Grudniowe migawki czyli awantura o Łucję.

W końcu ten okropny rok się skończył. Tak, był okropnie ciężki. Pojawienie się Dzidziuni zmieniło wiele w moim życiu. Wiele zmieniło w relacjach z bliskimi osobami i też ze znajomymi. No ale to temat na inny post.

Zastanawiałam się nad zrobieniem podsumowania rocznego ale zrezygnowałam z tego pomysłu. Myślę, że jeżeli ktoś zagląda regularnie na blog doskonale wie co się u prowadzącej go osoby dzieje i nie trzeba mu wciskać postu po którym czuje, że tylko zmarnował czas.Tak więc tradycyjnie jak co miesiąc oprowadzę Was po tym co się u nas działo w ubiegłym miesiącu.

Grudzień zaczęliśmy imprezowo – to w ogóle był bardzo imprezowy miesiąc. Zaraz na początku miesiąca zaliczyliśmy imprezę pępkową u Ignasia, którego fotografowałam kilka miesięcy temu w brzuszku Angeliki. Impreza super ale z pewnym podtekstem. Jeżeli gospodarze nie będą mieli nic przeciwko to napiszę o perypetiach jakie się z nią wiązały. Temat ciekawy bo pokazuje jaką mają opinię wśród Szwedów.

Jak imprezy to też nasze pępkowe na którym byłam tak zaaferowana, że nie zrobiłam ani jednego zdjęcia którym mogłabym się tu pochwalić – tzn takiego które mogłabym opublikować. Nadal uważam, że z publikacją zdjęć dzieci powinno się być ostrożnym.

Ze spotkań to jeszcze spacer po jarmarku z Pauliną. Jednogłośnie stwierdziłyśmy, że sztokholmski jarmark to jakaś popierdółka, no ale fajnie było się spotkać i napić dobrej kawy.

W grudniu zasypało Sztokholm i muszę przyznać, że wszystko wyglądało bajkowo.

Grudzień to afera o Łucję. Afera w Szwecji ale też i na moim blogu i fp. Cieszę się, że moi czytacze są aktywni ale w momencie kiedy ktoś próbuje mi udowodnić że jestem zacofaną idiotką – wybaczcie ale tego nie będę tolerować. Nie będę też tolerować bezczelnych ataków sugerujących, że jeżeli blog jest publiczny to każdy może na nim wylewać wiadro pomyj – oczywiście pod moim kierunkiem. Jeszcze raz powtarzam. Blog jest mój, za moje pieniądze i jak się komuś nie podoba to hej då! Będę pisać o tym co mi się podoba i jak mi się podoba. Nie będę lizać szwedzkich tyłków tylko dlatego, że mieszkam w Szwecji.

W grudniu przypadła nasza ostatnia z grafiku wizyta u pediatry. Wizyta pro forma – dla nas wyłącznie info ile mała waży i mierzy. Wizyta zapchaj dziura bo lekarz nawet się nie zainteresował wykwitami na buzi Małej (to na pewno samo zejdzie tylko trzeba w nieskończoność smarować maścią sterydową). Jeżeli chodzi o Dzidziunię którą na tę chwilę przechrzciliśmy na Bibułkę to odpukać jest wszystko ok. Siedzi już jak stara baba, pełza tak szybko że czasami nie mogę za nią nadążyć. Próbuje się wspinać i niestety przechodzi etap niejadka. Dokucza Cześkowi (kiedy ja nie widzę). Czesiek jej czasami pogrozi łapką za co dostaje opierdantus. Na tym wszystkim ja cierpię bo potem Czesław mnie w nocy przeprasza. Za niedługo Czesław sam o tym napisze.

W grudniu przyjechał do nas w odwiedziny mój brat. Chyba już zapomniałam jak młodsze rodzeństwo może być wkurwiające. Z planów wycieczkowych za wiele nie wyszło bo albo pogoda słaba albo zwyczajnie nam się nie chciało.

Brat przyjechał na święta ale tradycyjnie świąt nie było. Nie było pierogów, kapusty i barszczu za to buła z kotletem mielonym. Gdyby nie to, że Mama Ignasia przywiozła nam świąteczny poczęstunek to nawet bym nie wiedziała, że są święta. Ooo przepraszam w drugi dzień świąt byliśmy z wizytą rodzinną gdzie były i prezenty pod choinką no i świąteczne jedzenie. I coś czego nienawidzę w świętach czyli pośpiech, stres i mega nerwów.

Grudzień i ogólnie cały rok zakończyliśmy sylwestrem u rodziców Ignasia. To była nasza pierwsza, wspólna impreza sylwestrowa. Było super! Przepyszne jedzenie, fantastyczna atmosfera i co najważniejsze blisko do domu.

A co w styczniu? Przyjazd kolejnego gościa na moje urodziny które w tym roku sobie odpuszczam. To będą nieliczne urodziny których nikt mi nie zepsuje. Planuję jakieś wypady z gościem ale co z nich wyjdzie to się dopiero okaże. W styczniu rozpoczynamy walkę z wykwitami Frejki. Nie mam zamiaru ładować jej sterydów na twarz nie znając powodu pojawiania się plam (są coraz gorsze i coraz bardziej swędzą). W styczniu znowu zaczynam szukać nowego ginekologa z nadzieją, że w końcu trafię na kogoś kompetentnego i do tego nie zboczucha. T

ym optymistycznym akcentem życzę Wam do siego roku (hejterom/ką niczego nie życzę tzn. życzę pryszczy na języku)!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s