Szwedzkie święta

Szukając magii świąt czyli komercji mówimy NIE.

Jak już wiecie (dwa razy o tym pisałam w postach możesz przeczytać tutaj oraz zajrzyj tutaj), że nie lubię świąt. Nie będę po raz kolejny pisała o tym dlaczego bo to staje się nudne, tak jak nudne jest odpowiadanie na głupie pytanie “no ale jak możesz nie lubić świąt?”. Nie lubię i koniec. Aleee są dwie rzeczy związane ze świętami na które daję sobie małą dyspensę.

Ponad miesiąc temu skończył mi się kurs szwedzkiego. W międzyczasie dwukrotnie wylądowałam w Polsce, a poza tym prawie cały czas spędziłam siedząc w domu. Pewnego dnia na fejsie zobaczyłam reklamę pewnej akcji – w centrum Sztokholmu stworzono szlaki światełek i ozdób świątecznych. Weszłam na tę stronę – zajrzyj tutaj i zobaczyłam przepięknie udekorowane ulice, a przy światłach – szyszkach padłam i postanowiłam, że muszę je zobaczyć.

https://stockholmsjul.se/ljuspromenad

Swoją wędrówkę rozpoczęłam od Świątecznego Jarmarku, który co roku rozkłada się na Rynku Starego Miasta.

Rynek  na Starym Mieście jest takim, trochę niewielkim ryneczkiem (w zasadzie to Gamla Stan ma dwa rynki), ale chyba przez to Jarmark ma bardziej kameralny charakter. Podoba mi się to, że w budkach jest praktycznie wszystko związane ze świętami, a nie rzeczy typu osłonki do smarkfonów i inne badziewie, które np. można spotkać na Jarmarku w Gdańsku.

A Gamla Stan jak zawsze pełne urokliwego klimatu, który dopełniały świąteczne ozdoby.

Wystawy jak to wystawy są różne, ale jest jeden sklep do którego jak podejdziesz to już nie możesz się ruszyć. To wystawy najdroższego domu towarowego w Sztokholmie (i w Göteborg) czyli Nordiska Kompaniet.

Słyszałam wcześniej o tych wystawach, ale nie wiedziałam, że są aż tak piękne i że takie takie tłumy stoją przed nimi i to nie tylko dzieci. Kiedy podeszłam do pierwszej wystawy zrozumiałam o co tu chodzi. Nie mogłam się oderwać i z dwa razy przeszłam się przy wystawach żeby się napatrzeć.

Oczywiście wiele innych budynków użyteczności publicznej jest również wystrojonych świątecznie, tak jak hotele i inne galerie handlowe, no i oczywiście ulice i deptaki, które są zaznaczone na mapce światełek.

Tradycyjnie wyruszyłam też pod choinkę przy której za pierwszy razem spędziłam dobrych kilkanaście minut zastanawiając się, czy ona faktycznie wyrasta z chodnika i próbując sobie przypomnieć, czy latem też ją tam widziałam.

Jeszcze jedną choinkę znalazłam w Centrum miasta i podejrzewam, że tych choinek jest dużo więcej.

To co mnie najbardziej oczarowało to były niesamowite, światełkowe figurki i przy głupich łosiach nawet poczułam szczyptę magii. Łosie są przecudne i wyglądają jakby biegły przez miasto.

Tak, zwykłe łosie, a nie jakieś kiczowate mikołaje i księżniczki. Na taki mały kiczyk natknęłam się tylko w jednym miejscu przy lodowisku. Muszę przyznać, że ten kiczyk nawet był sympatyczny, ponieważ figurki skrzatów służyły do zrobienia sobie zdjęcia.

I tradycyjnie na placu przy Dworcu Centralnym szwedzka, świąteczna szopka czyli rodzina łosi.

Przy Dworcu, jeszcze można zobaczyć coś na wzór altanki z zawieszoną jemiołą.

A na koniec coś przy czym oniemiałam i stałam dobrych kilka minut z rozdziawioną buzią. Wielkie, migające szyszki. Dla mnie te szyszki i łosie to numer jeden. Szkoda tylko, że nie padał śnieg, bo bez śniegu to już totalnie nie czuje się tej niby magii.

Nie tylko Stara część Sztokholmu i Centrum są przyozdobione świątecznie, ale również dzielnice mają swoje światełka. Nie wiem czy wszystkie, ponieważ w Sztokholmie są już dzielnice getta w których, jak się domyślacie osoby obchodzące to święto stanowią zdecydowaną mniejszość. Moja dzielnica wygląda tak:

To jak Wam się podoba świąteczny Sztokholm?

To teraz o moich świętach.

Świąt jako Świąt nie było. Nie było hardcoru związanego z przygotowaniami do kolacji. Kłótni, kto co ma zrobić i tysięcy razy biegania do sklepu, bo ciągle czegoś potrzeba. Nie było hipokryzji przy składaniu życzeń, bo hipokryzją jest szczerzenie na siebie zębów przy sraczce przygotowywania świąt, a potem przymilania się przy życzeniach. Nie było tego:

5 komentarzy

    • Agnes

      Haaaa wiedziałam, że czegoś nie widziałaś 😛 No właśnie te łosie widziałam u Ciebie w poście i trochę się zdziwiłam, że takie same.

    • Agnes

      A to aż potrzeba świąt żeby zastanowić się nad swoim życiem? A gdzie duch chrześcijaństwa? Ja mam swoje zdanie, a Ty masz swoje. Świat byłby nudny gdyby wszyscy pojmowali go tak samo. p.s. życzę w Nowym Roku mniej agresji, a więcej zrozumienia dla bliźnich, którzy niekoniecznie mają takie same poglądy jak Ty, aaa i więcej odwagi cywilnej Gallu Anonimie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: