Migawki wrześniowe czyli jak opieprzałam młodzież.

I kolejny miesiąc za nami.

Wrzesień zaczął się urodzinową imprezą naszej koleżanki. To była kolejna impreza Dzidziuni i jak zwykle nasze dziecko siedziało grzecznie (tak wiem, niedługo to się może zmienić). Na urodzinach miałam okazję zobaczyć szwedzki model wychowania dzieci czyli dzieci biegają, wrzeszczą i generalnie robią co chcą, a rodzice albo udają że nie widzą albo grzecznie proszą żeby dzieci nie biegały (bo przecież kategorycznie zwrócić uwagi nie można). Szczerze mówiąc średnio mi się to podobało i ja będę się starała ułożyć moje dziecko tak jak mnie wychowali moi rodzice czyli dzieci mają swój kąt i nie latają z wrzaskiem wśród dorosłych.

Wrzesień rozpoczął się również wyczekiwanymi wyborami. Pisałam już jak to wyglądało zajrzyj tutaj i pewnie coś jeszcze napiszę bo kotłuje się w tej Szwecji i jak na razie jeszcze nic nie wiadomo oprócz tego, że największy w rządzie idiota wyleciał z niego z hukiem.

Na wrzesień zaplanowaliśmy podróż do Gdańska zanim jednak pojechaliśmy do Polski przyjechał do nas mój Tato. Jak przyjeżdżają goście to wiadomo że trzeba ruszyć tyłek z domu i trochę pozwiedzać. W sumie nic nowego nie zwiedziliśmy ale….wybraliśmy się nad jezioro Ältasjön, które tym razem obeszliśmy dookoła.

Wybraliśmy się również do Parku Narodowego Tyresta i tym razem udało nam się zwiedzić część wystawową i dotrzeć do drugiego jeziora. Fajny ten park i jak Dzidziunia będzie większa to wybierzemy się na inne trasy teraz niestety dla nas niedostępne.

Trzecim miejscem była Uppsala. Niestety zbyt wiele nie pokazaliśmy mojemu Tacie ale był bardzo zadowolony z tego co widział, a ja w końcu zobaczyłam teatr anatomiczny. Przy okazji stwierdziłam, że ten mój Tato to jednak nie jest taki sztywniak (w domu stwierdził, że mógł się rozebrać i dopiero wtedy położyć na stole). Do Uppsali wrócimy bo jeszcze jednej rzeczy nie widziałam. Tak przy okazji nie wiem o co chodzi ale ciągle wracamy do tego miasta. W Uppsali zobaczyłam też kolejny przykład szwedzkiego modelu wychowania dzieci. Tak się złożyło, że w katedrze akurat była wycieczka dzieci wśród których były polskie dzieci i polski opiekun. Hałasowali strasznie ale ok, ja też byłam szczylem i czasami nie potrafiłam dostosować tonacji głosu do miejsca. Szlag mnie jednak trafił kiedy zobaczyłam, że gówniarze robią sobie jaja z jednej figury. Nie wytrzymałam i zwróciłam im po polsku uwagę. Mina gnojków była po prostu bezcenna. Tak jakby pierwszy raz w życiu ktoś im zwrócił uwagę. Rozpierzchli w trzy sekundy. Zanim jednak to zrobili odezwała się do mnie zachuszczona gówniara. Zabiłam ją wzrokiem myśląc sobie że ciekawe co by zrobili wyznawcy jej wiary w jej świątyni widząc takie zachowanie chrześcijan.

Korzystają z ładnej pogody wybraliśmy się z Tatą do Centrum. Mieliśmy w jedną stronę iść na piechotę a  z powrotem wrócić metrem. Skończyło się tak, że wracaliśmy piechotą – zrobiliśmy ponad 10 km. To była wyprawa pt. trzeba dać piwo kanalarzowi bo mój Tato wymyślił sobie zdjęcie jak to daje piwo ludzikowi wychodzącego z kanału. Ma facet fantazję, co?

A tak poza tym Dziadziuś codziennie zabierał wnusię dwa razy na spacer i tak się przejął tymi spacerami, że któregoś dnia dziecko zaczęło posmarkiwać. Skończyło się kilkudniowym szlabanem na spacery.

Do Polski polecieliśmy w czwórkę. 

Pobyt w Gdańsku był jak zwykle bardzo intensywny. Przede wszystkim byłam umówiona z kolegą na sesję rodzinną.

I spotkanie klasowe, które postanowiliśmy zorganizować przy okazji naszego przyjazdu. Tak jak rok temu udało się zebrać prawie całą moją klasę ze szkoły średniej tak z podstawówki jak zwykle przyszła garstka. Fakt, że sporo osób wyemigrowało ale sporo osób mieszka w Gdańsku i nawet nie raczyli znać, czy będą czy nie. W każdym razie spotkanie było fajne i mam nadzieję, że za niedługo je powtórzymy. 

A od kolegi od sesji znowu dostałam chleb. Nie wiem czy pamiętacie ale rok temu spotkałam Olafa na lotnisku i dostałam od niego własnoręcznie pieczony chleb. Takiego chleba to ja nigdy w życiu nie jadłam. Teraz znowu leciałam z zapasem chleba. Olaf często bywa w Trójmieście więc jakby ktoś chciał kupić prawdziwy, zdrowy chleb bez chemicznych ulepszaczy to niech da znać.

Tym razem udało mi się spotkać z Karoliną. Pogadałyśmy, pofociłyśmy i jak zwykle wyszły nam cudne foty.

I jak to w Gdańsku niby coś nowego ale tak zaśmieconego, że głowa boli. Zastanawiam się kiedy nauczymy się przestać rzucać śmieci pod nogi.

Oprócz tego ktoś nam sprzedał brzydką zarazę, ja wróciłam z Polski zakatarzona i….wygarnęłam koleżance co myślę o jej nowym związku. Tak więc straciłam zaczadzoną koleżankę i mam temat na kolejnego posta o straconych znajomościach przez nowych partnerów. Co myślicie o takim poście?

To było na tyle a październik zapowiada się mega intensywnie bo dwa wyjazdy przed nami!

5 uwag do wpisu “Migawki wrześniowe czyli jak opieprzałam młodzież.

    1. Nie radzą sobie chociaż w oficjalnych mediach jest wszystko wspaniale. Szczerze mówiąc to nawet mi się nie chce zaglądać w artykuły o kolejnym gwałcie, napaści i morderstwie dokonanym przez tzw. uchodźcą który pluje wszystkim twarz wiedząc, że i tak mu g… za przeproszeniem zrobią bo wydalenie do kraju jest wg Szwecji niehumanitarne. Za jakiś czas rozwinę wątek w poście. Pozdrawiam!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s