia w tym roku podróż do Polski, sesje zdjęciowe, fantastyczna, międzynarodowa impreza urodzinowa i zwiedzanie kolejnych muzeów w Sztokholmie i najważniejsze…..koniec remontu!

One thought on “Migawki październikowe czyli o pechu, ciąży i duchach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s