Migawki listopadowe czyli o tym jak zostałam najgroźniejszą blogerką w Szwecji.

No to mamy kolejny miesiąc za sobą. Listopad minął mi wyjątkowo ekspresowo. W listopadzie ostatni raz w tym roku odwiedziłam Polskę.

Pobyt w Polsce minął pod hasłem zakupy. Dziadek Bigosław uparł się, że wyprawka dla wyjca to jego zadanie – no i tak przez kilka dni obskakiwaliśmy centra handlowe i stronę znanego serwisu aukcyjnego. Nawet Dziadek uległ manii zakupów i sam wyszukiwał śpioszki, czapki i kombinezony. Tak nawiasem to nie wiedziałam, że dzidziuś potrzebuje aż tylu rzeczy. Za czasów mojego brata było łatwiej – bo prawie nic w sklepach nie było 😉 Tak więc wyprawka praktycznie skompletowana tylko teraz Dziadek musi ją w styczniu przytargać do Sztokholmu. Wizyta w Gdańsku była też wymuszona koniecznością zrobienia badań krwi i wizytą u gina. Wyniki ok (przestałam czytać fora ciążowe w internecie wg których przez głaskanie kota mogę zarazić się toxoplazmozą) ale sama wizyta u lekarza….porażka. Wszystko zresztą wiecie z mojego postu o prowadzeniu ciąży w Szwecji. Post cieszył się ogromnym powodzeniem – także wśród panów z których jeden nie omieszkał mi napisać, że się zachowuję jak święta krowa i z racji brzucha oczekuję specjalnego traktowania. Zaszłam w ciążę to mam teraz cierpieć i nie wymagać cudów na kiju. I co tu za takim mądralińskim zrobić?

Będąc u Mamy musiałam oczywiście przejść przez dokarmianie – bo jestem za chuda, mam zbyt mały brzuszek i głodzę dziecko. Patrząc na reakcje sąsiadów i znajomych mam wrażenie, że wszyscy czekają kiedy w końcu przytyję i przestanę być szczupłą osobą.

Pewnie byłabym jeszcze chudsza gdyby nie chrapka na lody. Nie wiem czy już nie pamiętam smaku lodów śmietankowych Calypso czy ciąża sprawia, że tak bosko smakują w każdym razie trochę się nimi poobżerałam. Patrząc na obrazek przyszła mi też do głowy taka myśl – co by w poprawnej politycznie multi-kulti Szwecji powiedzieli na takie opakowanie lodów 😉

Pomimo słabej pogody sporo spacerowałam po Gdańsku. Lubię sprawdzać co się zmienia w moim mieście i tak zawędrowałam pod drzwi oszpeconej kamienicy niedaleko Długiego Targu. Podreptałam również zobaczyć nowe paskudztwo, którym „ozdobiono” miasto. Tak, mówię o napisie, który ma chyba potwierdzić turystom to w jakim są mieście.

Udało mi się również zaliczyć dwa muzea w których dotąd nie byłam. Do Dworu Artusa już kilkukrotnie robiłam podchody, ale albo był zamknięty albo akurat była przerwa na obiad. Tym razem udało mi się. Przy okazji zobaczyłam odbudowaną fontannę. Niestety w Gdańsku wszystko musi być zrobione po łebkach. Fontanna została oddana do użytku ale…..musi coś w być niej naprawione. Ale co tam Gdańsk ma tyle forsy, że sobie może pozwolić na niedopatrzenia i finansowanie napraw (w tym przypadku chyba wyjątkowo koszty poniesie kto inny). O Dworze Artusa oczywiście za jakiś czas znajdziecie post na blogu.

Drugim muzeum było Muzeum Poczty Polskiej. Niewielkie muzeum położone trochę na uboczu i pewnie dzięki temu mogłam je zwiedzić bez towarzystwa innych zwiedzających. O tym muzeum również będzie na blogu.

Jak wizyta w Polsce to musowo fryzjer i dentysta. Normalnie mam fioła na punkcie zębów ale w ciąży mam podwójnego. I to nieprawda, że w ciąży wypadają plomby i nie można brać znieczulenia. Taa szykuje się post o idiotycznych teoriach na tego co można a czego nie w ciąży. Niestety to już ostatnia wizyta u fryzjera i dalej będę skazana na siebie więc…..za moment mogę już nie mieć takich fajnych włosów.

Z Polski jechałam z pełną walizką (w miarę lekką) i do Szwecji oprócz części wyprawki przytargałam prezenty, a wśród nich kalendarze z moimi zdjęciami i nowe odbitki, które wylądują na naszych ścianach i na planowanej wystawie.

A tak poza tym to listopad był mocno towarzyski. Zaraz po moim powrocie wylądowaliśmy na fantastycznej imprezie urodzinowej na której poznałam współwłaściciela największego, polonijnego portalu w Szwecji.A co tam – pochwalę się. Od Pana M. dowiedziałam się, że jestem najgroźniejszą blogerką w Szwecji!

Wspominałam już wcześniej, że moja koleżanka Gabrysia (ta od bloga) przeprowadza się do Wiednia. Tak się złożyło, że tracę jedną koleżankę a zyskuję nową – Monikę, która dwa tygodnie temu przeprowadziła się do Sztokholmu – o Monice o Duszku pisałam już wcześniej: zajrzyj tutaj .

Pod koniec listopada w Szwecji zaczyna się szał jarmarków świątecznych. W tym roku sezon jarmarkowy rozpoczęliśmy na zamku w Uppsali. Ten jarmark podsunął mi pomysł na post świąteczny o szwedzkich jarmarkach.

A tymczasem czekam z czym w tym roku wystrzeli dom handlowy Ahlens (w zeszłym roku była afera ze Świętą Łucją) i szykuję się na rajd po jarmarkach. W grudniu mam zamiar uraczyć Was dwoma postami o tematyce świątecznej (nie, nie zmieniłam zdania i nadal nie obchodzę świąt), zabiorę Was w dalszą podroż po Izraelu, być może zdradzę pikantne szczegóły z funkcjonowania klubów internetowych i……..będziemy świętować ósme urodziny Czesława!

 

5 thoughts on “Migawki listopadowe czyli o tym jak zostałam najgroźniejszą blogerką w Szwecji.

  1. Hej, super że to robisz, Twoje historie czytam cały czas, pewnie to możesz zobaczyć w stat na google, pozdro dla Błażeja (sorry, tylko jego udało mi się poznać osobiście) cieszę się Waszym szczęściem z Bejbe, naprawdę super, trzymaj tak dalej:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s