Sesje zdjęciowe

Sesja Marty B. czyli o znęcaniu się nad modelką.

Podczas mojego, tygodniowego pobytu w Polsce w lipcu zeszłego roku zdążyłam zrobić aż trzy sesje zdjęciowe. Jedną z modelek była Marta, którą znalazłam na portalu dla modelek. Umówiłyśmy się bardzo szybko, ale o mały włos sesja nie doszłaby do skutku. Miałyśmy spotkać się na przystanku, ale źle wyliczyłam czas i na miejscu pojawiłam się nieco spóźniona. Do tego Marcie padł telefon i widząc, że nie ma mnie na przystanku pojechała do domu. Dopiero w domu zorientowała się, że jednak na nią czekam i pobiegła z powrotem na tramwaj. W ten sposób zaczęłyśmy trochę później.
Marta ma niesamowicie duże oczy więc stwierdziłam, że będzie świetnym materiałem do moich ćwiczeń z makijażem. Znalazłam fajny makijaż i zaczęłam Martę malować. Z tego wszystkiego zapomniałam o zasadzie, że lepiej nie eksperymentować jednocześnie z zielonymi i brązowymi cieniami. Skończyło się na tym, że najpierw zrobiłam Marcie podbite oczy, a potem musiałam je szybko poprawiać. Do tego wszystkiego z nerwów wpakowałam biedulce pędzelek do oka. Przez moment nawet myślałam, że wstanie i pójdzie do domu bo minę miała nietęgą. Na szczęście efekt końcowy był zadawalający.

Marta przyjechała do mnie z górą ciuchów i to nie byle jakich. Pokochałam ją w momencie kiedy przysłała mi zdjęcia sukienek ze swojej szafy. A sukienki….fantastyczne. Uwielbiam modelki, które buszują po lumpach.

Zdjęcia z Martą minęły jak biczem strzelił. Tradycyjnie obserwowała nasze poczynania miejscowa kicia. Chyba niezły z niej rozbójnik ponieważ byliśmy (razem z moim bratem) świadkiem gdy pies nie chciał przejść koło niej i wymusił na swojej pani spacer ulicą.

Kicia to nie był jedyny obserwator – taa to fajne zdjęcie na którym wiążę z tyłu Martę pstryknął mój młodszy brat.

Muszę stwierdzić, że Marta to uosobienie cierpliwości ponieważ przez mój stan obróbka zdjęć szła mi jak krew z nosa. Dodam że Marta fantastycznie pozuje i prawie nic nie musiałam jej podpowiadać. Zdjęcia same się robiły. Jest też pierwszą modelką, która zakazała robienia jakichkolwiek zmian w swoim wyglądzie.
A zdjęcia….mroczne – dawno takich nie robiłam.

 

3 komentarze

  • Aaa

    Trafiłam na twojego bloga przez przypadek, szukając informacji o porodzie w Szwecji. Wiesz, zaczął się trzeci trymestr i coraz więcej człowiek zaczyna o tym rozmyślać. I tak przeczytałam najpierw te wpisy o ciąży i porodzie, potem sukcesywnie wciągały mnie kolejne Twoje klawiaturowe poczynania:-)
    Teraz jestem na etapie wpisu o sesji z Martą i tak sobie myślę… kurczę, ale fajnie byłoby mieć sesję ciążową właśnie w takim klimacie! Choć kilka zdjęć:-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: