Z życia wzięte

Polka w Szwecji.

Nasza znajomość zaczęła się bardzo niefortunnie.

Wszystko zaczęło się od bloga. Monika jest autorką, zdaje się, że pierwszego bloga prowadzonego przez osobę mieszkającą w Szwecji –  zajrzyj do bloga.

Zanim zaczęłam prowadzić swojego bloga, zrobiłam małe rozeznanie i oczywiście wpadłam na Monikę. Przeczytałam jej bloga od deski do deski. Niektóre wpisy mnie znudziły (wtedy byłam chłonna wpisów o samej Szwecji), a niektóre wciągnęły. Drażniło mnie jedno – ani słowa o tym co tu się naprawdę dzieje (teraz już wiem dlaczego).

Kilka lat później spotkałyśmy się na spotkaniu sztokholmskich blogerek. Nie chciało mi się na nie iść. Wiedziałam, że z Gabryśką autorką innego bloga i tak zaraz się spotkamy. To był też czas kiedy w sztokholmskim metrze zrobiło się niebezpiecznie i bałam się jechać sama wieczorem. Z drugiej strony miałam poznać dziewczynę z północy, dzięki której to spotkanie miało się odbyć i kilka innych nieznanych mi dotąd osób – w tym słynną Monikę.

Spotkanie było katastrofą. Skończyło się na tym, że ja i Monika zostałyśmy śmiertelnymi wrogami – co jak później zobaczyłam, było na rękę kilku osobom.

Przez te kilka lat ani razu nie wpadłyśmy na siebie. Po jakimś czasie z ciekawości, bo strasznie ze mnie ciekawska baba zajrzałam do Moniki na Instagrama. Od tej pory zaglądałam cyklicznie i zagryzałam zęby ze złości kiedy Monika zawieszała konto. Dotąd nie mogę przeboleć faktu, że zlikwidowała swoje prywatne konto, bo tyle tam było wspaniałych zdjęć z przeróżnych części Szwecji i reszty świata. Kiedy Monika zaczęła malować, stwierdziłam, że kurczę baba jedna ma talent. Jej drugie konto z pracami oczywiście od razu zaczęłam obserwować. Tak po cichu, bo przecież Monika o niczym nie mogła wiedzieć!

Jak do tego doszło, że się ponownie spotkałyśmy? Przeczytałam u Moniki pod zdjęciem, że w jej życiu nastąpiła wielka zmiana. Napisałam do niej i przeprosiłam za te wcześniejsze głupoty. Monika bardzo szybko odpisała i…nawet się nie obejrzałyśmy, a dziewczyna pukała do naszych drzwi i szalała z naszą Bździągwą na podłodze.

A dalej były spacery i….zdjęcia! 

Jeden Komentarz

  • M.

    No jak miło! Fajnie, że się “odnalazłyście”! A Monika- no cóż… czas się dla Niej zatrzymał! Dokładnie taka sama jak Ją zapamiętałam te 9/10 lat temu! Pozdrawiam obie bloggerki!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: