Czesio - kot,  Sesje zdjęciowe

Szwedzkie lumpeksy.

Second hand, zachodnia odzież używana, szmateksy, ciucholandy, Tani Armani i lumpeksy – czyli odzież z drugiej ręki, ale nie zawsze używana. Nazw na second handy mamy w polskim języku sporo. Osobiście znam osoby, które brzydzą się tymi sklepami ale znam też takie, które je kochają. Są  i takie, które nie przyznają się do tego, że coś noszą z lumpa bo czasami strach się do tego przyznać przed otoczeniem. Reakcje mogą być naprawdę różne. A czego tu się wstydzić? Ja np. byłam świadkiem sceny, kiedy w poprzedniej pracy jedna z dziewczyn (była nielubiana – i do końca mojej kariery w tej instytucji nie dowiedziałam się za co) przyznała się, że nosi bluzę z lumpa. Jedna z koleżanek nie mogła tego przeżyć przez całą resztę dnia. No bo jej mąż – tirowiec przywoził jej, wielkiej damie bieliznę Kleina i bluzeczki Polo. Pewnie kupował jej z poczucia winy za swoje przygody na poboczu z tirówkami, a ta się potem afiszowała swoimi markowymi rzeczami. Wiecie jak to komicznie wyglądało jak pierwszy raz przyszła w takim, firmowym polo, a nikt jej nowego ciucha nie zauważył? Mocno wypinała cycki do przodu, żeby tylko widać było logo Polo – żeby ktoś w końcu zauważył jakie to drogie i markowe rzeczy nosi.

Do której grupy ja należę?

Czytając mojego bloga już wiecie, że jestem stałym bywalcem i nawet zrobiłam niezłą aferkę w jednym z sztokholmskich lumpeksów (mówiąc wprost zrobiłam z siebie idiotkę).

W Szwecji to po prostu Second hand i koniec. Szwedzi to bardzo oszczędny naród, który uwielbia dawać drugie życie swoim rzeczom. Pewnie stąd tyle tutaj lumpeksów.

W Polsce mamy sieć lumpeksów Ciucholand, a w Szwecji jest Myrorna, Emaus, Röda Korset (Czerwony krzyż), Stadsmission.

Wiele z tych sieci pieniądze przeznacza na pomoc potrzebującym w biednych krajach ale też np. dla ubogich mieszkańców państwa szwedzkiego. Niektóre z nich mają wystawione kontenery na osiedlach lub na wysypiskach śmieci.  W tych kontenerach można zostawić rzeczy których już się nie nosi lub nie używa, albo np. nietrafione prezenty urodzinowe.

W każdym praktycznie z szmateksów nich stoją też wózki/kosze w których również można zostawić takie, niechciane rzeczy. Pamiętacie moją akcję z zostawieniem siatki z zakupami w takim koszu? Te zostawione rzeczy są od razu na zapleczu segregowane, wyceniane i wystawiane na sprzedaż. Powiem Wam, że z przyjemnością zostawiam swoje niechciane rzeczy w takim koszu. Wiem, że komuś się jeszcze może to przyda, a pieniądze ze sprzedaży zapełnią czyjś głodny brzuch.

Są też oczywiście inne lumpeksy – niektóre wyglądające jak eleganckie butiki w których rzeczy są często prawie nowe, ale też i w odpowiednio wyższej cenie. Taki np. Emaus jest rozdzielony na zwykły lumpeks i na lumpeks vintage w którym można znaleźć naprawdę fajne rzeczy ale już w o wiele wyższej cenie.

Second handy są wszędzie tzn. przy autostradach, na pobrzeżach miasta, w centrach handlowych, ale i w samym centrum Sztokholmu. 

W środku z reguły jest wszystko ładnie poustawiane.

Poszczególne przedmioty porozdzielane są na tematyczne działy.

Ciuchy posegregowane tematycznie i często kolorystycznie.

Tylko raz trafiłam na hałdy ubrań w koszach. Rzeczy z reguły są już wycenione ale trafiają się również second handy z odzieżą na wagę. Sztokholmskie lumpeksy robią też czasami różnego rodzaju promocje lub przeceny.

Co ciekawe, ciuchy nie mają tego specyficznego lumpowego zapachu, który posiadają ciuchy z polskich szmateksów. 

Rzeczy w szwedzkich lumpeksach są w różnym stanie. Znajdziemy takie, które nie wiadomo do czego się nadają ze względu na swój stan, ale też i takie które są praktycznie nowe, albo i zupełnie nowe posiadające jeszcze metkę ze sklepu. W Szwecji możemy urządzić całe mieszkanie rzeczami z lumpa. Szkło, meble, ubrania, biżuteria, książki, płyty, obrazy, sprzęt elektroniczny – wszystko czego dusza zapragnie.

Dla mnie swego rodzaju szokiem były meble, które zobaczyłam w zwykłych lumpeksach. Takie meble to przecież w Polsce tylko w drogich antykwariatach można zobaczyć. Oczywiście, żeby kupić takie meble to też trzeba mieć trochę kasy, ale nie kosztują tyle co w antykwariacie.

Można też trafić na przepiękne obrazy – niektóre są naprawdę w niskiej cenie. Są też i takie, tak jak ten poniżej, które potrafią kosztować po kilka tysięcy koron. Nie wiem jak Wam ale mi ten obraz strasznie wpadł w oko i gdyby nie to, że zwyczajnie mi nie pasuje do wystroju i kosmiczna cena, to prawdopodobnie bym go kupiła. No dobra, gdyby był tańszy to bym go wzięła.

Wśród rzeczy można również znaleźć takie cudeńka jak stara kasa sklepowa, waga, maszyna do szycia i wiele innych.

W życiu też nie widziałam, żeby w lumpie było tyle starego sprzętu fotograficznego. Takiego canona 400 sama kiedyś miałam.

Z takich starych rzeczy to jeszcze znalazłam serwis do kawy. Taki sam mieli moi rodzice w czasach PRL. Wiele razy natknęłam się również na rzeczy z Polski.

W życiu też nie widziałam tylu płyt – czarnych i CD w tak dobrych cenach. Wiele lumpeksów posiada kącik muzyczny w którym na miejscu można sobie przesłuchać płytę. Oczywiście są też specjalne butiki z używanymi płytami.

Tak nawiasem to wśród książek można znaleźć stare, szwedzkie świerszczyki.

Te lumpeksy, które zajmują duże powierzchnie często mają w środku kawiarnie w której można się napić kawy i zjeść ciacho. Taki second hand może być miejscem spotkania z koleżanką – wspólne szperanie połączone z oglądaniem zdobyczy przy pysznej kawie.

Jeżeli chodzi o moje zdobycze to w przypadku ciuchów nie ma ich za wiele tzn. ciuchów w których bym mogła chodzić, ale jeżeli chodzi o ciuchy do sesji zdjęciowych to inna sprawa. To co udało mi się upolować to biżuteria – niestety dwa z tych pierścieni są tak małe, że przeznaczyłam je na potrzeby stylizacyjne.

Z Panem B. udało nam się również upolować spodnie “robocze” z……Polski.

Ciuchów dla siebie nie mogę znaleźć, ale za to co mamy w kuchni to w większości pochodzi z lumpeksów. Za taki wyciskacz do soków w Izraelu chcieli na straganie 100 dolców, a my go kupiliśmy za 50 koron i to w stanie idealnym. Jeżeli chcecie kupić kubki to tylko w second handzie – jest taki wybór, że każdy znajdzie coś fajnego. Ja np. znalazłam kubki z Duki, fantastyczne filiżanki z miejscem na woreczek herbaty, no i moje ukochane kubki Nescafe. Wszystko po 10, a czasami i 5 koron w stanie idealnym.

Jeżeli chodzi o ciuchy do sesji to tutaj w Szwecji jest po prostu istny raj. Za każdym razem kiedy idę na szlak lumpeksowy zawsze z czymś wracam do domu.

Wiele z tych rzeczy już użyłam inne czekają na swoją chwilę. To czego użyłam można zobaczyć na wielu moich zdjęciach i tak:

Moja koleżanka, którą na pewno skojarzycie z innym blogiem o Szwecji Blog Gabrysi  – relacja z sesji już niedługo.

I nakrycia głowy, które akurat sama noszę.

Pamiętacie sesję ślubną jaką sobie zrobiliśmy z Panem B. do wpisu o życiu pod presją? – zajrzyj tutaj . Wiele osób pytało mnie później o sukienkę jaką miałam na sobie.

4 komentarze

  • Szwecjoblog (@Szwecjoblog)

    Ja zawsze polecam lumpy na szukanie pamiątek ze Szwecji – lepsze niż typowe sklepy z suwenirami, można wypatrzeć cudne klasyczne naczynia albo dużo ciekawsze gadżety. Ja tonami wręcz kupuję używane książki.

    Sesja ślubna – ekstra!

    • Agnes

      Ooo i o tym zapomniałam wspomnieć 🙂 Ale niestety konika z Dalarna nie jest tak łatwo znaleźć 🙁 Dzięki za odwiedziny 🙂 p.s. ja u Ciebie też bywam 😉

  • Marta Kociarka

    Ciuchlandy uwielbiam i regularnie w nich bywam 🙂 W mieście, w którym mieszkam, preferuję dwa – w obydwu sprzedawane są ciuchy skandynawskie, które zdecydowanie najbardziej mi pasują 🙂 Za niewielkie pieniądze wygrzebuję niebanalne rzeczy, perełki wręcz… Nie gardzę też naczyniami z drugiej ręki – najfajniejsze kubki, miseczki czy doniczki upolowałam właśnie w lumpeksach… Nie mam oporów przed zaopatrywaniem się w takich miejscach – gdy sobie pomyślę, że za nowy ciuch, który po pierwszym praniu będzie zmechacony czy rozlezie się w szwach (nie mówiąc o tym, jaki jest banalny) mam zapłacić kilkaset PLN, to robi mi się słabo… W związku z tym mam niezniszczalne ;), oryginalne rzeczy za grosze :) A futrzane poduchy, tak uwielbiane przez moje kocie stado, też są z lumpeksów 😉

    • Agnes

      A ja właśnie upolowałam kolejny, ukochany kupek Nescafe 🙂 Z tymi, nowymi ciuchami to racja – nie dość, że drogie to jeszcze jest problem z reklamacją. Futrzane poduchy dla kotów?? Z chęcią bym je zobaczyła 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: