Muzea w Sztokholmie

Muzeum etnograficzne czyli Baltazar Gąbka wśród makabrycznych figurek.

Przy ostatniej relacji z moich odwiedzin kolejnego muzeum w Sztokholmie obiecałam, że kolejnego muzeum nie będę krytykować, ale wręcz będę się nim zachwycać. Szczerze mówiąc nie przepadam za muzeami etnograficznymi. Moim zdaniem z reguły są nudne (takie jest np. muzeum w Gdańsku). Z takim też nastawieniem wyruszyłam do muzeum etnograficznego w Sztokholmie. Tak się dziwnie złożyło, że do tego muzeum miałam dwa podejścia. Za pierwszym weszłam i pomimo tego, że od wejścia byłam oczarowana musiałam się z niego w trybie ekspresowym zabierać. Dlaczego? O tym dalej.

Muzeum etnograficzne znajduje się w tzw. parku muzealnym w którym to znajduje się również muzeum policyjne o którym już pisałam w poście: zajrzyj tutaj oraz muzeum techniki o którym również już pisałam: zajrzyj tutaj .

Muzeum powstało na początku XX wieku. Wyodrębniło się z Muzeum Historii Naturalnej, w którym wcześniej istniał dział etnograficzny. Budynek w którym obecnie się znajduje powstał w latach 70-tych XX wieku. Muzeum w swoich zbiorach ma podobno ponad 200 tysięcy przedmiotów z praktycznie całego świata. Muzeum posiada również w zanadrzu ciekawą historię związaną z totemem, który stoi przed budynkiem.

Obecny totem to “podróbka” totemu, który stał tu wcześniej. Stary totem należał do ludu Haisla zamieszkującego tereny Kolumbii Brytyjskiej. Podobno Szwecja pozyskała go od Indian pod koniec XIX wieku. Chyba nie do końca uczciwie ponieważ w 1991 roku do Sztokholmu przybyli przedstawiciele ludu Haisla i zwrócili się z prośbą o zwrot totemu. CSzwedzi długo zastanawiali się nad oddaniem totemu prawowitym właścicielom. Decyzję o zwrocie totemu podjęli 3 lata później, ale totem trafił do Haisla dopiero w roku 2006. No cóż, naszych rzeczy dotąd nam nie zwrócili….

Muzeum znajduje się w piętrowym budynku.

Na piętrze znajduje się wystawa dotycząca zmian klimatycznych czyli o topnieniu śniegów Arktyki, zmniejszaniu się lasów tropikalnych i szalejącej suszy w Australii. Pokazane jest przy okazji życie rdzennych mieszkańców tych obszarów.

Na piętrze znajduje się również bardzo ciekawa wystawa o Indianach z Ameryki Północnej.

Chętni mogą wejść do wigwamu i poczuć się jak prawdziwi Indianie.

Zaraz obok wystawy o Indianach znajduje się wystawa o Japonii.

Moje oko przyciągnęła ta, drewniana figurka. Niestety nie zerknęłam co to jest. Przypomina mi jakąś postać z bajki……no powiedzcie sami czy nie jest podobny do króla Deszczowców z Wyprawy Baltazara Gąbki?

Z wystaw na piętrze najbardziej mnie wciągnęła dotycząca szwedzkiej wyprawy misyjnej do Kongo, która to miała miejsce w 1907 roku. Niesamowita jest wystawa na której można obejrzeć krótkie filmy pokazujące taniec ludów Afryki. Wystawa urządzona jest w półkolistym pomieszczeniu z miejscami do siedzenia i tajemniczym półmrokiem.

Na dole są jeszcze trzy wystawy i jedną z nich jest wystawa o szwedzkich podróżnikach. Czyli o tym w jaki sposób podróżowali, co i jak przywozili ze swoich wypraw i jak się potem obchodzili ze swoimi zdobyczami.  

Druga wystawa dotyczy Królestwa Benin. Benin to państwo, które leżało na drodze zachłannych Brytyjczyków, którzy chcieli opanować zachodnie wybrzeże Afryki. Nieposzanowanie zwyczajów Benińczyków (brytyjscy posłańcy nie uszanowali święta benińskiego za co stracili głowy) stało się pretekstem do krwawej jatki i zniszczenia tego królestwa. Prawdopodobnie była to ukartowana akcja, a brytyjscy posłańcy posłużyli za tzw. mięso armatnie. Co się stało dalej znamy z kart historii wielu państw afrykańskich, azjatyckich i amerykańskich. Brytyjczycy splądrowali pałac królewski i wywieźli wszystkie znalezione bogactwa, a Królestwo zlikwidowali. Ziemie KB przyłączyli do podległej sobie Nigerii. To co wywieźli znajduje się obecnie na całym świecie – w muzeach i prywatnych kolekcjach. Niewiele z tego wróciło do Beninu. Podobno część zbiorów Benińczycy ukryli przed Brytyjczykami. Jakim cudem szwedzkie muzeum znalazło się w posiadaniu przedmiotów zrabowanych przez Brytyjczyków? Dostało je od prywatnego kolekcjonera z Niemiec na początku XX wieku.

Trzecia wystawa jest dla mnie najbardziej niesamowita. Niby nic takiego bo to tylko powkładane w gabloty przedmioty, ale……wszystko sprawia wrażenie wielkiego magazynu (tak się zresztą nazywa ta wystawa). Znajdziemy tu wszystko od butów, biżuterii, bel z materiałami po przedmioty kultu religijnego.

Ze względu na specyficzne eksponaty muzeum niekoniecznie nadaje się na odwiedziny z dziećmi.

W muzeum znajduje się przytulna restauracja i sklepik.

I na koniec historia moich, podwójnych odwiedzin. Muzeum obeszłam w całości dopiero za drugim razem ponieważ…..za pierwszym była akcja ze strażakami. Otóż oglądałam właśnie wystawę dotyczącą szamanizmu, ciesząc się, że jestem sama na sali i mogę w spokoju poczytać o wystawionych przedmiotach gdy coś zaczęło wyć. W pierwszej chwili pomyślałam, że może podeszłam za blisko jakiegoś eksponatu, ale potem mając doświadczenie z alarmami z kilku firm stwierdziłam, że to chyba przeciwpożarowy. Moje domysły potwierdził pan, który nagle wbiegł do sali i zaczął krzyczeć, że mam się stamtąd zabierać. No to wyszłam i szybkim krokiem zeszłam na parter gdzie kolejne drzwi były zamknięte. Tak jak wcześniej byłam spokojna tak nagle się zdenerwowałam. Nie mogłam otworzyć cholernych drzwi! Już byłam bliska szarpania, walenia i wrzeszczenia. Nagle sobie uświadomiłam, że w Szwecji zamek otwiera się się odwrotnie niż w Polsce. Ufff. A na zewnątrz istny spokój. Nawet nikt się nie zainteresował, że dopiero wychodzę. Nie wiem co to było bo dymu nie było widać, ale straż pożarna na sygnale przyjechała. Stwierdziłam, że to wygląda na większą akcję i nie ma sensu czekać. I tak się skończyła moja pierwsza wizyta.

http://www.varldskulturmuseerna.se/

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: