W skrócie

Migawki lipcowe.

Czy to już połowa lata? Niestety tak.

Lipiec był dla nas dosyć ciężkim miesiącem. Pewnego dnia dostałam wysokiej gorączki i się zaczęło. Wirus za wirusem. Kaszel który męczył mnie cały miesiąc i dopiero po dodatkowych sterydach dał mi spokój. Tak, lipiec był pod znakiem choroby. Nie ma tego jednak co by na dobre nie wyszło (oprócz kasy wywalonej na leki sterydowe). Na pogotowiu – tak można nazwać godzinę w przychodni podczas której przyjmowani są chorzy nieumówieni wcześniej na wizytę, trafiłam do młodej, polskiej lekarki. Pierwszy raz tutaj w Szwecji trafiłam na fajnego, polskiego lekarza. Co to znaczy? To, że nie przykleiła mi do czoła kartki pt. “sprzątaczka szwedzkich kibli” i nie potraktowała mnie tak jak zazwyczaj polscy lekarze traktują pacjenta (tutaj też im się to zdarza).

W lipcu zaczęłam też seanse akupunktury. To ciąg dalszy mojej rehabilitacji kręgosłupa. Nie wiem ile to wszystko będzie trwało ale w końcu coś napiszę na ten temat. Akupunktura…nie wiem czy to tak ma być ale pierwsze dwa dni po niej to jakaś masakra.

Lipiec to jak zwykle spacery, małe wycieczki i zwiedzanie.

W końcu wybraliśmy się na słynne Lidingö. Słynne nie tylko ze specyficznego akcentu mieszkańców tej wyspy ale też z Millesgården czyli domu i ogrodu/galerii rzeźb słynnego Carla Millesa. Niesamowite miejsce które jest malowniczo położone i z którego roztacza się piękny widok na Sztokholm.

W lipcu obowiązkowo zaliczyliśmy nawiedzone miejsce i tym razem był to stary dom w Saltsjö-Duvnäs.

Saltsjö-Duvnäs było jednym z naszych celów. Drugim było słynne Saltsjöbaden. Piękne miejsce ale zadziwiająco puste o tej porze roku. Spodziewałam się tłumów na miarę Vaxholm a zastałam ciszę. Fajne miejsce na spacery. Jeszcze nie raz tam wrócimy.

W lipcu udało nam się spotkać z przesympatyczną blogowiczką która obecnie mieszka w Wiedniu. Coraz częściej stwierdzam, że wolę się spotykać z ludźmi którzy….nie mieszkają w Szwecji. Za chwilę stuknie mi pięć lat w Szwecji i szykuję dla Was posta po którym pewnie co niektórzy napiszą mi “to pakuj walizkę i spadaj do Polski jak Ci tutaj tak źle”. Szwecja przez te pięć lat mocno się zmieniła. No dobra, nie będę się tu rozwijać bo o czym będę pisać w moim poście/podsumowaniu pięciu lat na szwedzkiej ziemi.

I to by było na tyle jeżeli chodzi o lipiec. 

Aaaa zapomniałam o jednym. Przez moją cholerną dysleksję zabukowaliśmy noclegi nie w tym roku co trzeba. Tak więc…w przyszłym roku pojedziemy w to samo miejsce ale jakoś nie jestem z tego powodu nieszczęśliwa. Na razie jeszcze trzymam język za zębami!

A co w sierpniu? Trochę się będzie działo i to nawet więcej niż trochę. Czeka mnie pierwsza wyprawa do Polski tylko z Bździągwą. Staram się o tym nie myśleć ale trochę boję się tej podróży. Teraz sobie myślę, że o wiele łatwiej jest podróżować z takim bobaskiem do roku. Śpi, je, brudzi pieluchy i cała robota. A Bździągwa chce wszystko widzieć, dotknąć a najlepiej polecieć na kolanach. Mam nadzieję, że tak jak ostatnio znajdzie się jakiś miły pan, który mi pomoże z bagażem. Jakby Pan czytał mój blog to bardzo dziękuję za pomoc w czerwcu! Właściwie panom bo było kilku chętnych. W Gdańsku…planowałam masę spotkań ale chyba spotkam się z dwiema osobami i na tym koniec. Nawet chyba zdjęć nie będzie. Chcę odpocząć, poczuć się jakbym znowu mieszkała w Polsce, powkurzać na chamstwo na ulicach, pokłócić się z Mamą, nażreć wiśni, pójść na lody do Misia i…przede wszystkim pokazać masę rzeczy Frejce. I może w końcu odezwę się do kogoś w sprawie wystawy moich fotografii?

Z Gdańska przywozimy do nas gościa z którym tradycyjnie będziemy sporo łazić, zwiedzać i robić masę fot. Tak poza tym to tradycyjnie nigdzie się nie ruszamy w sierpniu. Wykorzystujemy szwedzkie lato, które może w tym roku nie rozpieszcza nas upałami ale nie jest jakieś tragiczne. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: