Sesja Olafa i Julki czyli o rodzinnej sesji w Gdańsku.

Jakoś tak fajnie się składa, że często moimi klientami są moi koledzy z podstawówki. Na koncie mam sesje z chrzcin i sesje rodzinne. Śmieję się że dzięki fotografii jestem obecna na różnych uroczystościach i poznaję następne pokolenia rocznika 77.

Rok temu na lotnisku kiedy wracałam do domu nagle ktoś mnie zawołał. Patrzę, a to mój kolega z klasy z podstawówki – Olaf, którego nie widziałam dobrych parę lat. Olaf akurat leciał odwiedzić kolegę w Norwegii. Pierwsze co usłyszałam od Olafa to czy chcę chleb. No co za pytanie! W Szwecji dobry chleb kosztuje krocie, a taki swojski własnoręcznie robiony bez tych wszystkich ulepszaczy to marzenie. Chleb dostałam i tyle Olafa widziałam bo już biegł na swój lot. Zgadaliśmy się potem na fejsie i dowiedziałam się, że Olaf w międzyczasie ożenił się, że ma córeczkę no i że teraz mieszka w UK. Aaa i że odkrył w sobie pasję pieczenia chlebów. Powiem Wam, że takiego chleba to ja jeszcze w życiu nie jadłam. Ten chleb można jeść bez niczego – jak ciasto.

Pogadaliśmy i przycichło. Na wiosnę Olaf zastukał do mnie na fejsie z pytaniem kiedy będziemy w Polsce bo chciałby zrobić pamiątkę córeczce i zafudować jej sesję fotograficzną. Dogadaliśmy się i ustaliliśmy spotkanie na wrzesień. Wpadłam też na pomysł żeby przy okazji zorganizować spotkanie klasowe. Ostatnie spotkanie klasowe było dobrych kilka lat temu i fajnie byłoby się spotkać. Spotkanie niestety wyszło jak wyszło – tzn. przyszło niewiele osób i to jest rozczarowanie ale pomimo niewielkiej frekwencji było super i postanowiliśmy coś zorganizować w następnym roku.

Za to sesja…..chyba super tzn. ciężko było. Julka jak to trzylatka bardzo się wstydziła nawet nie wiem czy mnie czy Pana B. Jak się oswoiła to chciała zdjęcia na swoich warunkach czyli bez Taty bo Tata psuje kadr, a ona chce machać spódniczką, kłaść ręce na bioderkach i mówiąc wprost pozować jak prawdziwa modelka, a Tata to tylko marudzi, chce brać na kolana i stęka że Julka ma siedzieć spokojnie. O nieruchomym pozowaniu nawet nie było mowy. Musiałam chwytać momenty, a Olaf pionizować lodami na które po sesji mieli iść z Julką. Bałam się, że nic mi nie wyjdzie bo Julka to żywe srebro. Wyszło i to tyle, że miałam problem z wyborem. A na koniec Julka była zawiedziona, że jak to – to już koniec???

I jeszcze jedno…uwielbiam kiedy moi modele mnie zaskakują. Po Olafie nie spodziewałam się, że tak fajnie potrafi pozować – a może nie pozował tylko był sobą? Nie wstydził się, był naturalny i strasznie się cieszę, że dołączył do mojej „klasowej” kolekcji.

3 uwagi do wpisu “Sesja Olafa i Julki czyli o rodzinnej sesji w Gdańsku.

  1. Pięknie wyszło. Powiem szczerze, że mi się marzy taka sesja na luzie, w terenie, z moją rodzinką (mojemu mężowi niestety nie), bo to wspaniała pamiątka.

    Polubienie

    1. Dziękuję! I namawiaj męża bo to jak mówisz super pamiątka. Fajny był kiedyś zwyczaj chodzenia przy różnych okazjach do fotografa. Chyba przy najbliższej okazji zaciągnę moją rodzinkę do Pana fotografa (jeszcze jeden się w Gdańsku ostał).

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s