W skrócie

Migawki kwietniowe czyli o paskudnym miesiącu.

To był bardzo intensywny i wykańczający psychicznie miesiąc.

Zaczął się całkiem fajnie bo przedłużonym weekendem w Gdańsku. Nie byliśmy w Polsce od listopada i strasznie czekałam na ten wyjazd. Było krótko. Zdecydowanie za krótko bo na lotnisku poleciały mi łzy. Niby w Szwecji jest całe moje życie ale mimo wszystko tęsknię za Polską. Możecie sobie mówić, że Polska jest taka i owaka (sama tak czasami mówię) ale z perspektywy emigracji wygląda to trochę inaczej. Na obczyźnie być może idealizujemy trochę nasz kraj, a może to tylko świadomość że na na obczyźnie nigdy nie będziemy u siebie…

W Gdańsku jak zwykle zaliczyłam fryzjera, dentystę i zakupy.

Od kiedy jest z nami Frejka obowiązkowym punktem dnia są spacery. Tym razem spacer był pod znakiem awantury którą zrobił nam cieć ponieważ niechcący weszliśmy na teren prywatny. Brama była otwarta a my nie zauważyliśmy napisu że teren prywatny i….skończyło się na wrzasku ochroniarza. Dawno nikt nas nie ochrzanił….

Akurat na nasz przyjazd przypadła zbiórka pieniędzy na pomorskie hospicja. Przykro było patrzeć na to jak niewiele osób uczestniczy w imprezie zbiórkowej. Jak niewiele osób wrzuca pieniądze do skarbonki. Czyli co? Nie warto dawać na tych co są jedną nogą w grobie? Bo na Owsiaka juz wszyscy dali i nie mają kasy na hospicja? A może serduszko jest bardziej lansiarskie od żonkila? Większość z nas prędzej czy później wyląduje w hospicjum (o ile załapie się na miejsce). 

Nasz przyjazd do Polski był przede wszystkim pod znakiem urodzin Frejki. W Polsce robiliśmy drugą część dla osób które nie mogły przyjechać do Szwecji. 

Pobyt minął ekspresowo i nawet się nie obejrzeliśmy a trzeba było wracać. Nawet nie zdążyłam dobrze oblecieć moich kątów i zobaczyć co się pozmieniało. Za to na lotnisku z radością odkryliśmy plac dla dzieci. Fajnie, że ktoś pomyślał o maluchach tylko szkoda, że niestety nikt nie myśli o zdejmowaniu butów.

W kwietniu zaliczyliśmy kolejne nawiedzone miejsca czyli kościół Österhaninge i leżące obok kościoła gospodarstwo.

Zaliczyliśmy też Muzeum Narodowe i kilka spacerów po centrum Sztokholmu.

W kwietniu rozpoczęłam rehabilitację mojego zjechanego kręgosłupa i jak na razie nie wiem co mam o tym myśleć. Za to mniej więcej wiem na czym stoję z moim halluksem, który mi się przypętał po ciąży.

A na koniec przykre sprawy. Odtąd kwiecień będzie mi się kojarzył ze śmiercią. W kwietniu nagle odszedł od nas Czesław a zaraz potem mój wujek. Czesław ukrywał swoją chorobę i myślę, że czekał na nas bo przed naszym wyjazdem do Polski nic nie zapowiadało tego, że tydzień później będziemy go żegnać. Wujek Jurek był facetem którego nie zmogły dwa zawały. Zabrał go cholerny rak.

Po odejściu Cześka powiedziałam, że nie chcę więcej zwierząt bo to strasznie boli kiedy odchodzą, bo w Szwecji zwierzak to kosmiczne koszty, bo jest wieczny problem z niańkami (nawet za kasę jest czasami ciężko znaleźć kogoś sensownego). Tak powiedziałam ale życie napisało inny scenariusz. Moja teściowa podsunęła nam kota, którego sama miała przez chwilę ale ze względu na alergię musiała go oddać. Tadek to kot po przejściach. Prawdopodobnie ktoś go porzucił bo tułał się po parkingu. Wiem, że to strasznie szybko – nawet usłyszałam, że inni by tak nie mogli bo by jeszcze rozpaczali po Cześku. Tadek to nie Czesio i nigdy Cześkiem nie będzie ponieważ Czesiulek był tylko jeden i nigdy żaden kot go nie zastąpi. Postanowiliśmy przygarnąć biedaka nie patrząc na to czy za szybko czy nie. On najwyraźniej miał do nas trafić ponieważ zastanawialiśmy się czy go nie przygarnąć kiedy moja teściowa oddawała go z powrotem. Tak więc mamy nowego członka rodziny – Pana Tadeusza.

Tadek jest kompletnie innym kotem do tego sporo młodszym. Zastanawiam się czy go zaprząc do pisania kocich opowieści. Co o tym myślicie?

A co w maju?

W maju przyjeżdża do nas gość z Polski. Był już u nas kilka razy ale nigdy na weekend. Cieszę się, bo będzie z kim poplotkować ale też mają być i zdjęcia. W maju wyruszamy na urlop….na Kretę. Mam nadzieję, że Kreta zetrze złe wspomnienia wycieczki do Grecji. A poza tym muzea, spacery i ciąg dalszy mojej rehabilitacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: