Migawki lipcowe czyli duchy, brzuszki itd.

Można powiedzieć, że połowa lata za nami. Lato masakra. Sami zresztą wiecie, bo czy to Szwecja czy Polska czy UK to wszędzie wszystkim doskwierają upały.

Nam się nie tylko upały dały we znaki, ale i ząbki które zaczęły się wyrzynać Małej Bździągwie. Na szczęście nie było tak źle jak to niektórzy opisują i mamy w tej chwili kasownik dolny. Zbieramy siły przed następną fazą ząbkową.

Co poza tym? Sesja zdjęciowa i to nie byle jaka bo brzuszkowa. Moi pierwsi, blogowi klienci, przepraszam już całkiem dobrzy znajomi. O sesji wiadomo już niedługo w kolejnym poście.

W lipcu zostaliśmy zaproszeni na urodziny do klienta i zarazem dobrego znajomego Pana B. Miało być tak, że idziemy wszyscy a po godzince ja z Dzidziunią zmywam się na spacer.  Było tak fajnie, że zostałyśmy do końca. Na urodzinach miałam okazję zobaczyć jak flegmatycznie kibicują Szwedzi – akurat tego dnia grała Szwecja. Nie jestem fanką piłki nożnej ale miałam ochotę wstać i zacząć dopingować szwedzkich piłkarzy, a te szwedzkie ciapciaki nic. Siedzą i tylko stękają. Chyba jeszcze zbyt mało mieli wypite.

Lipiec to przede wszystkim weekendowe wypady na spacery. Najczęściej nad okoliczne jeziora. Byliśmy nad Källtorpssjön (tym razem południowa część), Ältasjön (jeszcze tu wrócimy) i jezioro Mälaren.

Zaliczyliśmy również miejsca w których straszy. Z jednego zostałam delikatnie przegoniona. Chyba niepotrzebnie palnęłam o duchach.

W Stenninge byliśmy dwa lata temu ale wtedy nie obeszliśmy całego kompleksu. Niesamowite miejsce które wszystkim polecam na spacer.

I jeszcze pałac w Hågelbyparken w którym nie straszy ale warto rzucić na niego okiem.

A poza tym to lipiec był miesiącem rozstapiania się. W Sztokholmie i pewnie nie tylko w Sztokholmie jest problem z dostaniem wiatraków. Jedno wiem….odechciało mi się wyjazdów do krajów azjatyckich. Dziękuję bardzo za to lepienie się i robale (tego też jest więcej niż w latach poprzednich).

Nudny ten lipiec co? Zero afer – no oprócz kilku obrażonych moim postem osób o gaszeniu pożarów w Szwecji, dziecko nadal grzeczne, ja praktycznie wróciłam do wagi wyjściowej (czego też mi niektórzy nie mogą wybaczyć) i czekam na wrzesień w którym będzie się sporo działo.

Za to w sierpniu pewnie w końcu zaliczę którąś ze sztokholmskich galerii, dalsze poszukiwania nawiedzonych miejsc, spacery – jeszcze mamy całą masę tras do obczajenia, urodziny Pana B. i pewnie coś tam jeszcze.

No to pochwalcie się swoimi wakacjami – niech mi gul skoczy, że kibluję w domu.

Jedna uwaga do wpisu “Migawki lipcowe czyli duchy, brzuszki itd.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s